Trzeba było zostać blacharą

Gdzie ja się podziewałam, gdy rozdawali instynkt samozachowawczy? Zamiast rzucać się na bogatych i zamożnych jeszcze jako podlotek, dałam się wyrwać na piękne słowa: na Bursę, Leśmiana, na podarki z wierszami Wojaczka i na rozmowy o literaturze.

W pewnym mieście na wschodzie w jednej z wielu piwiarni mężczyźni - jak sami mówią - sięgają bram raju. Oto bowiem bezkarnie mogą pieścić kobiece piersi, a jak dobrze pogłaszczą, to poleje się piwo. Pewnym rozczarowaniem może być fakt, że piersi są sztuczne, a kufelek malutki. Prawdziwym problemem zaś są kobiety. Konkretnie te, które poczuły się urażone.

No jakże to tak?! Panowie mają zbytki, a one nie? A może pani ma pieścić panią? No też coś! Pomysłodawca tego przedziwnego nalewaka złapał się więc za lekko rozchybotaną od skutków głaskania głowę i zaczął dumać, co tu zrobić, by i kobiety miały coś z życia. By zdjąć z siebie nieco odpowiedzialności. Pytanie o to, co mogłyby pieścić kobiety, by dostać w nagrodę kufel piwa, zadał samym zainteresowanym. Podobno odpowiedzi pań srodze go zaskoczyły. Otóż płeć piękna na pierwszym miejscu wybiera nie organy wiadome, na co dzień w spodniach ukryte, lecz to, co ponoć najdobitniej świadczy o mężczyźnie - jego portfel. Na drugim miejscu zaś wybierane są pośladki. Jak dodał jeden z męskich nosicieli portfela - wszystko się zgadza, jedno blisko drugiego.

To, patrząc z odpowiedniego dystansu, przypomina mi burzę, który nasz młody kolega redakcyjny rozpętał swoim tekstem o blacharach. Jedna z koleżanek rozmawiając o problemie powiedziała przytomnie, że ona to rozumie. Mężczyzna musi być zdrowy, silny, ale i zamożny - oto idealny reproduktor. Tak mówi nam matka natura. Na co pozostałe, młode, dobrze wykształcone dziewczęta przyklasnęły, ubolewając nieco żartobliwie, nad tym, iż w porę nie zostały blacharami, bo wiadomo, takie to sobie pożyją.

Zmartwień mniej o połowę, albo i lepiej. Stres zredukowany kosztem życiowych potrzeb. Troski blachar są innego kalibru, bo prawda taka, że od książek człowiek tylko durnieje i albo w ckliwość, albo w cynizm popada. Książki to samo utrapienie, bo jeszcze zmuszają do myślenia, odwracają uwagę od podstawowych instynktów. Założę się, że porządna blachara nawet by nie pomyślała o tym, by się bulwersować, że jej mąż maca sztuczne cycki za kufel piwa. Ona byłaby dumna, że tak szybko mu się udało zapełnić szkło. Czy tak nie jest lepiej?

Nie wiem. Niezobowiązująco się oddalam dumając nad tym, gdzie ja się podziewałam, gdy rozdawali instynkt samozachowawczy i ten taki śmieszny on, ten genetyczny kod, co determinuje nasze życiowe wybory. Wtem! Niczym grom z jasnego nieba spada na mnie Saramonowicz. Konkretnie zaś jego felieton. O tym, że kobiety, które nie czytają, są takie, jakby to powiedzieć, mentalnie nieumyte. Że on to woli oczytane. Mile pogłaskana słowem przez obcego mężczyznę - rozmarzyłam się. No czy nie brzmi to pięknie? Ona oczytana, on wykształcony. Na śniadanie Marquez, potem spacer z Ulissesem, wieczory przy Dostojewskim, a noce gorące umilają sobie tamtym i owamtym, no powiedzmy, bo ja wiem, Sacher-Masochem. Potem biały ślub i zamiast kwiatów książki.

Piękny związek. Kto zaś uważa, że z tego nic nie będzie, że książkami się nie będą karmić i że może chłop oczytany gardzi ciężką pracą, powiem - może nie! Owszem, oczytany mężczyzna wie, że od skręcania mebli to są fachowcy, nie po to czytał, żeby teraz skręcać. Od drzwi, od ich mierzenia i wymiany też są fachowcy. Rachunki to jakieś przyziemne banały, kto by się tym zajmował, no na bank nie on, on do wyższych celów jest stworzon. Czeka więc na zlecenie życia, niegodnych ofert unikając. Zawód oczytanego mężczyzny jest dość kłopotliwy, jednak na pewno, poza małymi wyjątkami, słabo płatny.

Ale książki mają wiele zalet, można z książek zrobić dobry stół, można z nich zrobić półki, na których będzie się ustawiało kolejne książki. Na książkach można spać, doskonale sprawdzają się jako odzież. Dobrą książką w twardej oprawie to człowiek może nawet królika upolować, a potem uwędzić w książkowym dymie. Znam nawet kilka przepisów na wyborny krem z literatury zachodniorosyjskiej. Oczywiście na książkach świat się nie kończy, dlatego można podejrzewać, że nasz oczytany mężczyzna marzeń pewnego dnia, jak Stachura, rzuci wszystko i pójdzie rąbać drzewa. Nam zaś pozostanie usiąść spokojnie i niczym Penelopom wschodu, wiernym i cierpliwym, tkać ciepłą czapkę na zimę z ciętych na paski "Zeszytów Literackich".

I może westchniemy, może stękniemy, bo tabletki na reumatyzm lepione z książek marnie działają. Może nawet pomyślimy, że szkoda było życia, że obiecywał correggio i wino, Rzym, Paryż, Konstantynopol, a dał Cząstki Elementarne i potrawkę z Wilka Stepowego w pociągu relacji Moskwa - Pietuszki. I może w takim razie trzeba było zostać blacharą (i mieć synka Sebka)? A potem wspomnimy słowa Saramonowicza, o tych nieumytych, brudnych kobietach i znów nas ogrzeją. Słowa mają bowiem wielką moc.

Więcej o: