Testujemy kosmetyki: czerwona zmysłowa seria produktów do pielęgnacji ciała marki Delawell

Skóra po upalnym, słonecznym lecie, morskich kąpielach i górskich wichrach, a także po wielu godzinach spędzonych w klimatyzowanych pomieszczeniach, wymaga solidnego nawilżenia i regeneracji. Czy kosmetyki Delawell poradzą sobie z tym zadaniem? Producent twierdzi, że właśnie do tego są stworzone. Sprawdźmy.

Stało się - otrzymałam pierwsze kosmetyki do testowania i tym samym zostałam zawodowym królikiem doświadczalnym (bo do tej pory robiłam to jedynie hobbystycznie i na własną rękę). Zestawem kosmetyków uszczęśliwiła mnie firma Delawell - bardzo za nie dziękuję. Było to tym milsze, że paczka z kosmetykami czekała na mnie, kiedy wróciłam z nadmorskich wakacji. Wewnątrz znalazłam masło do ciała, peeling oraz krem do dłoni i stóp, a więc dokładnie to, co było mi potrzebne do pielęgnacji po tym, jak moja skóra otrzymała solidną dawkę szkodliwego promieniowania UV, soli, oraz wiatru. Ale po kolei.

Czerwona zmysłowa seriaCzerwona zmysłowa seria

Do wypróbowania otrzymałam trzy produkty: Zmysłowe Masło Owocowe do rąk, stóp i ciała, Zmysłowy Scrub Solny oraz Zmysłowy Krem do dłoni i stóp z czerwonej serii marki Delawell. Gdybym zobaczyła te kosmetyki w drogerii, to raczej nie zwróciłyby mojej uwagi. Dlaczego? Z prozaicznego powodu - mają nieciekawe opakowania (w porównaniu do większości tańszych produktów popularnych marek). Oczywiście nie kupuje się opakowania, ale to, co opakowanie zawiera. Niemniej pierwsze wrażenie jest ważne. Na szczęście nie musiałam przeprowadzać procesu decyzyjnego - brać, czy nie brać - i dzięki temu miałam okazję poznać zawartość opakowań. I dobrze, bo zawartość jest bardzo przyjemna.

Jestem bardzo wybredna, jeśli chodzi o masła i balsamy do pielęgnacji ciała. Większość z nich nie spełnia moich oczekiwań. Po prostu nie jest w stanie nawilżyć mojej skóry na tyle, żeby nie swędziała i nie łuszczyła się. Wyjątkiem jest moje ulubione masło do ciała Olejek Arganowy firmy Bielenda. W zasadzie było, bo zostało zdetronizowane. Ogłaszam wszem i wobec - jest nowy król! Przyznaję - na początku byłam sceptyczna, a nawet bardzo sceptyczna. Umówiłam się z sobą, że dam nowemu kosmetykowi tydzień na wykazanie się, a później się rozstaniemy. Tydzień zamienił się w miesiąc.

Do rzeczy: masło ma bardzo ciekawy skład. Zawiera masło shea, masło kakaowe, acerolę, liczi, witaminy A, C i E. Kosmetyk doskonale się wchłania, a skóra jest po nim świetnie nawilżona, miękka i gładka. Poprawę jej kondycji i wyglądu widać naprawdę już po pierwszym zastosowaniu. Wiem, zapewne ten efekt zawdzięczam silikonom, ale wiele kosmetyków pielęgnacyjnych zwiera silikony, a niewiele daje tak spektakularny rezultat. Opakowanie masła o pojemności 260 ml kosztuje 40 zł i myślę, że spokojnie wystarczy na sześć, może siedem tygodni.

Nowe ulubione masełkoNowe ulubione masełko

Co do Zmysłowego Scrubu Solnego, to mam odczucia ambiwalentne. Może dlatego, że wolę peelingi cukrowe, a może dlatego, że scrub nigdy nie był dla mnie kosmetykiem pierwszej potrzeby, a drogeryjne produkty łatwo zastąpić zmieszanymi półproduktami kuchennymi. Niemniej, Zmysłowy Scrub działa. Działa dokładnie tak, jak opisuje producent: zawiera drobne, dość ostre kryształki soli, które silnie złuszczają martwy naskórek, wygładzając skórę i przygotowując ją do wchłonięcia pozostałych, wysoce odżywczych składników preparatu, m.in. masła shea, olejów jojoba i makadamia. Po zastosowaniu peelingu zmniejsza się uczucie napięcia, suchości i szorstkości skóry. Staje się ona elastyczna, a peeling pozostawia niewidoczny, przyjemnie wyczuwalny film ochronny na skórze. Po peelingu nie ma potrzeby zastosowania masła lub balsamu.

Nie bardzo mogę pochwalić ten produkt, ale uczciwie mówiąc - nie mam mu też czego zarzucićNie bardzo mogę pochwalić ten produkt, ale uczciwie mówiąc - nie mam mu też czego zarzucić

Zmysłowy Krem do dłoni i stóp... Zacznę może od tego, że często zmieniam kremy do rąk i „skaczę” po półkach cenowych. Czasem udaje mi się znaleźć przyzwoity krem (który naprawdę nawilża i regeneruje skórę dłoni) za trzy złote, czasem za dwadzieścia, czasem za trzydzieści. Kremów do rąk mam dużo, są porozstawiane po całym domu i poupychane w moich torebkach, torbach i plecakach. Ponieważ ja notorycznie zapominam o kremowaniu dłoni, kiedy nie mam kremu w zasięgu wzroku. A skórę dłoni mam okropnie wymagającą i bardzo trudną do pielęgnacji. Szczególnie jeśli użyję jakiegoś mydła żelowego „na mieście” i nie posmaruje kremem dłoni natychmiast po tym zdarzeniu, to zaczynam łuszczyć się jak... no nie wiem, jak co? Może jak kora drzewa?

Mam szorstkie dłonie, niemiłe w dotyku i do tego po prostu nieestetyczne. To naprawdę moja zmora, szczególnie, jeśli mam kogoś pomalować. Bo kto lubi być dotykany zniszczonymi dłońmi? W dodatku szorstkimi jak tarka? A już zimą to staram się po prostu nie wystawiać rąk na widok publiczny. Chociaż pielęgnuję je na wiele sposobów - może poświęcę kiedyś temu osobny post? W każdym razie pielęgnacja dłoni to moje utrapienie. I oto wpadł mi w ręce produkt, który chyba rozwiązał mój problem. Bo poza tym, że po jego zastosowaniu moja skóra jest wreszcie miękka i przestała się łuszczyć, to jeszcze wystarczy, że stosuje go raz, dwa razy dziennie. Tak efektywnie pielęgnował moje dłonie jedynie krem cytrynowy z gliceryną Glicea. Jestem także bardzo zadowolona z działania kremu na skórki przy paznokciach - bardzo ładnie je rozmiękcza, nie muszę stosować dodatkowo oleju. A jak wiadomo - lubię takie kosmetyki, które są wielozadaniowe i pozwalają wyeliminować dodatkowe czynności pielęgnacyjne, o których często zapominam, będąc w wiecznym biegu. Aha, stopy również doceniają działanie kremu i pozdrawiają go serdecznie oraz przesyłają jedwabiste ucałowania.

Bardzo dobry produkt, brakuje mu tylko pompkiBardzo dobry produkt, brakuje mu tylko pompki

Krem zawiera acerolę, liczi, mocznik, olej z kiełków pszenicy, masło kakaowe, alantoinę, D-phantenol, witaminę E, cytrynian trójetylu. Dla mnie jest to bardzo dobry produkt w przystępnej cenie (11zł za 120 ml) i z czystym sumieniem go polecam.

Ale, ale - zaczęłam od krytyki opakowań zmysłowej serii i wygląda na to, że na tej krytyce zakończę opis produktów. Otóż, krem do dłoni i stóp ma bardzo niewygodne opakowanie. Nieprecyzyjnie się z niego wyciska. Moim zdaniem brakuje pompki, albo należałoby, dla wygody użytkowników, zamienić buteleczkę na zwykłą tubkę do wyciskania. Chociaż biorąc pod uwagę konsystencje produktu, pewnie lepiej by się sprawdziła pompka.

Co jeszcze mogę napisać o kosmetykach z czerwonej, zmysłowej serii Delawell? Mają bardzo przyjemny, ale niezbyt intensywny zapach, który, co ważne, jeśli nie lubicie pachnieć jak CAŁA perfumeria, NIE utrzymuje się długo na skórze. Nie będzie więc konkurencją dla wód toaletowych, perfum czy innych pachnideł.

Gdzie szukać kosmetyków Delawell? Można je kupić w sklepie internetowym na stronie www.delawell.pl lub w drogeriach Hebe na półkach „Profesjonalne SPA”. Jestem ciekawa, czy miałyście do czynienia z produktami tej firmy? Nie ukrywam, że sama nigdy wcześniej nie zaglądałam na półkę „Profesjonalne SPA”. Może to błąd?

Więcej o: