Sześć rzeczy, które warto wiedzieć, kiedy się idzie na koedukacyjną siłownię

Naiwnie sądziłam, że na siłownię chodzi się, by ćwiczyć, pocić się i pracować nad sześciopakiem. Niby tak, ale chyba nie tylko po to - są inne potrzeby i konieczne atrybuty. Opowiem, żebyście zamiast tracić czas, szybko je sobie przysposobiły.

Człowiek uczy się przez całe życie. Och, jakże moje było ubogie dopóki nie poszłam na koedukacyjną siłownię! A wszystko zaczęło się od tego, że...

Człowiek uczy się przez całe życie. Och, jakże moje było ubogie dopóki nie poszłam na koedukacyjną siłownię! A wszystko zaczęło się od tego, że nie mieszkałam w domu. Przez miesiąc. Bo w domu remont. Co prawda tylko kuchni, ale żyć się nie dało. A skoro nie mieszkałam w domu, musiałam sobie znaleźć nowy klub do ćwiczeń. Bo mam taką zasadę, że chodzę tylko tam, gdzie blisko. Bo jak mam daleko, to mi się od razu odechciewa. Bo zimno, późno, pada, takie tam, bo ja do klubu najczęściej chodzę po nocy, jak dzieci pójdą spać. Jak mam blisko, tak ze trzy minuty szybkim marszem, to wymówki nie działają. I chodzę. Najbliższy klub koło mojego prawdziwego domu, to klub tylko dla pań (i panów trenerów, niestety, raczej mało paniami zainteresowanych). Ale koło mojego tymczasowego domu miałam potężny i prężnie działający klub koedukacyjny. Najlepszy pokaz kobiecych (bo zafascynowana kobietami na mężczyzn wcale nie zwracałam uwagi) możliwości był na zajęciach crossfitowych. Bo na tych zajęciach sporo było panów, tak sądzę. I wiecie co? Warto było na te zajęcia wpaść, czegoś nowego się o życiu dowiedzieć.

Instagram.com/blindblogerInstagram.com/blindbloger

1. Bardzo ważne są kuse i odpowiednio obcisłe spodenki (żadnych legginsów pod spodem, boże broń! wszystko popsują!) Takie, że już jak stoisz to ci się pośladki mimochodem wymykają. Ale przecież nikt nie będzie w takich spodenkach stał nieruchomo! Na takich zajęciach przecież robi się sporo skłonów (a jak się nie robi, to zawsze można się skłonić na prostych nogach buta sportowego zawiązać), przysiadów i innych takich wypychających pupę wygibasów. I o to chodzi!

2. Żeby kuse spodenki miały sens, trzeba koniecznie ustawić się z nimi w pierwszym rzędzie ćwiczących. Tak, żeby cały tył mógł podziwiać nasze skłony. Inaczej można sobie założyć dowolne barchany, bo kogo obchodzą nasze poślady w ostatnim rzędzie?

3. Porządny push-up. Sportowe staniki są dla tych, które naprawdę mają co do nich włożyć, czyli dla rozmiarów przynajmniej D, E czy F. Jeśli bozia biustu poskąpiła, a człowiek wybiera się w obcisłych trykotach poćwiczyć, musi sobie jakoś radzić. Dobre gąbeczki czy silikonowe wkładki w staniku sprawdzą się i na sali gimnastycznej. Co z tego, że człowiek bardziej się w nich poci? Na siłowni każdy się poci, więc nikt tego specjalnie nie zauważy.

4. Full make-up. Bo prawdziwa kobieta nigdy się bez niego nie pokazuje, nawet na siłowni. To przecież jasne jest jak słońce. Nigdy wszak nie wiadomo, gdzie spotka mężczyznę swojego życia, prawda? Trzeba tylko uważać z wycieraniem twarzy ręcznikiem, kiedy pot zalewa oczy. Ale pomysłowe kobiety na pewno i z tym sobie radzą (chociaż ja jeszcze nie wiem jak).

5. Długie, rozpuszczone włosy. Ze przeszkadzają w ćwiczeniach? To chyba jakiś żart. Skoro Chodakowska może, to mogę i ja. A nawet powinnam! Poza tym takie włosy mają ściśle określone zadanie do spełnienia. Trzeba je często przerzucać z lewa na prawo, zerkając przy tym do lustra. Przy przerzucaniu warto również zrobić jakiś porządny dzióbek, bo tylko wtedy takie przerzucanie ma sens. Koledzy mówili, że takie rzucanie włosami jest bardzo sexy (cholera jasna, mam krótkie).

6. Wciągnięty brzuch. Ale o tym chyba nie należy przypominać? Siłownia nie zwalnia nas od wciągania brzucha, a może nawet wprost przeciwnie - nakazuje nam wciągać go dwa razy bardziej. W końcu jesteśmy w obcisłych, modnych trykotach, poza tym przy wciągniętym brzuchu lepiej pracują mięśnie, a każda przecież marzy o sześciopaku, prawda? Niby po co innego miałybyśmy chodzić na siłownię?

No właśnie. Po co wy chodzicie na siłownię? I w czym?

Więcej o: