30 lat minęło... Z tego połowa razem!

Jesteśmy w tym samym wieku. Znamy się już kilkanaście lat. Spotykamy się raz do roku i spędzamy razem bardzo intensywne 10 dni. Jest dużo wzruszeń, trochę śmiechu, sporo fascynacji, momentami bywa nudno. Ale jestem mu wierna.

Najpierw spotykaliśmy się tak nieśmiało, bez większej wiedzy na swój temat. Z czasem przerodziło się to w świadomą fascynację. A potem wpadłam po uszy. I tak, owszem, jestem jedną z tych psychofanek, która potrafi wziąć urlop, by oddać się mu bez reszty. Komu/czemu? Warszawskiemu Festiwalowi Filmowemu. Jego 30. już edycja rusza dziś i potrwa do przyszłej niedzieli.

Tu mnie będzie można często spotkać w ciągu najbliższych 10 dniTu mnie będzie można często spotkać w ciągu najbliższych 10 dni

Lubię ten moment w roku: jesień, jeszcze w swoim super przyjemnym, ciepłym i bezdeszczowym wydaniu. I kursowanie do kina - wchodzenie do niego w pełnym słońcu, wychodzenie po zmroku - z głową otumanioną kilkoma filmami, obejrzanymi jeden po drugim. Czy mi się wszystko miesza po paru dniach? Owszem. Ale to też lubię. Zresztą jestem typ typem widza, który potrafi obejrzeć po kilku latach ponownie „Fight Club” i przeżyć wielkie zadziwienie finałowym rozwiązaniem. Bardzo szybko zapominam, co widziałam. Śmiejemy się z tego w moim programie radiowym - jestem fenomenalnym recenzentem, nie ma ryzyka, bym coś zaspojlowała.

Choć co ciekawe, rozpoznaję twarze osób, które przybywają co roku na festiwal, czuję się zawsze tak, jakbym spotykała mnóstwo znajomych. Choć z większością tych osób nie zamieniłam nawet słowa, mam wrażenie, jakbyśmy się wszyscy trochę znali.

Pamiątki po zeszłorocznymPamiątki po zeszłorocznym

Mnóstwo filmów, z których niektóre wbijają w fotel, inne rozczarowują. Ale to nic, bo samo zanurzenie się w festiwalowy tryb jest dla mnie tak wielką przyjemnością, że parę gorszych filmów nie popsuje mi radości. A poza tym - co to są trzy kiepskie filmy, skoro uda mi się też zobaczyć kilkanaście dobrych, ciekawych, inspirujących?

Co jeszcze jest fajne - większość z tych filmów można obejrzeć na ekranie kinowym tylko w tych okolicznościach przyrody. To samo w sobie nie jest fajne, marzy mi się, by było przynajmniej LEGALNE miejsce w internecie, z którego mogę sobie ściągnąć lub obejrzeć online filmy niszowe, nieznane, produkcje mało znanych twórców - czyli takie, których polscy dystrybutorzy raczej sobie nie ukochali. Ale skoro się nie da, to pozostaje się cieszyć właśnie taką sytuacją, gdy oto przed nami szansa, by to wszystko obejrzeć - w cywilizowanych warunkach, w ogromnej sali kinowej.

Choć zawsze te, które się świetnie oglądały podczas festiwalu (miernikiem może tu być Plebiscyt Publiczności) mają szansę na wejście do dystrybucji - przynajmniej kilka z nich. W ostatnich latach dzięki wygranej w tymże plebiscycie (choć chcę wierzyć, że nie tylko to przekonało dystrybutorów) na nasze ekrany trafiło tyle świetnych filmów. Dla przykładu - fantastyczni „Nieściszalni”:

Nie wiem, czy pamiętacie (ja na przykład byłam zaskoczona paroma tytułami, zupełnie wypadło mi z głowy, że były one "warszawskofestiwalowe", ale to ja i moja super pamięć), ale widzowie Festiwalu na przestrzeni ostatnich 30 lat wybrali także takie filmy, jak: "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", "Trainspotting", "Samotni", "Arizona dream", "Dom zły", "Róża" czy "Walc z Bashirem".

W tym roku znów sto kilkadziesiąt filmów i wieczna łamigłówka, jak pójść na coś, skoro w tym czasie grają coś innego, równie ciekawego )wiem, wiem, ma się te problemy). A potem bieganie między salami, podgryzanie jabłka w przerwie, oglądanie filmów, przysłuchiwanie się dyskusjom i rozmowy o tym, co się widziało, a co się bezpowrotnie przegapiło. Niektórzy szczęśliwcy siedzą w kinie już od rana (i są złośliwcami, co wrzucają fotki na fejsa) i ja się skręcam z zazdrości.

No to jeszcze tylko chwila, odliczam. Wychodzę z pracy i idę prosto do kina! Do zobaczenia na festiwalu!

Więcej o: