Zazdrość i głód (logiki?)

O sprawie z Anią Rubik, anoreksji, logice, hejtach, zespole Aspergera i społecznej odpowiedzialności celebrytów - o tym jest właśnie Foch Gościnny, którego strzela Dorota Próchniewicz.

Kilka dni temu, znajomy wrzucił na fejsbukowy profil fotomontaż - sylwetkę pani Anji Rubik, sławnej polskiej modelki, wkomponował w grupę byłych więźniów obozu koncentracyjnego, opatrując swoje dzieło takim oto komentarzem (pisownia oryginalna):

7 maja 1945 roku armia amerykańska wyzwoliła obóz koncentracyjny w Ebensee. Tak wyglądali ci, którzy zdołali przeżyć. Prasa zamieszczając te zdjęcia pisała "Nigdy więcej", a świat przeżył szok ogromem zbrodni na ludziach...

69 lat później we wrześniu 2014 Vogue prezentuje sesję top modelki Anji Rubik wmawiając tym samym światu, a szczególnie milionom młodych dziewcząt, że to ideał piękna, a one widzą w tym niedościgniony wzór i zrobią wszystko by iść w jej ślady. A ich mamy je w tym wspierają. Modeling to szczyt kariery aaaaaaaach...

Zestawiłem tamte uratowane wygłodzone ofiary budzące litość i współczucie z uparcie promowanym obecnie wzorcem piękna, wciskanym usilnie bezmyślnym milionom nastolatek jako ideał top modelki zarabiającej olbrzymie pieniądze za... uległość. Oto efekt. Ludziom da się wmówić wszystko. Choć nie wszystkim, są tacy i ja też do nich należę, którzy mówią 3,14erdolę was i wasze wzorce piękna i urody. Walcie się razem z waszym Vogue'm i waszą top modelką.

Znajomi autora, będący w okolicy, zalajkowi, pochwali, paru udostępniło. Nagle lajków i udostępnień robi się kilkanaście tysięcy! Pojawiają się niezliczone komentarze, nieodłączne hejty, publikacje w sławnych mediach, na przykład na Pudelku.

fot. Facebook Bogdana Krzemińskiegofot. Facebook Bogdana Krzemińskiego

Nawet pani Rubik osobiście wygłasza komentarz (cytowany za Pudelkiem):

„To jest całkowity brak szacunku wobec osób, które wtedy zginęły. Możecie komentować moją wagę w taki sposób, w jaki tylko chcecie, ale proszę nigdy więcej nie obrażajcie innych.”

Jak skromnie, jak szlachetnie. Empatycznie. I natychmiast pojawiają się głosy poparcia dla tych słów. Ale zaraz, zaraz kto zginął? O co chodzi? Na zdjęciu są osoby, które obóz przeżyły, na ich twarzach widać ulgę, nawet uśmiech. Ewidentnie pozują. Chcą, by fotograf pokazał światu, co z ludźmi może zrobić wojna, dyktatura, okrucieństwo? To prawdopodobne. Wiedzą już, że wrócą do domu. Marzą o normalnym życiu, jedzeniu? A dzisiejszy bogaty zachodni świat promuje chudość, potwornie chude kobiety, którym aż chce się dać kanapkę, kotleta, cokolwiek do zjedzenia, nazywając je pięknymi. Autor kolażu znakomicie zilustrował tę dziwną prawdę. A że na zdjęciu znalazła się konkretna osoba - no, cóż, nogi akuratnie pasowały? Trudno zaprzeczyć... Zdjęcie pochodzi z ogólnie dostępnego źródła, zostało ono podane, plus ryzyko zawodowe osoby publicznej, wykonującej ponadto taki a nie inny zawód, zapewne nie z przymusu, na pewno nie za darmo. Zawód coraz bardziej kontrowersyjny. Wydaje się, że kilkanaście tysięcy udostępnień w kraju i na świecie to znak, że co prawda to racja. Znajomy powiedział tylko i aż tyle, że 69 lat temu chudość była dowodem wojennych okrucieństw, dziś staje się promowanym ideałem piękna. Można powiedzieć: strzał w dziesiątkę! Pointa doskonała.

Pojawiły się jednak zarzuty, które wydają się nie mieć żadnego logicznego związku z prostym przekazem, który stworzył: że nie szanuje tych, co zginęli, że nie rozumie cierpienia, że obraża Żydów, że nie wspiera chorych na anoreksję, że na pewno sam jest gruby i zazdrości szczupłym, że zazdrości sukcesu, czy to o sławnym modelkom, czy to Polakom, którym się udało zrobić karierę zagranicą.

Hejt na zazdrość jest wybitnie popularny. Jak coś krytykujesz, to na pewno zazdrościsz. Na pewno! Podobnie wysokie miejsce zajmuje hejt na personalną nagonkę. Jak tylko wyrazisz krytykę, tfu! wróć - stonowaną krytyczną refleksję na jakiś temat (a temat zwykle wiąże się z zachowaniem, wypowiedzią konkretnej osoby, osób), zaraz ktoś zacznie wrzeszczeć: nagonka, nagonka, podła nagonka! Wtedy jedni zaczynają go wspierać, inni opier...ć, i z krytycznej refleksji blady ślad nie zostaje, nie ma szans na dyskusję. No, i jeszcze to, że jak coś krytykujesz, nieważne jak, z argumentami czy bez, zawsze jakiś ktoś ci powie, że jesteś burakiem, wylewającym pomyje. Tak miło ci powie. Tak empatycznie.

Napisałam znajomemu, że kiedyś za głoszenie prawd niewygodnych rozmaitym królom, a cieszących prosty lud, wsypywało się śmiałkowi odrobinkę czegoś szkodliwego do jadła i napoju. Dziś nasyła się na niego armię specjalistów z ustami pełnymi socjotechnik, którzy szybciutko tak przemielą jego tekst, tak go zinterpretują, że niejeden autor nawet na wykrywaczu nie wypultałby się z tego, co to on, biedak, właściwie chciał powiedzieć... Nic dziwnego, że niejeden logicznie myślący człowiek, pragnący spokoju, po prostu unika publicznych wypowiedzi. Mamy internet i demokrację. Mamy wolność słowa? Jasne, że mamy! „Nie wiem, nie znam się, nie czytałem całości, nie dałem mózgowi szansy na popracowanie między przeczytaniem tego kawałka, co go przeczytałem a komentowaniem całego tekstu, ale mam prawo powiedzieć, co myślę, no to wam tu wszystkim na świecie mówię”. Taką mamy wolność słowa. W jednym z komentarzy, ktoś wspomniał o wszechobecnej mózgowej anoreksji. A ja mam skojarzenie, wypływające z mojej bajki: jak człowiek wciąż widzi, że proste, logiczne myślenie sprawia, że wciąż dostaje po tyłku, to zastanawia się, czy aby nie ma zaburzeń w pracy mózgu, którego używa chętnie i często, na przykład zespołu Aspergera i czy nie pora się diagnozować. Czy także leczyć?!

Znajomy odpiera ataki. Głównie jednak przyjmuje gratulacje. Nie warto tracić wiary w ludzi. Potrafią dostrzec, że czarne to nie zielone. Jak każdy dobry przekaz, także ten ma swoje drugie strony. Dla potrzeb tego tekstu wskażę dwie.

Pierwsza. Jeszcze do niedawna lubiłam zaglądać na modowe blogi, zwłaszcza zagraniczne. Ot, takie malutkie hobby, o które nikt nie podejrzewałby matki niepełnosprawnego dziecka z nadwagą. Ale widząc tam chude dziewczęta i zdjęcia wielopiętrowych buł (czytaj: burgerów) oraz tony ciastek, które, jak piszą, jadły, zaczęłam kombinować, co one właściwie chcą powiedzieć. Czyżby to: „nie, nie, nie mam żadnej anoreksji, zobaczcie, jem jak świnia”? Mam za sobą kilkanaście lat pracy, współpracy przy tworzeniu publikacji dla nastolatek, więc chyba mogę upublicznić niniejsze spostrzeżenie? Anoreksja, zaburzenia odżywiania, to nie żarty.

Druga. Jestem matką niepełnosprawnego dziecka. Jestem, cóż zrobić. Nie wybrałam tego, jak wybiera się na przykład zawód modelki, gdy można wybrać inny. Najgorsze jest to, że społeczeństwo uważa, że taka matka to na pewno ma wielkie serce, ale jakoś rzadko pamięta się w publicznych dyskursach, że takie matki posiadają również mózgi, które w ich sytuacji są bardziej przydatne i częściej używane. Ale tym razem pokażę, że jednak serce mam. Czytając różne „niszowe” wywiady z ciekawymi ludźmi, którzy nie są sławni, coraz częściej znajduję w nich gorzkie słowa o społecznej (nie)odpowiedzialności osób znanych, a nierzadko zamożnych. O tym, że promują one wyłącznie siebie - swoje domy, nogi, psy, podróże, śluby, szczegóły pożycia z małżonkiem, itd., i że w Polsce to zjawisko jest szczególnie silne, i że pora je zauważyć. Ile sławnych na świecie polskich modelek robi coś dla chorych na anoreksję, chorych na cokolwiek, dla ubogich dzieci, uchodźców, jeńców, ginących wielorybów, wysychających rzek? Cokolwiek - z szacunku dla innych, mniej utalentowanych i pechowych. Tak, żeby było o tym bardziej głośno niż o ich nowych butach, powiedzmy. Wiem, wiem, wcale nie muszą robić nic sensownego ze swoją ciężko zapracowaną forsą. A ja im po prostu zazdroszczę sławy, bogactwa, powodzenia. Idę jeść.

Dorota Próchniewicz - mama dorosłego chłopca z autyzmem, autorka bloga autystyczni.blox.pl; czasem coś pisze albo redaguje za pieniądze - na przykład teksty kulinarne. Prowadziła pisma dla nastolatek oraz pisała dla nich teksty. Na przykład książkę: Nastolatki rządzą w kuchni, która niebawem ponownie będzie w sprzedaży.

Więcej o: