Zdradza mąż, ale to kochance wymierza się karę

Taka sytuacja nie jest czymś nowym, jednak w Chinach od pewnego czasu dochodzi do grupowych samosądów na kobietach, które ośmieliły się sypiać z żonatymi.

Kilka dni temu przeczytałam artykuł o Lin Yao Li, która została brutalnie napadnięta przez inne kobiety na ulicy w środku dnia. Pani Lin została pobita, rozebrana do naga, a jej zdjęcia trafiły do internetu. W jej obronie nikt nie stanął, przechodnie tylko patrzyli na rozgrywający się dramat kobiety.

Dlaczego tak się stało? Pani Lin jest kochanką jednej z mężów jej dręczycielek i jako LADACZNICA zasłużyła sobie na karę. Do podobnego incydentu jak w Puyang doszło również w ostatnim czasie w Jinan oraz Yulin w prowincji Guangix. Wszystko wskazuje na to, że w Chinach ruszyła samonapędzająca się spirala samosądów na paniach, które sypiają z żonatymi mężczyznami. Jak wiadomo tylko jedna strona jest winna takiej sytuacji i stroną tą jest nałożnica, więc trzeba ją przykładnie ukarać.

Palenie na stosie. www.wikipedia.comPalenie na stosie. www.wikipedia.com

W historii Pani Lin wkurza mnie wszystko. Począwszy od samej zdrady, poprzez pobicie kobiety, aż do cichego przyzwolenia tłumu, który obserwował to zdarzenie.

Do zdrady potrzeba przynajmniej dwóch osób i jeżeli ktoś chce się już brać za karanie, to kara powinna być wymierzona po równo. Jak widać, niektórzy ślepo wierzą w uwiedzenie, rzucanie uroków i inne bzdury, świadczące niby o tym, że to niewinny mąż (czy partner) pada ofiarą takiego ataku. Człowiek po to ma rozum, żeby z niego korzystać i jeżeli decyduje się na zdradę, to jest to jego decyzja. To nie kochanka zdradziła, ale mąż. I to on jest winny. Myślę, że po prostu łatwiej jest oskarżyć "tą trzecią" i ją obwiniać za całe zło, które zostało wyrządzone.

Zemsta, której dopuściła się zdradzona żona była brutalna. Nie dość, że pobiła kochankę męża, to namówiła do tego aktu jeszcze swoje koleżanki. Pani Lin nie miała żadnych szans w tej sytuacji. Rzuciła się na nią banda rozwścieczonych bab, które postanowiły bronić honoru żony. Wszystko to oczywiście w imię sprawiedliwości i w celu przykładnego ukarania winnej. Taka nauczka na przyszłość. Nie ruszaj tego co nie twoje.

W całej historii bardzo zastanawiające jest działanie tłumu, który obserwował to zdarzenie, a raczej brak działań. Przypadkowi ludzie, którzy widzieli napaść tylko stali i przyglądali się temu. Nikt nie stanął w obronie upokarzanej kobiety, nikt nie zawiadomił policji. Ktoś później umieścił w sieci zdjęcia z tego incydentu, żeby jeszcze bardziej upokorzyć kobietę, pokazać, co może spotkać kochanki jak się nie odczepią od mężów, albo - bo wydało mu się to ciekawe.

Dla mnie zachowanie tłumu wskazuje na to, że jest przyzwolenie na samosąd za zdradę. Oczywiście zdarzenie, o którym mówię miało miejsce daleko, w Chinach, w innym kręgu kulturowym, ale mam wrażenie, że nas tak samo dotyczy. Kiedy czytam niektóre komentarze pod tekstami dotyczącymi zdrady, to zastanawiam się: co ludzie mają w głowach? Czemu widzą zawsze tylko winę kobiety? Moim zdaniem takie myślenie właśnie doprowadziło do opisanego na wstępie samosądu.

To nie jest dobre, a już w takim wydaniu jest to po prostu wstrętne. Tłum przyjął za pewnik, że jest to kara adekwatna do przewinienia i jeszcze temu przyklasnął. Bierna postawa, która miała miejsce napawa mnie wstrętem. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której stoję na ulicy, obok mnie biją człowieka, a ja się tylko gapię. W głowie mi się to po prostu nie mieści. Sprawy sercowe nie mogą wziąć góry nad zdrowym rozsądkiem. Nie pochwalam zdrady, ale napaści na drugą osobę jeszcze bardziej. To nie jest rozwiązanie problemu. To jest ucieczka od problemu.

W całej tej historii nie ma informacji o mężulku, który zdradził. Ciekawa jestem, czy on również został ukarany przez żonę i jej koleżanki, czy wszystko zostało mu wybaczone? A może opuścił żonę i odszedł do kochanki? Scenariuszy jest wiele, ale pewnie nie dowiemy się, który został zrealizowany.

Ciekawa jestem, co wy myślicie o takiej karze dla kochanki? Moje zdanie już znacie.

Więcej o: