Nie warto być miłym chłopcem

Chociaż w różnych badaniach większość pań twierdzi, że szuka miłego faceta - takiego, co pocieszy, rozbawi, przytuli i przyniesie kwiaty na pierwszą randkę - wciąż chętniej wiążą się z "tym złym".

„No bo on był królem życia” - powiedziała znajoma tłumacząc nam, dlaczego spotykała się z facetem po przejściach, choć ona wcale nie była kobietą z przeszłością. Koleś podobno potrafił znikać na kilka dni bez słowa wyjaśnienia, miał już dwójkę dzieci z dwiema różnymi kobietami i wyrok w zawiasach. Ponoć za niepłacenie alimentów, ale na jakiejś bardziej alkoholowej kolacji chlapnął coś o pobiciu, na co ona kopnęła go w łydkę i szybko zmieniła temat. Odchodziła od niego kilkakrotnie, ale zawsze wracała, jak Lassie. I ofiarnie dawała „już naprawdę ostatnią szansę” - nawet jeśli się o nią specjalnie nie prosił. Twierdziła, że jej życie to rollercoaster - „duża prędkość, dużo adrenaliny i ładne widoki”, ale w końcu lepiej się przejechać ekscytującą kolejką górską, niż wynudzić na karuzeli, choćby ją nazwać diabelskim młynem. Przyszłości z nim raczej nie było żadnej - ukrywał się przed komornikiem, bo miał jakieś nieudane biznesy za sobą, nie miał konta w banku, kasę na mieszkanie przegrał ponoć w ruletkę, choć chyba nawet ona nie wierzyła w tę historyjkę z dwudziestoma parzystymi pod rząd. Ale był ponoć „taki męski” i „miał taki łobuzerski błysk w oku”.

Pamiętam, że już nawet w podstawówce jako pierwszy ze wszystkich kumpli całował się z dziewczyną niejaki Daniel, co podkradał starszemu bratu fajki i uczył nas popalać za kioskiem. Miał dwóje z wszystkich przedmiotów, z plastyką i religią włącznie, celujący tylko z wf-u. Dla koleżanek z klasy był i tak bardziej atrakcyjny niż Tymek, co się matkom kłaniał w pas, miał sweterek w serek i pożyczał wszystkim swoje lanserskie odblaskowe kredki. Już sto lat temu było jasne, że nie ma żadnych szans u najlepszej partii w klasie - niejakiej Agaty, bo jest za miły i za bardzo ułożony. „Lamus” się mówiło na takich. Lata mijają, a sytuacja ani trochę się nie zmieniła. W zdroworozsądkowych rozmowach panie marzą, by wybranek w nocy chciał wstawać do dzieciaka, nie wyprzedzał na trzeciego i nie oglądał się za innymi babami. W rzeczywistości, jak przychodzi co do czego, to zamiast kindersztuby i świętego spokoju, wybierają złego chłopca, uparcie wierząc, że to właśnie dla nich ten „bad boy” się zmieni. Że to one wyprowadzą go na prostą. Nawet zabawne jest to, że choć z góry wiadomo, że będą z tego same problemy, to one do końca nie tracą nadziei.

„Nie dawaj jej kwiatów na pierwszej randce, bo stwierdzi, że jesteś miłym facetem” - doradza „Esquire”, który zgłębił tajniki kobiecej duszy. Ona ma myśleć, że poprzedniego dnia miałeś inną, że żyjesz na krawędzi, że jesteś dla niej obietnicą niezapomnianych przeżyć. Nie masz być dla niej kumplem, tylko wieczną tajemnicą, którą ona chce odkrywać. Masz epatować swoim umiłowaniem wolności i nie zostawiać po sobie żadnych śladów - nie zaszkodzi zignorować jej co drugiego smsa, wyjść przed śniadaniem, zostać otagowanym z obcą blondynką na Facebooku i tajemniczo ugryźć się w język, gdy pojawia się temat przeszłości. I pod żadnym pozorem, nigdy nie można wchodzić z kobietą w relację koleżeńską, bo z niej nie ma już ucieczki. Wówczas już zawsze będziesz bardziej jej kolegą niż interesującym partnerem. Owszem, zadzwoni po ciebie, żebyś podlał jej kwiatki, gdy jedzie na urlop. Ale na ten urlop pojedzie już z kimś innym, kto nie popełnił tego błędu i nie pokazał swojej przyjaznej natury. I nie zostawił niby przypadkiem szczoteczki do zębów u niej w łazience.

Bondy do wyboruBondy do wyboru

Na liście najseksowniejszych postaci kina wszech czasów James Bond plasuje się zawsze wyjątkowo wysoko, bez względu na to czy w jego postać wcielał się Sean Connery czy, jak obecnie - Bond jest koloru blond. Agent 007 raczej nie był zbyt romantyczny i trudno go posądzić o to, by był dobrym ojcem czy opiekuńczym partnerem. Owszem - bez problemu uchroni przed setką uzbrojonych Rosjan w ciemnym zaułku i w ostatniej sekundzie zdetonuje bombę atomową. Ale może nie być zbyt chętny, by zawieźć dzieciaka na rytmikę, pozmywać po obiedzie albo posprzątać kotu kuwetę, chociaż w domu strasznie cuchnie. Mężczyźni widzą zachwyty pod jego adresem i maślane oczka pań wpatrzonych w kinowy ekran. Nauka jest prosta: lepiej się lać po mordach, sypiać z kim popadnie i znikać bez wyjaśnienia, niż trzymać za rękę i kupować belgijskie praliny na rocznicę pierwszego bara-bara. Lepiej raz na jakiś czas zafundować wiadro zimnej wody, niż cały dzień głaskać po główce, bo kobieta umrze z nudów. Niby lepiej się związać z prawnikiem, co ma stabilną pensję i kredyt na mieszkanie, ale większe powodzenie i tak ma instruktor nurkowania albo surfer w Chałupach, bo gwarantuje multum wrażeń. Przecież ciekawsze są opowieści spod morskiej tafli niż z sali sądowej. No i lepiej wygląda się w piance niż w śmiesznej todze.

Mężczyźni, choćby bardzo chcieli, nie mogą się zdradzić z tym, że są sympatyczni - w liceum sympatyczny kolega był potrzebny, gdy trzeba było wytłumaczyć trygonometrię, ale do łóżka dziewczyna szła z jego niegrzecznym kolegą. Archetyp maczo ani przez sekundę nie uległ dezaktualizacji. Wciąż siła mięśni wygrywa z siłą rozumu, a sportowy kabriolet wyprzedza rodzinne kombi. Ale może jest tak - i w tym nadzieja dla wszystkim miłych, czułych, uprzejmych, wiernych i uczuciowych mężczyzn - że po okresie młodzieńczych szaleństw u boku domorosłego "bonda" przychodzi czas na założenie rodziny i wtedy "ten miły" wygrywa w przedbiegach? Oby, bo jak długo można udawać drania?

Więcej o: