Jak sobie odpuszczać [bezużyteczny nieporadnik]

Jeśli szukacie skutecznej recepty na to, jak bezstresowo i radośnie rezygnować z siebie, z sukcesów, z efektywności, z życia, z pracy i z wielu innych życiowych spraw, to ja wam powiem - odpuśćcie sobie.

Nie wiem, co wy robicie w ten poranek, ale ja sobie odpuszczam i to mój główny grzech. Im bardziej sobie odpuszczam i o tym myślę, tym bardziej sobie odpuszczam. Jak Puchatek. Nie myślałabym o tym (jak Puchatek), gdyby nie fakt, że jedna z czytelniczek zapytała, jak to jest z tym odpuszczaniem sobie. Jak to robić? Można odpuszczać sobie na szczupaka, modliszkę, na żywą przynętę, defensywnie albo transgresywnie.

Fot. Dominika WęcławekFot. Dominika Węcławek

Ja zawsze wybieram tę ostatnia opcję, czyli jak już sobie odpuszczam, to na maksa i przekraczam wszelkie granice. Najłatwiej jest mi być takim małym Mistrzem Eckhartem z bloku. Nie dojadam, albo jem byle co, byleby mnie już przestała boleć głowa, kiedy tak pracuję. Nie oglądam seriali, a kiedy oglądam to skrzętnie notuję sobie, że oto jest dobry miesiąc, dwa odcinki zobaczyłam. Nie maluję się, nie dosypiam, nie dopijam szóstej kawy, nie dbam o to, co mam na sobie. Gok Wan już zaciera ręce, na bank by mi nie odpuścił, widząc jak bardzo robię wszystko źle. Na szczęście jest też potężna pula rzeczy, na które mam, że tak powiem, wywalone. Na przykład mam wywalone na agresywne, nic nie wnoszące komentarze ad personam czynione przez osoby niebliskie, obce, czasem nawet anonimowe i wirtualne. Im bardziej druga strona stara się dowalić, tym jest mi weselej.

Jeśli przejmują was nieprzyjemne komentarze obcych, albo wystarczająco niebliskich ludzi, którzy zamiast rzeczowej krytyki (która nie polega na mówieniu "jakim trzeba być idiotą, żeby zrobić to tak jak ty zrobiłaś/eś”), nie powiem wam klasycznie "nie przejmuj się”. Wiem dobrze, że tak się nie da. Ja na przykład na okoliczność ochrony przed głupim słowem mam rozpisaną listę priorytetów życiowych. Nie ma na niej żadnego punktu dotyczącego bezowocnych przepychanek z niebliskimi sercu ludźmi. Niestety, odpuszczam sobie "dyskusje” (w cudzysłowie, bo zazwyczaj stanowią przede wszystkim kanonadę argumentów mających świadczyć o wyższości oponenta), szkoda mi często energii na boks słowny z ludźmi, którzy są nieodmiennie najmądrzejsi. Nie mam w sobie genu kamikadze, albo uaktywnia się nie na tym polu co trzeba.

Z tego samego powodu jestem beznadziejnym graczem. Nie umiem przepaść bez reszty w wirtualu i spędzić 60 godzin na doprowadzenie swojego bohatera do tego etapu, kiedy już zmasterował wszystko i ja mogę spokojnie obejrzeć gratisowy filmik od autorów gry. Mogę poświęcić w ciągu doby dwie godziny na granie, ale przez pozostałe 22 mam istotne rzeczy do zrobienia. Pewnie dlatego tak łatwo przyszło mi zrezygnować z pracy, w której przełożony ewidentnie wprowadzał zasady patologicznego mobbingu. Żadne pieniądze nie były mnie w stanie zatrzymać, gdy okazało się, że szef zamiast dostrzegać zalety pracowników i kierować ich na odpowiednie odcinki pracy wolał wszystkich gnoić. Nawet nie wiecie jak nudne to było. Za to po doświadczeniach z tamtej pracy oglądanie "Diabeł ubiera się u Prady” zawsze będzie dla mnie stokroć zabawniejsze.

Ważne jest więc ustawienie sobie w życiu priorytetów, tako rzecze Paolo Coelho internetów. Wiele rzeczy mogę sobie odpuścić dla rodziny. Niestety ten order ma też drugą stronę, bez uśmiechu. Choć czasem bardzo bym chciała zachować olewczą postawę, to w obliczu rodzinnych problemów i złych słów wypowiadanych przez tych, których kocham, nie umiem pozostać obojętna. Niestety za posiadanie rodziny nikt mi jeszcze nie płaci, to znaczy - za mało sobie odpuszczam. Gdyby tak zepchnąć nas na skraj patolstwa, pewnie byłoby łatwiej. Podejmuję więc liczne zobowiązania zawodowe. Teoretycznie w środowisku znana jestem jako Madonna od beznadziejnych przypadków i krótkich deadline'ów, albo tak mi przynajmniej kadzą zleceniodawcy. Rzucam się jak świnia na trufle na te zlecenia. Niektórym się zdaje, że żadnego nie odpuszczę. Błąd. Najtrudniej oczywiście jest odmawiać. Kto nigdy freelancerem nie był, ten nawet nie zdaje sobie sprawy, jak boli takie odpuszczenie. Jakie targają człowiekiem sprzeczności. Jakie namiętności się kotłują pod tą mizerną kopułą lichej czaszki. Odpuszczam sobie podejmowania zadań z daleka śmierdzących wszystkim tym, co sprzeczne z moim podejściem do ludzi. Tam, gdzie trzeba tropić sensację, węszyć skandal, wyniuchać zdradę, albo po osoczu rozpoznać który to miesiąc ciąży, ja sobie odpuszczam. Zazwyczaj bardzo lubię sytuacje, kiedy wokoło się błąka stado Kóz Rabina, czyli dodatkowych zleceń. Jestem wtedy super-zmotywowana, pracuję na wyższych obrotach, kiedy robię sobie przerwy, to nie jestem taka rozmemłana i zdemotywowana. Niestety jestem już na tyle dorosła, że wiem, kiedy w moim stadzie będzie o jedną Kozę Rabina za dużo. Nie podejmuję dodatkowych zleceń, kiedy z rozpiski wynika, że jest jeszcze miejsce na dokładnie jedną dodatkową kózkę. Ja już się nauczyłam, że miejsce tej kozy, znaczy czasu na to zlecenie, zajmą problemy zdrowotne dzieci, nagły atak braku prądu lub inne złe przypadłości będące zmorą rodziców pracujących.

Dziesięć lat temu zagryzłabym zęby i nie spała przez tydzień. Coś w stylu zastaw się, a postaw się. Zaciągnij kredyt zdrowotny, wypruj flaki, ale napisz, choćby kosztem wszystkiego, co żywe wokoło. Teraz wiem, że lepiej pospać, odpuścić sobie, bo z tego niewyspania to żadnej dobrej pracy nie będzie. To się chyba nazywa dorosłość, kiedy już wiesz, że czasem lepiej zrobić sobie dłuższą przerwę i może nawet wyjść na spacer albo, tak jak wczoraj i przedwczoraj, spędzić dwa dni z chorymi dziećmi na rysowaniu planszówek, niż miotać się w stresie, że się zawala termin.

MARZENA & GONCALO GREGIER FRANCOMarzena & Goncalo Gregier Franco

Niestety, nie jestem kardiochirurgiem, od mojej pracy rzadko kiedy zależy bezpośrednio czyjeś życie. Nawet moje życie nie zależy tak bardzo od mojej pracy (przynajmniej nie tak bardzo, jak niektórzy szefowie wszystkich szefów chcą nam sugerować). Dlatego czasem wciskam pauzę i tylko trochę zaglądam w mejle na telefonie. Odrobinkę. I tylko tak troszkę odpisuję szefom. Ale tylko tym moim ulubionym, z którymi współpracuję od lat. A jak tam u Was z trudną i podstępną sztuką odpuszczania sobie?

Więcej o: