A ty? Kim byś był? Skurwielem czy bohaterem?

Boję się wojny. Boję się i już. Tak, wiem, to pewnie mało racjonalne. Ale ci, co zaczynają wojny, też racjonalni nie są. Nie, nie boję się tego, że umrę. Boję się czegoś znacznie gorszego.

Prowadziłam kiedyś dyskusję z kolegą. Często wcześniej się spieraliśmy, bo kolega był wyznawcą PIS-u, więc różnic światopoglądowych między nami było sporo (nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, ale może tak, więc podkreślam). Zeszło nam na wojnę, choć z pewnością zaczęliśmy od czegoś innego. Kolega powiedział, że on wie, jest pewny, że w czasie wojny byłby bohaterem. Ratowałby ludziom życie, za ojczyznę by walczył, narażał się. Zupełnie serio to mówił. A mnie zamurowało (prawie tak, jak wtedy, kiedy inny kolega, w innej dyskusji, bodajże w liceum, powiedział, że on wie, że jest płodny, bo widział swoją spermę i ona WYGLĄDAŁA DOBRZE). W każdym razie zapytałam tego kolegę, skąd on to wie, że byłby bohaterem. A on na to, że wie i już, bo przecież ZNA SIEBIE. I tak się zaczęłam zastanawiać: czy to jest coś, co można wiedzieć?

W poprzednim teatrze, w którym występowałam, dosyć niszowym, więc możecie go nie znać (dziś Komuna Warszawa, kiedyś Komuna Otwock) robiliśmy kilka lat temu przedstawienie Perechodnik/Bauman, oparte na dziennikach otwockiego Żyda, Calela Perechodnika. Calel w czasie wojny był żydowskim policjantem w getcie. I tak jakoś mu wyszło, że odprowadził swoją żonę i dziecko na pociąg do Treblinki. Dlaczego? Bo inaczej by go zabili. Jego żonę i dziecko oczywiście też by zabili. A skąd w tytule Bauman? Otóż Zygmunt Bauman w "Nowoczesności i Zagładzie” twierdzi, że większość ludzi w sytuacji, kiedy nie ma dobrego wyboru, rezygnuje z moralnego obowiązku na rzecz własnego ocalenia. I, szczerze mówiąc, żyjąc w czasach, w których żyjemy, nie mamy prawa tego oceniać, bo nie mamy pojęcia, do czego sami bylibyśmy zdolni. „Najbardziej przerażającą informacją wniesioną przez holocaust (...) jest nie przypuszczenie, że to mogłoby się przydarzyć również nam, ale że również my moglibyśmy tego dokonać”, pisze Bauman. Oczywiście pewnie milej jest myśleć, że my jesteśmy w tej szlachetniejszej mniejszości, która nigdy, nie ma mowy i w ogóle o czym jest ta mowa? Żonę i dziecko? Ukamienować! (spokojnie, Perechodnik zginął w '44).

Jesteśmy słabi, jako ludzie. Tu koleżance dupę obrobimy, tu kogoś delikatnie podesramy w pracy, bo awans by się przydał albo chociaż podwyżka. Jak kogoś biją, to zawsze lepiej nie zauważyć, bo bezpieczniej. Jak sąsiad bije sąsiadkę to przecież "ich prywatne sprawy, nie będę się mieszał/a”. Drobne szczegóły życia codziennego. Oczywiście, poddani presji i naciskom stajemy się jeszcze słabsi, bo tak już po prostu jest. Szef mobbinguje koleżankę w robocie? A co ja się będę wychylał, ja swój kredyt mam do spłacenia i dzieci troje. A może ona sama sobie na to zasłużyła bo głupia/leniwa/harda? I co, na debila wyjdę. Mój kochanek ma żonę i małe dziecko? Ojej, to chyba jednak jej nie kocha, skoro się w romans ze mną wplątał. Jego sprawa, dorosły jest, wie co robi. Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze są słabi, są też te jednostki "szlachetne i dobre”, co to każdemu chętnie pomogą i całe zło świata chciałyby naprawić (najczęściej uważane za wariatów bądź naiwniaków). Ale ja nie o tym. Ja o tym, jak dobre mamy o sobie mniemanie. Jak bardzo wydaje nam się, że się znamy. Jak świetnie potrafimy usprawiedliwić swoje (ale tylko swoje) niezbyt ładne postępowanie.

Pewnie dlatego strasznie nie lubię lustracji. Bo od razu się zastanawiam, ile z tych osób zostało do tej współpracy w jakiś mało przyjemny sposób zmuszonych? Ilu podpisało papiery nie do końca mając pojęcie, co robią? Ilu zrobiło to ze strachu? O siebie, o rodzinę, o bliskich? Nam dzisiaj tak strasznie łatwo powiedzieć, że w pewnych sprawach trzeba być twardym, że są rzeczy, dla których warto dać się porządnie obić. A może nawet zginąć? Jakie to rzeczy? Do mnie hasło "umierać za swój kraj” kompletnie nie trafia, bo moje życie jest dla mnie najważniejsze. Być może mogłabym umrzeć za swoje dziecko. Być może. Wolałabym nie musieć tego sprawdzać.

I dlatego właśnie boję się wojny. Bo wojna wyciąga z ludzi, nie, nie tylko z tych innych, również z nas, rzeczy najgorsze. Nie wiadomo jakie. Obyśmy nie musieli tego sprawdzać. Lepiej myśleć, że by się było bohaterem, że by się walczyło za ten kraj. Chociaż ja akurat w tej sprawie bardziej wierzę Tymonowi Tymańskiemu, który twierdzi, że w czasie wojny z pewnością spierdalałby gdziekolwiek, byle dalej, niż tym szlachetnym, którzy już dziś są pewni, że stanęliby do walki o wolność naszą i waszą. W okamgnieniu. Szczególnie, kiedy ci szlachetni bohaterowie na co dzień zdradzają swoje żony. Ale być może jedno z drugim nie ma nic wspólnego, naprawdę.

"Zawsze stoimy na skraju upadku. Ale teraz nie jest tak źle. Dlatego trzeba pielęgnować ten czas. Małe zbrodnie, codzienne oszustwa i umiarkowany wyzysk to najlepsze, co zdarza się ludzkości.”

Komuna Otwock, Perechodnik / Bauman

Więcej o: