Dziewczynko, bądź śliczna i grzeczna!

Wydaje mi się, że bawienie się lalkami specjalnie dziewczynek nie psuje. Nie sprawia, że stają się głupsze czy mniej zaradne życiowo. Ale są takie słowa, często dziewczynkom powtarzane, na które mam alergię, bo... No właśnie, dlaczego?

"Jaka ty jesteś śliczna. No piękna po prostu. Najpiękniejsza córeczka mamuni. Najpiękniejsza na tym placu zabaw i w przedszkolu całym. Nawet jak płaczesz to jesteś piękna. I jak się złościsz”. Hm. No tak. Bo piękność, to, jak powszechnie wiadomo, najważniejsza u dziewczynki cecha. Nie, nie chodzi mi o to, żeby powtarzać córce, że jest jakimś potworem. Przecież wiadomo, że każde dobre słowo się liczy. Pochwały, głaski, zachwyty. Wszystko dobre. Ale może przecież jeszcze być zdolna. Mądra. Ładnie rysować może, stawiać szalone budowle z klocków. Może pięknie śpiewać, wymyślać dzieciakom fajne zabawy na placu zabaw. Pochwał możemy wymyślać tysiące. Dlaczego więc skupiać się tylko na urodzie? Wystarczy, że cały świat wokół to robi. Że wszystkie aktorki są aktorkami, bo są ładne, modelki, panie w telewizji i panie na zdjęciach w gazetach. A wiecie, jak to z tą urodą jest. Jeden ją ma, a inny niekoniecznie i z tym fantem nie da się zbyt wiele zrobić. Albo tragedia największa, kiedy dziewczynka rozbije sobie głowę, na czole i trzeba szyć. Nie, nikt się nie martwi, że to ją będzie bolało, tylko że ta blizna ją oszpeci. Albo że po strupku na kolanie zostanie ślad. I co wtedy? Ja się pytam, co wtedy? Czy ten ślad po strupku na kolanie może definitywnie zaważyć na jej przyszłości?

Tak, wiem, dla każdej matki jej dziecko jest najśliczniejsze, bez względu na to, jak naprawdę wygląda, ale nie o to mi chodzi. Nie lubię, żeby się przesadnie na urodzie małych dziewczynek skupiać. Może to głupie, ale naprawdę mi się wydaje, że coś im się tam w mózgu nie tak układa (i nie zrobią później kariery w biznesie, żart).

"Kochanie, jesteś niegrzeczna. Niegrzeczne dziewczynki są brzydkie, niegrzecznych dziewczynek nikt nie lubi, z niegrzecznymi dziewczynkami nikt się nie chce bawić”. "Bądź grzeczna”, to hasło, które niewiele dla mnie znaczy. Wszystko i nic. Kiedy ktoś mówi do mojej córki, żeby była grzeczna, wydaje mi się, że czyni zamach na jej wolność, bo od razu zaczynam sobie wyobrażać te dziewczynki w szkolnych uniformach, plisowanych spódniczkach albo całe w falbankach, z warkoczykami i kokardkami, co to zawsze z mamusią za rączkę, nóżka za nóżką, buzia w ciup, rączki w małdrzyk, nigdy się niczym nie oblały, nigdy bucika nie zabłociły, do piaskownicy nie wejdą, bo jeszcze piasku im się do czegoś nasypie. Na placu zabaw siedzą grzecznie z mamusią na ławeczce i obrane ze skórki jabłuszko jedzą z pudełeczka. Szczytem fanaberii jest machanie nogami, ups, przepraszam, nóżkami, w powietrzu.

Nie, nie chodzi mi o to, że ja swoje dzieci wychowuję "bezstresowo", niech sobie robią co chcą, wolność jest najważniejsza, nawet w imię dziecięcego koszmaru w postaci rozwydrzonego bachora. Zupełnie nie. Chodzi mi o to, żeby nie mówić dzieciom, żeby były grzeczne, tylko konkretnie, czego lepiej żeby nie robiły. Jeśli wrzeszczą, to żeby przestały wrzeszczeć, bo trudno to wytrzymać. Jeśli leżą na podłodze i walą w nią głową, to raczej wytłumaczyć, czym to się może skończyć. Jeśli niszczą bez przyczyny wszystko, co spotkają na swojej drodze, powiedzieć, żeby tego nie robiły, bo nikt im już tych rzeczy drugi raz nie kupi. Tłumaczyć, na konkretach. Zabraniać, kiedy trzeba. Nawet wrzasnąć czasem. Ale nie kazać im być grzecznymi!

Bycie grzecznym/grzeczną źle mi się kojarzy. Z uległością, bezwzględnym posłuszeństwem, które nie pyta o nic, tylko wykonuje polecenia. A ja nie chcę uczyć tego swojej córki. Bo to nie popłaca i niczego dobrego nie uczy. Nie w naszym świecie. Jestem fanką porzekadła: "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam gdzie chcą”. Myślę, że to drugie jest fajniejsze, szczególnie, że tego pierwszego nie ma.

Więcej o: