Pięć albumów muzycznych, bez których nie mogę żyć

"Muzyka łagodzi obyczaje? jak mawiał Jerzy Waldorff. Zgadzam się z panem Waldorffem, a od siebie dodam, że dla mnie muzyka jest nieodłączną częścią życia, zaś moje ulubione płyty są po prostu nieodłączną częścią mnie.

Odkąd sama dokonuję wyborów muzycznych zauważam, że mój gust bardzo się zmienił. O ile na początku świadomego słuchania tekstów i muzyki siedziałam w klimacie kapel punk-rockowych, tak teraz coraz częściej sięgam po muzykę klasyczną, w której słowa niekoniecznie odgrywają jakąkolwiek rolę. Doceniam to, że jest tak wiele gatunków i stylów w muzyce, że chyba naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie.

Nie jestem wytrawnym melomanem, który poszukuje nowych płyt, zna najnowszych wykonawców lub pamięta daty wydania krążków. Częściej mam tak, że eksploruję jakiś jeden gatunek, nie próbując nawet sięgnąć po płytę z zupełnie innej bajki. Dopiero gdzieś przypadkiem usłyszę coś "kosmicznego” i to zwraca moją uwagę. Ja nie poszukuję muzyki, to muzyka znajduje mnie - tak bym to określiła. I tak właśnie odnalazły mnie albumy o których chcę wam dziś napisać. Są to dla mnie albumy ważne na różnych poziomach, ale łączy je jedno. Do dziś w całości kopią moją pupę. Są to albumy doskonałe, gdzie nie ma jednego, czy dwóch dobrych kawałków, tam wszystkie są dobre i uwielbiam do nich wracać. Takich albumów mam kilkanaście, ale przedstawię pięć najważniejszych.

Never Mind the Bollocks, Here's the Sex Pistols - Sex Pistols

Odkrycie muzyczne, które zmieniło mnie na zawsze. Siódma klasa szkoły podstawowej, brzydkie ubrania i Jim Morrison, który trochę mnie nudził i wtem! Usłyszałam "God Save the Queen" i mnie wmurowało. Proste granie, wrzaskliwy wokal Johnnego Rottena i przekaz NO FUTURE FOR ME, to było to, co dotarło do serduszka czternastki i zostało z nią kolejne dwadzieścia lat. Każdy utwór z tej płyty to czysty bunt, który budził się we mnie i znalazł w końcu ujście w postaci chodzenia na koncerty, darcia japy, że Anarchia w U.K i sio McDonald. Czułam się po prostu wolna.

materiały promocyjnemateriały promocyjne

Feel it Break - Austra

Pamiętam, że po pierwszych dźwiękach utworu "Beat and Pulse” wiedziałam, że trafiłam na żyłę złota. Wokalistka Katie Stelmanis i jej zespół uderzyli w mój czuły punkt. Muzyka elektroniczna z domieszką popu i new wave okraszona bardzo ciekawym wokalem spowodowała, że na wiele tygodni ich debiutancka płyta grała u mnie non stop. Kiedy dowiedziałam się, że zespół przyjeżdża do Polski na koncert, moja radość sięgnęła zenitu. Tak dużo obiecywałam sobie po tym koncercie i tak bardzo się nim rozczarowałam, że nie mogłam słuchać Austra przez kolejny rok

Fatalne nagłośnienie, wokalistka nie trafiała z dźwiękiem i w ogóle wszystko źle. Obraziłam się na nich, a płytę zamknęłam pod kluczem. W 2013 Austra wróciła z albumem, który był jakimś smętnym wspomnieniem ich debiutanckiego krążka, więc moja złość była podwójna. I z tej złości znowu sięgnęłam do "Feel it Break” i znowu się zakochałam. Dziwna jest to miłość.

materiały promocyjnemateriały promocyjne

Violator - Depeche Mode

Jestem depeszem i jestem z tego dumna. W swojej płytotece mam wszystkie albumy, ale to właśnie "Violator" sprawił, że stałam się wyznawczynią kościoła Depeche Mode. Krążek zawiera dziewięć utworów, z których trzy zna chyba każdy, kto obcuje z muzyką. "Personal Jesus”, "Enjoy the Silence”, "Policy of Truth” weszły na stałe do kanonu muzyki rozrywkowej. "Violator" znalazł się na liście 500 albumów wszech czasów magazynu Rolling Stone. Do tej pory byłam na dwóch koncertach Depeche Mode i było to doświadczenie metafizyczne. Przy kawałkach z "Violator" dostałam gęsiej skórki.

materiały promocyjnemateriały promocyjne

Angel Dust. Faith No More

Z tą płytą związana jest dziwna historia. Kasetę (tak, kasetę magnetofonową) kupiła mi mama na bazarze. Nie prosiłam jej o to, ja nawet nie znałam wcześniej FNM. Do tej pory nie zostało wyjaśnione, dlaczego mama wybrała właśnie tę kasetę, ale wybrała idealnie. Mike Patton do chwili obecnej jest moim drugim ulubionym wokalistą. Kupuję jego twórczość w każdym wydaniu i wielbię go, a utwór "Midlife Crisis" miałam ustawiony jako dzwonek w telefonie.

materiały promocyjnemateriały promocyjne

Klaus Nomi. Klaus Nomi

Klaus Nomi wielkim artystą był. Jego sceniczną kreację dopełniał anielski wokal. Pan Nomi, a właściwie Klaus Sperber śpiewał jako baryton, tenor i kontratenor. Na samym początku myślałam, że na płycie śpiewają kobieta i mężczyzna, jak się okazało głos należy do jednego człowieka. W swojej twórczości łączył śpiew operowy z muzyką pop, elektroniczną, a nawet country. To połączenie dało miks, obok którego nie można przejść obojętnie. Jeżeli ktoś szuka w muzyce syntezy, to znajdzie ją na tej płycie.

materiały promocyjnemateriały promocyjne

Czas na was. Do komciów start! Albumy, które wami wstrząsnęły i zmieniły Was na zawsze.

Więcej o: