Pop od kuchni: kanapka Rossa i 20. rocznica "Przyjaciół"

Już jutro minie 20 lat od premiery "Przyjaciół?. Przez ten czas towarzyszyli nam przesiadując w kawiarni, grając w piłkarzyki, rodząc trojaczki, wychodząc (w realnym życiu) za Brada Pitta. I jedząc. Dużo i tylko czasem niesmacznie. Dziś w menu najbardziej przyjacielskie dania z serialu.

„Przyjaciele” to nie tylko gagi, one-linery i śmiech z offu. Jedna z bohaterek, Monica, była z zawodu szefową kuchni, więc serial obfitował też w kulinarne momenty. Kulinarne, choć niekoniecznie apetyczne. W jednym z odcinków Monica została zatrudniona, by wymyślać przepisy na dania z mockolate, czyli musującej w ustach łże-czekolady, którą Phoebe podsumowała: „tak właśnie smakuje zło”. Monice proponowano też pracę nad produktem o nazwie fish-tachios, czyli chrupkami o smaku pistacji, za to zrobionymi z rybnych odpadków. Monica uciekła z krzykiem, a ja przez rok nie mogłam patrzeć na pistacje. Jest też cały odcinek o ludzkim mleku. Tym z kobiecej piersi. Według Susan, konkubiny, a potem żony byłej żony Rossa (wiem, to skomplikowane), jest pyszniutkie i smakuje jak melon. Z początku nieufny Ross w końcu łamie się i też bierze łyka, tylko po to, by niczym najgorszą wódkę od razu zagryźć ciasteczkami Oreo. Swoją drogą, ciekawe, jaki napój naprawdę był w buteleczce, z której pociągnął grający Rossa David Schwimmer...

Na specjalną kulinarną wzmiankę zasługują też odcinki z okazji Dnia Dziękczynienia. W każdym sezonie Monica wyprawiała dla swych przyjaciół prawdziwie rodzinną, świąteczną kolację i jak matka-kwoka potrafiła na jedno przyjęcie przygotować ziemniaki na kilka sposobów, by każdemu dogodzić. Pamiętacie, jak Joey założył sobie na głowę surowego dziękczynnego indyka, by przestraszyć Chandlera, a potem bidulek utknął w tym lekko już podśmierdującym drobiowym kapeluszu?

Innym razem powierzono Rachel przygotowanie świątecznego deseru i nawet dzielnie sobie radziła, dopóki nie okazało się, że skleiły się kartki jej książki kucharskiej i połączyła owocowy deser z mięsną zapiekanką pasterską. „Smakuje jak stopy”, skomentował Ross, na co co Joey: „O co wam chodzi? Krem? Super. Dżem? Super. Mięso? SUPER.”

Sporo tych kulinarnych anegdot, prawda? A to tylko ułamek kuchennych przygód szóstki przyjaciół. Na ich cześć przygotowałam dwa dania, które, jak te opisane powyżej, były głównymi bohaterami swoich odcinków, ale które, w przeciwieństwie do tych opisanych powyżej, można zjeść bez obawy o swe zdrowie i życie.

TEN Z UKRADZIONĄ KANAPKĄ ROSSA

Kanapka, za którą Ross dałby się pokroić / foto: P. GorzkowskaKanapka, za którą Ross dałby się pokroić / foto: P. Gorzkowska

3 kromki pełnoziarnistego pieczywa

Kilka plastrów pieczonego indyka

Mięso:

mięso z indyka (wystarczy pierś)

Łyżka oliwy z oliwek

2 łyżki musztardy

Świeży majeranek

Świeże oregano

Sól i pieprz do smaku

Sos z pieczenia:

Soki z pieczenia mięsa

Chlust białego wina

Łyżka musztardy

Łyżka masła

Trochę więcej pieprzu

Nadzienie:

Garść orzechów arachidowych (niesolonych)

Ćwierć małej modrej kapusty

1 kwaśne jabłko

Trochę mielonej łopatki wieprzowej

Kilka listków świeżej szałwii

Kmin rzymski

Cynamon

Słodka papryka

Pół szklanki wody

Chlust octu balsamicznego

Sól i pieprz

Dodatki:

Dżem żurawinowy

Musztarda Dijon

opcjonalnie: 2 plasterki pomidora

Gdy masz już na karku trzydziestkę, jesteś w trakcie drugiego rozwodu, a do tego właśnie cię eksmitowano, masz prawo czasem się zdenerwować. Zwłaszcza, jeśli zabrano ci jedyną rzecz, która miała w twoim życiu jakikolwiek sens. Na przykład przygotowaną przez kochającą siostrę kanapkę z resztek świątecznej kolacji. To właśnie przydarzyło się Rossowi w dziewiątym odcinku piątego sezonu. Mój ulubiony paleontolog stracił panowanie nad sobą i nawrzeszczał na swojego przełożonego, który nie dość, że buchnął kanapkę, to jeszcze, niewdzięczny, większość wyrzucił do kosza. Wcale się Rossowi nie dziwię, tym bardziej, że dwa razy w podobny sposób straciłam swój własny przyniesiony z domu obiadek. Wredny lunchowy skrytożerco, życzę ci zgagi wiekuistej. Wracając do kanapki Rossa: jej sekret polegał na dodatkowej kromce chleba, nasączonej sosem z pieczenia indyka, przeciekającym do kolejnych warstw kanapki. W rossowej nomenklaturze ta wilgotna kromka funkcjonowała jako The Moistmaker, czyli, powiedzmy, Nawilżacz lub Wilgotek.

Kanapka Rossa powstała z resztek świątecznej kolacji. Moja nie do końca. Owszem, korzystałam z upieczonego wcześniej indyka, ale tylko piersi, nie całego ptaka. Nie miałam więc czego nadziać nadzieniem, dlatego upiekłam je oddzielnie. Indyka marynowałam w soli, pieprzu, oliwie i musztardzie, a potem upiekłam (z warzywami na inny obiad) z dodatkiem świeżego oregano i majeranku. Po odłożeniu warzyw i mięsa w bezpieczne miejsce, zajęłam się sosem: sok i tłuszcz z pieczenia przelałam na patelnię i podgrzałam, dodałam trochę wina i musztardy, zredukowałam na dużym ogniu, dorzuciłam masło, zamieszałam i odstawiłam na potem. Możesz zrobić tak samo, albo dodać do sosu wybrane przyprawy, a zamiast wina wlać bulion lub piwo.

Teraz nadzienie. Na suchej patelni podpraż orzechy, po czym przełóż je do jakiegoś naczynia. Na tej samej patelni podsmaż mielone mięso z dodatkiem przypraw. Dodaj pokrojone jabłko i orzechy. Przełóż do wysmarowanej oliwą brytfanki wyłożonej drobno pokrojoną modrą kapustą. Wymieszaj, podlej odrobiną wody, zapiekaj w 180°C tak długo, aż kapusta zmięknie. Pod koniec chluśnij aceto balsamico i zapiekaj jeszcze przez 5 minut. Odstaw do wystygnięcia.

Zgrilluj trzy kromki dowolnego pieczywa - ja użyłam bezdrożdżowego z siemieniem lnianym. Pierwszą kromkę posmaruj ostrą musztardą, np. Dijon. Na niej ułóż plastry upieczonego indyka i pomidora. Weź drugą kromkę i zanurz ją w sosie z pieczenia, niech nim porządnie nasiąknie. Gotowego Moistmakera połóż na warstwie pomidorów. Następnie rozłóż na kanapce upieczone nadzienie. Ostatnią kromkę posmaruj z jednej strony dżemem z żurawiny i przyciśnij. Gotowe. Otwórz szeroko usta (inaczej kanapka się nie zmieści) i jedz. Nie przejmuj się, że sos będzie ci ściekał po brodzie. Najwyżej się wytrzesz. Aha, i nie bierz tej kanapki do pracy, bo ci ukradną, jak Rossowi.

fot. Paulina Gorzkowskafot. Paulina Gorzkowska

TEN Z SERNIKIEM, KTÓRY SMAKUJE NAWET Z PODŁOGI

Spód ciasta:

Kilkanaście maślanych ciasteczek

5 łyżek masła

Szczypta cukru lub łyżka miodu

Szczypta soli

Nadzienie:

7-8 opakowań po 250 gram serka śmietankowego

Szklanka cukru

Pół szklanki mąki

Szklanka śmietany

5 jajek

Sok i skórka z połowy cytryny

W jedenastym odcinku siódmego sezonu Chandler i Rachel popadają w obsesję na punkcie pomyłkowo dostarczonego pod drzwi sernika. Jest tak pyszny, że nie dość, że nie oddadzą go prawowitej adresatce, to jeszcze ukradną kolejny, przysłany przez cukiernię w ramach przeprosin. Co więcej, nie darują mu nawet wtedy, gdy spadnie na ziemię.

Klasyczny nowojorski cheesecake z serialu wyglądał zupełnie przeciętnie, żadnej owocowej polewy ani fikuśnych przybrań. Może właśnie dlatego był taki smaczny? Postanowiłam, że mój sernik nad sernikami też pozostanie skromny i prosty.

Najpierw rozkrusz herbatniki, wymieszaj z roztopionym masłem, dodaj cukier i szczyptę soli. Jeśli ciasteczka były już słodzone, olej cukier. I tak dodasz go do masy serowej. Wszystko wymieszaj i wyrób na w miarę zwartą masę. Najpierw zmróź na kwadrans, potem, też przez kwadrans, piecz w wysmarowanej masłem tortownicy. Wyjmij do ostygnięcia.

Zrób masę serową. Do wielkiej michy wrzuć serek. Ja zwariowałam i kupiłam milion różnych: chudy twaróg, półtłusty, tłusty, kilka serków śmietankowych i mascarpone. Można to było ogarnąć jednym typem serka (np. Philadelphia), byle razem wyszło ciut ponad kilo, ale postawiłam na różnorodność. Ubij ser ze śmietaną, po czym stopniowo dodawaj jajka z mąką, sokiem i skórką z cytryny. Zwykle dodaje się też ekstrakt waniliowy, ale tym razem z niego zrezygnowałam, bo i lody, i ptasie mleczko zawsze wolałam śmietankowe, nie waniliowe. Słodycz i kremowość sera oraz śmietanki zrównoważyłam kwaskowatą cytryną, ale ty nie musisz.

Tortownicę otul podwójną warstwą folii aluminiowej i wlej masę serową. Zapiekaj w kąpieli wodnej przez 45 minut w 180°C, po czym zmniejsz temperaturę do 150 stopni i piecz jeszcze przez pół godziny. Wyłącz piekarnik i pozwól ciastu w nim postać jeszcze przez godzinę, przy uchylonych drzwiczkach. Wyjmij, niech zastygnie, a wtedy wstaw do lodówki na kilka godzin, a najlepiej całą noc. Kocha, to poczeka. A potem postaraj się nie zjeść całego sernika za jednym posiedzeniem.

fot. Paulina Gorzkowskafot. Paulina Gorzkowska

Oba dania trochę przypominają starych kumpli z podstawówki, nieskomplikowanych i niezbyt wyrafinowanych, ale za to kochanych i niezawodnych. Są jak serial, z którego pochodzą. Dlatego myślę, że będą całkiem dobrą zakąską pod jutrzejszy rocznicowy maraton „Przyjaciół”. Najlepiej z przyjaciółmi.

Więcej o: