Jakie pyszne i zdrowe jedzenie śmieciowe!

Niewiele rzeczy potrafi rozbawić człowieka bardziej, niż mozolne próby ocieplania wizerunku śmieciowego żarcia i fastfoodowych sieciówek. Tu dorzucą listek, tam sypną warzywem, dodadzą fajne hasło i od razu człowiek czuje się zdrowszy.

Przyjechała z dalekich krajów znajoma. Już samym faktem przyjazdu zazdrość wzbudziła. Przywiozła dla ukojenia naszych niskich uczuć skarby wszelakie. Łatwo nie było - nikt już saszetką cukru z logo kolei zagranicznych nam nie zaimponuje, mrowienia ekscytacji widokiem tłoczonej w gustowny rzucik zagranicznej papierowej serwetki nie wywoła, kubeczkiem plastikowym z nadrukiem zachodniej kawiarni nie wzbudzi zadziwienia. Koleżanka przywiozła więc puszkę.

Puszki są świetne. Kto nie zbierał w podstawówce puszek, ten dzieciak, albo zgred, czyli był albo za młody, żeby wiedzieć, jak niesamowitą rzeczą jest zbieranie pustych puszek nie po to, by wymienić je w skupie złomu, ale by je mieć, ustawiać w fantazyjne zamki i warownie, imponując kolegom i koleżankom z osiedla. Był też ewentualnie za stary, zbyt zmęczony systemową walką o przetrwanie, albo zmemłany przez cynizm i wzdragał się na samą myśl o tym, że pusta puszka reprezentuje krwiożerczy pazur kapitalizmu. Więc puszka to jest coś!

Koleżanka z zagranicznych krajów cudownie nam przywrócona na łono ojczyzny przywiozła puszkę wyjątkową i zadziwiającą, bo zieloną. Kolor mylący, wreszcie logo kojarzy się jednak z czerwienią. Tłumaczy więc ta koleżanka, muśnięta powiewem zachodu, że oto Coca Cola Life. Czujemy się poruszeni, w myślach już śpiewa się nam piosenka "Pijesz Coca Colę myśląc, że to święta woda jest/ wszystko ustawione, nie ma przeciw czemu już buntować się”.

Samo zdrowieSamo zdrowie

Oto woda życia stewią słodzona. Zdrowa. Bardzo lubię takie sytuacje. Wszak każde polskie dziecko wie, że Coca Cola z natury jest niezdrowa i dlatego od razu smakuje wspaniale. Jest słodka, wywołuje odwapnienie, odmagnezienie, obniża poziom witaminy A, dostarcza niechcianej kofeiny, stanowiącej środek pobudzający. Gdyby spytać dorosłych co jest największą wadą Coca Coli dodaliby jeszcze, że nie zawiera kokainy, a to duża strata.

Jest za to zdrowy, słodki liść. Liść życia. Ta stewia, którą posłodzono zawartą w zielonej puszcze Coca Coli ciecz, to coś więcej niż tylko naturalny słodzik, zero kalorii, zero raka. Pijesz kolę, a jakbyś wodę piła, pijesz i nie tyjesz! Proszę państwa! Ta stewia to coś więcej. Ona automatycznie niweluje wszystko, co złe. Gładzi grzechy producenta, sztuczne barwniki są odsztucznione, aromaty identyczne z naturalnymi stają się jeszcze bardziej identyczne. Świat staje się piękniejszy, a ludziom żyje się dostatniej. Wizerunek producenta zaś zyskuje. Oto my - robimy dla was zdrowy napój, z natury! Tym bardziej, że, jak znam życie, grono dobrze opłaconych naukowców wytworzyło już syntetyczną stewię, ekstrakt znaczy, tak, by natury nie nadwyrężać i nie niwelować zielonych liści na świecie, wszach liście życiodajny tlen nam zapewniają dzięki procesowi fotosyntezy. Uffff. Liście ocalone, napój posłodzony, wilk syty, owca nieogolona. To zupełnie jak z tymi producentami napojów owocowych.

Słyszeliście już pewnie, że napoje owocowe, wyroby sokopodobne, produkowane z zagęszczonego soku, często będące w 20 albo nawet i 30% zbieżne z prawdziwym sokiem wyciskanym bezpośrednio z owocu - że te napoje to szatan wcielony. Przede wszystkim dlatego, że są źródłem licznych cukrów. Gdyby człowiek chciał konsumować cukier szklankami taniej wyszłoby oczywiście nasypać sobie szklankę cukru i zeżreć, ale natura ludzka pokrętną jest. Ludzie płacą więc dwa razy więcej i kupują sobie litr albo nawet dwa litry takiego napoju. Czasem rusza ich sumienie. Na przykład, gdy mają małe dzieci. Pojawia się nieśmiała obawa, że oto może ten napój jest niezdrowy, bo taki słodki od tego cukru.

Wtedy roztropni rodzice sięgają po specjalne wersje uspokajacza sumienia, czyli "napój owocowy bez cukru” (wersja dla fanów matematyki "0% cukru”). Zadowoleni, że oto samo zdrowie kupują, odchodzą do domu targając pyszny, płynny cukier, tylko, że inny. Cukier pod nową nazwą syropu fruktozowego, pięknego wytworu imitującego cukier owocowy, tylko że (często) lepszego. Dlaczego? Bo w czasie jego powstawania nie ucierpiał najpewniej żaden owoc. Lubisz to, świnko? Do tego warto dorzucić zdrową przekąskę.

Wiadomo, że najsmaczniejsze są niezdrowe. To potwierdzone naukowo - im bardziej niezdrowe tym smaczniejsze, wystarczy wspomnieć alkohol, narkotyki, majonez, albo seler naciowy. Ze zdrowych przekąsek wszyscy polecają marchew w słupki, albo sałatę skropioną cytryną, niektórzy szaleńcy potrafią dopisać do tej listy nawet suszone w słońcu Sardynii pomidory. Tymczasem każde dziecko - nawet to dorosłe - wie, że obecnie zdrowe są nawet chipsy ziemniaczane. Są zdrowe, bo zawierają aż 40% mniej tłuszczu. Poza tym kupując takie odtłuszczone chipsy wspierasz Polskę; oto bowiem nasz ziemniak, pyra, kartofel, nasze złoto ziemi szarej, skarb nasz jesienny, kartoszka sercu najmilejsza, matka wszystkich dodatków do drugiego dana, że to właśnie ten krajowy, polski, patriotyczny ziemniaczek jest głównym składnikiem chipsów.

Jest więc w chipsach odchudzonych o tłuszcz wszystko. Jest prawda - że jest zdrowszy, bo odtłuszczony, czasem nawet nieco odsolony, przez co podwójnie zdrowy; jest dobro - samo w sobie, bo oto pokarm, strawa dla ciała i dla duszy; jest też piękno - w kształcie, w smaku i w opakowaniu (koniecznie z tą ocieplającą wizerunek chipsa dużą informacją o mniejszej ilości tłuszczu). To, że wszystkiego, co cię nie zabije, ale i nie wzmocni jest w tych chipsach wciąż dużo za dużo nikt tam nie napisał. Co nie jest napisane, uważa się za nieistniejące.

Na przykład z takim kremem czekoladowo-orzechowym jest tak, że nikt nie napisze przecież o mankamentach, bo by krem wpadł w kompleksy. Nie wolno uprawiać takiego "ingredients shaming”, czyli podłego odpowiednika modnego ostatnio "body shaming”. Nie mówimy, że to za tłuste i za słodkie, bo to by było tak, jakbyśmy chcieli obrazić pulchną, brodatą otaku cosplayującą postać z anime "Czarodziejka z Księżyca". Nie wolno.

źródło: http://imgur.com/gallery/ohaLPLaźródło: http://imgur.com/gallery/ohaLPLa

Należy dostrzegać zalety. Jak się samemu nie umie, to trzeba słuchać producenta. Mistrzem dostrzegania zalet kremu czekoladowo-orzechowego (gdyby tu byli bracia Strugaccy może powiedzieliby nawet "kreczekocha”, massaraksz!) jest producent najpopularniejszego z nich -Nutelli. Milczy o wadach (bo nie jest głupi), podkreśla zalety - że orzech daje moc, czekolada radość, generalnie dzięki tym prostym składnikom każda rodzina kocha się mocniej, dzieci stają się mądrzejsze, a pokój na świecie bardziej możliwy.

Prawdziwymi mistrzami ocieplania wizerunku i promowania zdrowej żywności są jednakowoż duże sieci fastfoodowe, z nich wszystkich zaś ukochanym przykładem pozostaje król królów: McDonalds. Gdyby się przyjrzeć, to nie ma tam w tych ich restauracjach nic niezdrowego. Najbardziej niezdrowe są tacki, więc natychmiast proszę zaprzestać ich konsumpcji. Wszystko inne to samo zdrowie i sama natura. Na początek gruba amunicja. Sałatki i jabłka. To nie wina właściciela sieci, że mało kto przychodzi na sałatki, są przecież w menu, są nawet dobrze eksponowane, zawierają pomidory i inne warzywa. Ale spokojnie. Nawet jeśli skrzętnie ominiecie zieleninę solo, zostanie wam wciśnięta w hamburgerach. A to też samo zdrowie przecież! Bułka z pięknych i zdrowych ziaren (patrioci! do boju! to pewnie nasze, polskie, najmilejsze złote kłosy dały plon mączny na te bułki!) do tego pewnie jakaś sałata, nierzadko też pomidor (ach, znów on!), a zdarzy się, że ogórek wpadnie. Mięso najzdrowsze. Z certyfikatami, więc nie może być niezdrowe, wszelkie insynuacje dotyczące niemięsności proszę zachować dla siebie, zwłaszcza w obliczu certyfkatów. No i creme de la creme, najważniejsze warzywo, bohater, jemu chwała -  piękny, zdrowy i złoty ziemniak. Tak, znów on. Podobno byli tacy, co widzieli na własne oczy jak taki ziemniak trafia z ciężarówki i z wersji demo frytki zmienia się w pełną wersje frytki. Frytka - najważniejsze warzywo. Złote i chrupiące. Prawie jak seler naciowy. Ciepła, jak ciepły staje się wizerunek całej marki. Ach. Och. Ech. Królowa jest zachwycona! Wszyscy jesteśmy zachwyceni...

Żarty żartami, ale niedawno już drugi lekarz powiedział mi, że strach rzucać palenie papierosów, bo człowiekowi alergii tylko przybędzie. Tak oto kolejna bastylia niezdrowości zaczyna być sukcesywnie demolowana. Nie wiem teraz, czy czekać na kuracje nikotynowe, wypatrywać ich z pozycji drapiącego się atopowca, łaknąć ich, niczym pracownicy Mordoru legalnej coca-coli z kokainą i franka szwajcarskiego za mniej niż 3 zł? Czy może odpuścić sobie i wrócić do picia kawy z mlekiem...

Więcej o: