Jak pozostać niewzruszonym kwiatem lotosu, mimo niesprzyjających okoliczności

Czasem ktoś cię wytrąci z równowagi - głupotą, chamstwem, nieobyciem, CZYMŚ. Masz ochotę krzyczeć, bić, wierzgać, gryźć, a przynajmniej siarczyście przekląć. Ale nie zawsze możesz. O czym myśleć w takich sytuacjach?

Do podjęcia tematu zainspirowała mnie koleżanka, która widząc, że para gniewu leci mi uszami, usiadła naprzeciwko, uśmiechnęła się promiennie i powiedziała: wyobraź sobie, że jesteś pierdolonym kwiatem lotosu na zajebiście gładkiej powierzchni jeziora. Wiem, stare jak świat, ale ja mam pamięć złotej rybki do takich bon motów, więc uśmiałam się i gniew się ulotnił.

O takim kwiatem właśnie / fot. tapetus.plO takim kwiatem właśnie / fot. tapetus.pl

Uświadomiłam sobie jednak, że często zapominam o zbawiennych projekcjach wyobraźni, które mogą być bardzo pomocne, gdy człowiek naprawdę potrzebuję zastrzyku pozytywnej energii. Znam dwie oklepane opcje. Po pierwsze: wyobrażenie sobie interlokutora, który właśnie wytrąca nas z równowagi - w sytuacji klozetowej, ze spuszczonymi gaciami i wysiłkiem wymalowanym na twarzy. Druga - odpłynięcie umysłem w stronę pięknej, ukwieconej łąki, przez którą przepływa szemrzący strumyczek. W wyobraźni usadzamy tego, który podnosi nam właśnie ciśnienie, w małej łódeczce i patrzymy jak odpływa, aż zniknie za horyzontem (tak zwany "Coelho stajl"). Nie testowałam nigdy takich rozwiązań, ale sama idea wizualizowania sobie łąki z motylkami podczas stresującej sytuacji wydaje mi się o tyle kusząca, co trudna do zrealizowania w pełnym wymiarze. Istnieje ryzyko, że gdy będę szła w stronę strumyka, stracę zupełnie kontakt z rzeczywistością i interlokutor wnerwi się jeszcze bardziej, a po co mi to?

Pewnie jednak każdy z nas ma jakieś swoje metody, które się sprawdzają w sytuacjach kryzysowych i konfliktowych. Zbadałam temat wśród znajomych - co sobie wizualizują, by bez względu na okoliczności być niczym mnich buddyjski lub wielki kamienny głaz smagany wiatrem.

Okazuje się, że wyobrażanie sobie agresorów na kiblu jest dość powszechnym zjawiskiem. Każdy jednak dodaje coś od siebie. I tak na przykład zła osoba "na tronie" czyta... Galę. Albo ma dziurawe skarpety. Męscy agresorzy są często wizualizowani bez spodni: w koszuli i skarpetach. (Czy muszę wspominać o pokrzepiającej i jakże subtelnej myśli: "ma małego"?).

Ponoć takie swojskie i polskie jest odczuwanie cichej radości na myśl, że sąsiad ma źle, a przynajmniej gorzej. Stąd pewnie inna metoda, podsunięta przez koleżankę:

Ja sobie tłumaczę że ta wkurzająca osoba ma pewnie nieszczęśliwe życie, górę kompleksów i niespełnionych ambicji, zepsuty samochód, wrzeszczące dzieci w domu i skończyły jej się żelki i musi swoje niepowodzenia na kogoś wyrzucić.

Jeden kolega przyznał, że wizualizuje sobie Krystynę Pawłowicz czeszącą gniadą klacz szczotką do sierści. Nie potrafi powiedzieć, dlaczego. Wydaje mi się, że już same w sobie, pojedyncze elementy tego obrazka mogą nieźle pokrzepić. Zwłaszcza szczotka.

Niektórzy, zamiast uciekać się do mrocznych wizji, uzewnętrzniają emocje. Znajoma przyznaje się do takiej metody: "Staję się wówczas bardzo bardzo kulturalna, bardziej niż zazwyczaj. To pomaga mi trzymać się w ryzach i jest odwrotnością tego, co chciałabym zrobić. I tym samym oddala mnie od przemocy werbalnej i fizycznej również. Pomaga mi wytworzyć dystans."

Ale jest i druga strona medalu: "Nie ma o czym myśleć i zachowywać twarzy. Trzeba mówić, co ci leży na wątrobie, bo po co ma leżeć? Nie trzeba od razu walić na oślep, ale lepsze już to, niż chodzić później po kątach i obgadywać. A jak się nie da powiedzieć? Można się uśmiechać z godnością w takiej sytuacji. Tertium non datur!" - podpowiada kolega.

Jeden kolega, znacznie intensywniej (w porównaniu z innymi przeze mnie ankietowanymi) przejawiający pragnienie zachowania anonimowości wyjawił, że w sytuacjach skrajnie podnoszących ciśnienie wyobraża sobie zwycięskie pojedynki w Starcrafta. Niewątpliwie - przypominanie sobie o spektakularnych sukcesach może poprawić samopoczucie. Każdy z nas pielęgnuje w sobie kilka takich kwiatków, warto je przywoływać, gdy entuzjazm siada.

Zamiast tego: szczotka do sierści, pamiętaj! / fot. paczaizm.plZamiast tego: szczotka do sierści, pamiętaj! / fot. paczaizm.pl

A na koniec jeszcze jedna wizja (dodam tylko, że ta, która ją podsunęła jest śliczną, drobną i czarującą osóbką, pełną miłości do wszystkich dookoła, w tym zwierzątek): "Ja sobie wyobrażam, ze ich głowy eksplodują. Raczej to pobudza niż uspokaja, ale zawsze jednak pokrzepia."

Podsumowując, jak pięknie ujął to jeszcze jeden nagabywany przeze mnie kolega: "Dotychczas w sytuacjach stresujących w pracy, wstawałem od biurka, szedłem po kawę - najlepiej do kawiarni poza biurem, bo spacer dobrze robi. Ale teraz będę myślał o Pawłowicz grającej w Stara z kulturalnym koniem w koszuli i skarpetkach z eksplodującą głową..." Jest w tym (szaleństwie) metoda.

A wy? Jakie macie projekcje?

Więcej o: