Czego nie zrobiłam tego lata

Lato to najfajniejsza pora roku. Można robić tyle fajnych rzeczy, jeść same pyszności i wspaniale spędzać czas wolny. Czego to człowiek sobie nie wyobraża! Czego to nie będzie robił w te ciepłe letnie miesiące. Szkoda tylko, że gdy one się kończą, to okazuje się, że wielu z fajnych rzeczy się nie zrobiło.

redaktor ŁataFot: Miss Olgu

Do podsumowania tego, czego nie zrobiłam latem zainspirował mnie tekst Rosie Stoff. Większość punktów na liście Rosie jest dla mnie dziecinna (pewnie jestem z dekadę starsza od autorki), ale sam pomysł bardzo mi się spodobał. Tak, wiem, że lato kończy się 23 września, ale w mojej głowie koniec dziecięcych wakacji to koniec lata.

Prawda jest taka, że niektóre z powodów są przykrywkami dla mojego LENISTWA. Tak, nie boję się tego powiedzieć: jestem leniuchem i tak naprawdę jest mi z tym bardzo dobrze. Jestem też trochę dziwakiem, no i jak każdy dziwak - trochę świruję. Skoro już wiecie, że jestem zdziwaczałym leniuchem, pewnie spodziewacie się, że moja lista będzie specyficzna i dla niektórych zupełnie niezrozumiała. Nie mogę zasłaniać się tym, że mam dzieci i że to z ich powodu nie mogę robić pewnych rzeczy. Zresztą pewnie się okaże, że ci z was, którzy mają dzieci to wszystkie z punktów mają odhaczone. Albo przynajmniej większość. W ogóle dzieciaci to są jacyś tacy bardziej zmobilizowani do działania. Nie wiem, jak wy to ogarniacie, ale szanuję to bardzo.

Tyle tytułem wstępu, a teraz czas przejść do konkretów. Czego zatem zdecydowanie nie robiłam tego lata?

NIE JEŹDZIŁAM NA ROWERZE

Moja brykaFot: Miss Olgu

Rower czekał na mnie od MAJA, aż łaskawie posadzę na nim swoje cztery litery i będzie on moim głównym środkiem komunikacji po mieście. Nie pamiętam dlaczego nie wsiadłam na niego w maju, ale wiem, że od czerwca mam suczkę i stwierdziłam, że wolę chodzić z nią na spacery niż jeździć sobie na rowerze. Jak mam gdzieś jechać to biorę ze sobą Oezil, więc na co mi ten rower... Pies nie może biec przy rowerze, bo ma uszkodzoną łapę, a przecież w koszyku nie będę go wozić, bo się nie zmieści. Dobra wymówka?

NIE BYŁAM NAD MORZEM, NA MAZURACH, ANI W GÓRACH

W wolnym czasie jeździłam na działkę, którą po prostu bardzo lubię. TERAZ trochę żałuję, że nie pływałam w jeziorze i nie skakałam w morskich falach. Po górach niespecjalnie lubię chodzić, ale widok na nie z okna jest po prostu piękny.

NIE JADŁAM PORZECZEK I AGRESTU

W sumie to ich po prostu nie lubię w formie naturalnej. Dżem mogę zjeść od czasu do czasu, ale za samymi owocami nie przepadam. Agrestowi to w ogóle nie ufam, tak samo jak jeżynom. Co to za owoc, który kłuje? To jakieś podejrzane jest. Moim zdaniem on w ogóle nie chce być zjedzony, stąd te kolce.

NIE BYŁAM NA ŻADNYM FESTIWALU

Tutaj akurat żałuję jednego. Żałuję, że nie byłam na festiwalu MFF T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu. To jeden z tych festiwali, na który chcę pojechać co roku i co roku coś mi wypada. W tym roku wypadła Oezil. Nie miałam serca zostawić jej samej, skoro dopiero się poznawałyśmy. Jeżeli zaś chodzi o festiwale muzyczne to chyba już z tego wyrosłam, a może raczej nie słucham zespołów, które tam występują. W ostatnich latach, jeżeli jechałam na jakiś festiwal muzyczny, to był to zazwyczaj jeden konkretny koncert. W tym roku postanowiłam to sobie zupełnie odpuścić.

OezilFot: Miss Olgu

NIE BYŁAM NA OGNISKU

Bo nikt ze znajomych nie organizował, a ze mnie jest słaby animator imprez. Byłam za to na grillu, nawet na kilku grillach, ale to jednak nie to samo. Ognisko to wyzwanie.

Na mojej liście znajdują się też całkiem fajne rzeczy, których udało mi się uniknąć tego lata. Tutaj to jestem zdecydowanie zwycięzcą!

NIE MIAŁAM KLESZCZA

Na szczęście, bo się ich bardzo boję. W sumie to jeszcze nigdy nie miałam kleszcza, ale mogłabym mieć.

NIE SKRĘCIŁAM NOGI/ RĘKI

A jak sobie przypominam, to co roku miałam jakąś małą awarię w tym temacie.

NIE DOSTAŁAM UDARU SŁONECZNEGO

Udało mi się również uniknąć spalenia się na skwarkę i schodzącej płatami skóry z nosa lub z pleców.

NIE KUPIŁAM NOWEGO KOSTIUMU KĄPIELOWEGO

Bo zmieściłam się w stary.

Ostatni punkt uważam za spory sukces. Nie jestem typem sportsmenki, bardziej typem pasibrzucha, więc to, że nie zmieniłam rozmiaru na większy jest bardzo dobrą wiadomością. Na mojej liście pewnie zabrakło kilku rzeczy, których nie zrobiłam tego lata, albo których udało mi się na szczęście uniknąć, ale na chwilę obecną nie przychodzą mi do głowy.

Teraz wasza kolej. Na co będziecie musieli poczekać do przyszłego lata?

Więcej o: