Papier, zbiórka, druk! Do czego potrzebny nam crowdfunding i jak możecie mi pomóc

Chyba kompletnie oszalałam i w czasach rozwoju prasy internetowej zorganizowałam zbiórkę pieniędzy na papierowe czasopismo o muzyce. Po co? Dlaczego? I dla kogo? Może dla Was!

"Świetna inicjatywa, wpłaciłam i czekam z niecierpliwością!”, "Dzięki, na to czekałem przez tyle lat”. "Cześć, chciałem tylko powiedzieć, że zapłaciłem z góry za dwa numery” - od kilkunastu dni wiadomości o tej treści dostaję na skrzynkę mailową, prywatny profil na Facebooku i na służbowe konto twitterowe. Jeden z dziennikarzy napisał "Powstaje polskie The Wire”, niektórzy myśleli, że chodzi mu o serial, a tymczasem miał na myśli brytyjski magazyn muzyczny The Wire stanowiący wyznacznik jakości na rynku. Sami dziennikarze The Wire napisali na swojej stronie, że warto wspierać naszą inicjatywę. Jaką? Cóż, posłuchajcie tej historii...

Prasłowiańskie porzekadło mówi, że nikt ci tak nie skomplikuje życia, jak ty sam. Wiem coś o tym. Na początku tego roku, siedząc w piwnicy jednego z warszawskich budynków wzięłam na siebie rolę jednego z wskrzesicieli pewnego pisma muzycznego i zostałam redaktor naczelną Kwartalnika Muzycznego M/I. Najpewniej o nim nie słyszeliście, w formie, w jakiej ukazało się pierwszych sześć numerów tego pisma zawierała się tajemnica jego sukcesu - to był bardzo ładnie przygotowany, czarno-biały zin zawierający publikacje dotyczące muzyki eksperymentalnej, awangardowej, noise'u, free improv i elektroniki. Ukazywał się cztery lata temu i docierał przede wszystkim do tysiąca osób, które wiedziały, czego szukają.

CO TERAZ?

W 2014 rolę przejął internet. Jeśli myślicie, że brakuje w sieci kompetentnych źródeł informacji o muzyce niezależnej, cóż, one istnieją, są rozsypane po całym internecie, mamy świetne polskie e-pisma jak PopUpMusic, są serwisy zagraniczne. Dlatego czasopismo, nad którym zaczęliśmy pracować na początku tego roku musiało być nieco inne. Przede wszystkim szersze tematycznie. Już nie tylko awangarda, jazz, eksperymenty, ale i muzyka świata, folk, alternatywne oblicza muzyki miejskiej. Już nie tylko dla wybranych - bo założeniem było pisanie o złożonych sprawach w dość prosty sposób, dawanie takich punktów odniesienia, by nawet ci mniej osłuchani czytelnicy nie czuli się obco w naszym świecie.

Chcemy pokazać, że muzyka - nawet w swych najradykalniejszych obliczach - może być zasadniczo niegroźna, że to, co dzisiaj słyszycie w radiowych przebojach, wczoraj było środkiem wyrazu wykorzystywanym tylko przez nielicznych eksperymentatorów. Przede wszystkim jednak lubimy opowiadać o muzyce. My, czyli kto? Cóż, kiedy już wiedziałam, że chcemy stworzyć czasopismo muzyczne, jakiego dawno na naszym rynku nie było, postanowiłam zaprosić do współpracy większość dziennikarzy, krytyków muzycznych i aktywistów. Nie wszystkich poprosiłam o wsparcie od razu. Nie wiem czy wiecie, jaką orką na ugorze jest darmowa praca po godzinach nad tworzeniem pisma. Nie wypadało mi skazywać na nią wszystkich. Jednych prosiłam tylko o radę, inni sami włączyli się do działania.

W ten sposób do pierwszego numeru Kwartalnika Muzycznego M/I swoje teksty przygotowali: Rafał Księżyk, którego część starszych czytelników może pamiętać z łamów magazynów BRUM, Machina, dziś znany także jako autor książki "23 cięcia dla Williama S. Burroughsa”, oraz redaktor naczelny PlayboyaJakub Bożek, redaktor Krytyki Politycznej, dziennikarz związany z internetowym magazynem kulturalnym Dwutygodnik, jeden z redaktorów i tłumaczy książki "Muzyka" będącej zbiorem esejów o najróżniejszych muzycznych gatunkach drukowanych na łamach wspomnianego już brytyjskiego magazynu muzycznego "The Wire”. Krzysztof Pietraszewski, człowiek, który zadbał o to, by tegoroczne krakowskie Wianki miały nieco bardziej postępowe oblicze dźwiękowe, dziennikarz Radiofonii od samego początku wspierał mnie nie tylko swoimi tekstami, ale rozmowami o kształcie całego pisma. Swój felieton przygotował Janek Topolski, jeden z twórców czasopisma o muzyce współczesnej "Glissando”, autor monografii o kompozytorze Gerardzie Griseyu. Zadanie miał niełatwe, wiecie co mu powiedziałam? "Weź jakąś partyturę i opowiedz o niej tak, żeby zaciekawić kogoś, kto nie ma bladego pojęcia o całym tym muzykologicznym zadęciu, musisz pokazać, że wszystko jest dla ludzi, wiem, że potrafisz". Cóż, chyba mu się udało. Kiedy czytałam jego tekst, cieszyłam się jak dziecko.

Świetny tekst przygotował Sebastian Rerak, z którym przez lata wspólpracowałam w Ślizgu, autor pierwszej w Polsce tak obszernej książki o yassie - "Chłepcząc ciekły hel". Napisała też Andżelika Kaczorowska - jedna z bardziej osłuchanych osób jakie znam, pisuje do najróżniejszych internetowych serwisów muzycznych, współtworzy zina muzycznego RWA. Jest i Olga Drenda - kiedy rozmawiałam z nią o Duchologii w tekście który kilka miesięcy temu mogliście czytać na Fochu, nie myślałam, że znajdzie chwilę na napisanie tekstu dla nas, nieśmiało zaproponowałam taką opcję i udało się. Marcin Flint, jeden z ważniejszych dziennikarzy hip-hopowych w tym kraju przygotował całkiem obszerny tekst o przedziwnej odmianie rapu związanej z muzyką country, a Anna Mieczkowska od lat wspierająca polską scenę muzyki folkowej napisała o tym, jak dzięki nagraniom terenowym technika wspiera utrwalanie polskiej kultury ludowej. Jednym z moich bliższych współpracowników został Michał Wieczorek, człowiek, z którym od dawna wymieniamy się uwagami o tym, co dobre w muzyce świata, prowadzi bloga Na Obrzeżach. Bartek Nowicki (autor bloga Raz Uchem/ Raz Okiem) okazał się być uważnym, zdyscyplinowanym i pracowitym recenzentem. Wspiera mnie też Piotrek Tkacz, jeden z tych młodych , genialnych, którzy potrafią czytelnie przełożyć na słowo pisane język muzyki improwizowanej i eksperymentalnej. Kilka ciekawych tekstów przygotował Filip Szałasek (Fight!Suzan). Swoje trzy grosze dorzucił Filip Kalinowski związany z pismem Aktivist, pisujący także okazjonalnie do brytyjskiego magazynu internetowego The Quietus, wreszcie autor audycji "Inside Out Poland” (Red Bull Music Academy). Jest Przemek Murzyn, który tworzy e-zina Santa Sangre i Marceli Szpak odpowiadający za kulturalne oblicze Ultramaryny.

PO CO?

Po cholerę wam o tym opowiadam, wymieniam jakieś nazwiska, jakieś tytuły i robi się coraz bardziej groźnie? Mogłabym właściwie zapytać o dwie rzeczy - pamiętacie jak ciekawą postacią okazała się Maja SK Ratkie? Może wspomnicie, jak pozytywnie część z Was przyjęła opowieść o Delii Derbyshire? Właśnie tak chcemy mówić o muzyce. Żebyście wiedzieli, że istnieje coś ponad playlisty z radia i z internetu, że jest jakiś klucz do rozumienia tych bardziej złożonych muzycznych zagadnień, że warto czasem odważnie sięgać dalej. Jeśli stęskniliście się za moją facjatą, to tu mam o tym taki filmik.


A po co nam to wszystko na papierze? Żeby można było macać i ślinić bez obaw o spięcia i dewastację ekranu! Papier to nasza fanaberia, owszem, ale jednocześnie forma pokazania, że piszemy o rzeczach, do których warto wracać. Pozwolę tu sobie zacytować to, co napisał Marcin Żyski - artysta i dziennikarz serwisu Gigster:

Jak wiadomo, Polska nie jest krajem magazynami muzycznymi płynącym, wartościowe periodyki poznikały nam z rynku jeden po drugim, a zainteresowanym czytaniem o dobrej muzie pozostał Internet. To oczywiście nie jest wcale mało, ale jak niektórzy z Was pewnie wiedzą - ciekawe artykuły czy recenzje jakoś przyjemniej się czyta, gdy przed sobą nie mamy ekranu komputera czy smartfona, a pięknie wydany magazyn. Kiedy nie musimy być podłączeni do sieci, a wystarczy nam coś do siedzenia i coś do szeleszczenia. Jeszcze lepiej, gdy w jednym, wydrukowanym miejscu spotyka się wielu wartościowych dziennikarzy, którzy o muzyce wiedzą wszystko, a może nawet więcej...

Dla nas pismo to nie relikt przeszłości. Prędzej fetysz i forma nobilitacji. Dodatkowym bonusem są ilustracje. Na przykład te na okładce.

Okładka Kwartalnika Muzycznego M/ISebastian Skrobol ( http://skrobol.pl/ )

Zawsze lubiłam polskich ilustratorów, mam tez słabość do komiksiarzy, dlatego chcę, aby każdy numer M/I zdobiła ilustracja innego rysownika. Okładki są tak zaprojektowane, by można było traktować je jak gotowe obrazy do powieszenia na ścianie. Przyznacie, że za 17 zł oferujemy całkiem sporo kulturalnego dobra. Jesteśmy szaleni. Ja i moja ekipa, czyli Jakub Mikołajczyk - prowadzący wytwórnię Monotype Records, Aleksandra Grunholz, tu w roli grafika, szerzej znana jako We Will Fail - artystka, której debiutancka płyta została bardzo pozytywnie przyjęta w Europie i w Polsce, grywa na najważniejszych festiwalach, ale dzielnie tworzy też kolejne kompozycje - niebawem ukazuje się jej nowy album.

Tworząc to pismo nie myśleliśmy wyłącznie o wąskim gronie odbiorców, którzy i tak kupiliby takie czasopismo. Ja myślałam o Was. Serio, planując zawartość, zamawiając teksty i redagując je myślałam o wszystkich ludziach, dla których sama piszę codziennie kolejne teksty. Dla czytelników Focha, National Geographic Travelera, dla tych, którzy trafiali na moje teksty w Ślizgu, Życiu Warszawy w Machinie, w Przekroju, a może nawet w Elle.

Mam jakieś szalone poczucie misji, utopijną wizję, w której zupełnie przypadkiem czytacie sobie któryś z tekstów w takim kwartalniku i nagle czujecie, że koniecznie chcecie sprawdzić o czym tam mowa, potem odkrywacie dla siebie jakąś płytę, artystę, jakiś utwór, albumy, które znacie nabierają nowego znaczenia, albo po prostu macie kilka godzin ciekawej lektury.

Nasz Kwartalnik Muzyczny M/I ma trafić do Empików, tak, by każdy mógł przyjść, zgarnąć z półki, zapłacić i zabrać ze sobą do domu, niezależnie od tego czy jest internetowy, czy nie.

KUP TERAZ

No i teraz dylemat. Za co mamy wydrukować pierwsze numery takiego czasopisma, skoro nie tworzymy gazety będącej folderem reklamowym z ubraniami i butami, skoro każdy poważny reklamodawca mówi nam "fajne, kibicuję, pokażcie mi pierwszy numer na papierze, bo póki co nie inwestujemy w start upy”. Pomyśleliśmy, że skoro robimy to pismo dla was wszystkich, to może wydamy je razem. Spóła działa. Od tego jest właśnie crowdfunding. przyglądam mu się od dawna. Wsparłam kilka ciekawych projektów na Kickstarterze, PolakPotrafi i WspieramKulturę. Na duchu podnosiły mnie sukcesy zbiórkowe Joanny Dudy i Janka Młynarskiego, Tres B, czy Jerza Igora, wreszcie sukces związany ze zbiórką na wydanie papierowych kwartalników Magia i Miecz oraz Secret Service zmotywowały nas do ruszenia z własną zbiórką. Do końca zostało kilka dni, jesteśmy za półmetkiem.

Mamy gotowe pismo, wy na PolakPotrafi możecie właściwie poczynić zakup w przedsprzedaży - wpłacacie skromne 17 zł, albo więcej i dostajecie pismo (lub więcej, dwa numery, koszulkę, plakat, płyty, wejściówki na koncerty). Na specjalne życzenie zamierzam też wpisywać osobiste dedykacje, rysować małe obrazki, dołączać pisane ręcznie haiku, przepisy kulinarne i inne gratisy - ludzie, sprzedaję wam swoją duszę za bezcen. Trochę żartuję, a trochę nie - na PolakPotrafi znajdziecie sporo różnych nagród. Jeśli nie zbierzemy zadeklarowanej sumy - nie dostaniemy nic, odchodzimy z kwitkiem. Mam jednak wrażenie, że mogę na was liczyć. Przez ostatnich kilkanaście miesięcy wielu wiernych (ale i tych mniej wiernych) czytelników i czytelniczek Focha pokazało klasę. Pewnie dlatego tak wam tu truję.

Mamy wszyscy czas do 4 września. Jeśli się uda i zostaniecie naszymi mecenasami już za kilkanaście dni Kwartalnik Muzyczny M/I trafi do rąk waszych i do salonów Empik w całym kraju. Fajnie mieć taką moc sprawczą, prawda?

Więcej o: