Nie możesz znaleźć dobrej sukienki? Uszyj ją!

Nosisz rozmiar 38, ale w biuście się nie dopinasz? Masz krótsze ręce i wszystkie rękawy mogłabyś wiązać jak kaftan? Wszystko z tobą w porządku, nie denerwuj się. Większość kobiet nie mieści się w typowe rozmiarówki. Dlatego szycie na miarę wraca do mody.

Po trzygodzinnym rajdzie po sklepach zaczynam wątpić, czy jeszcze kiedykolwiek znajdę kieckę dobrą na moją figurę. Ta niestety nosi ślady życiowych zawirowań, braku czasu, niewłaściwej organizacji oraz ulegania pokusom. Typowa matka Polka pod 40., dwie cesarki. Brzuch, dupa, udo - nadają się do liposukcji. Nic nie chce mi iść w cycki, a tyle rzeczy ciągle próbuję. Kupuję rozmiar 42, bo lepiej kryje, a poza tym mama mówi, że w pewnym wieku nie wypada inaczej. Ja, jak głupia, słucham się mamy, bo to chyba jedyna osoba, która prawdę w tej kwestii mi powie. Że gruba jestem. Wszyscy inni mówią, że nie tak strasznie. W każdym razie, jak się wbijam w 40, to mam wrażenie, że ubieram się odważnie. A nie zawsze tak chcę! Bezpiecznie, wygodnie, owszem, ale niekoniecznie w dżinsach i przydużym swetrze. Marzę o sukience, która nie będzie się marszczyła, ściągała, opinała albo wyglądała jak worek. Nie lubię fasonów lejąco-kryjących. Przy każdym większym wyjściu urządzam dramatyczną scenę pt.: „Ja nie mam co na siebie włożyć! Nie mogę iść!”. Mąż twierdzi wprawdzie, że to nie dramat, a komedia i mam nakichane w głowie, ale kto by wierzył facetowi?

Rozmawiam o tym z Malwiną Zosią Nowak-Luty ze Szwalni Sukienek.

Fot. Agnieszka DurskaFot. Agnieszka Durska

"Mąż ma rację. Na oko wyglądasz na 40. Skąd ta sukienka?" - zaczyna Malwina i krytycznie patrzy na moją szarą, długą kieckę z przeceny w H&M. Taki komfortowy worek. "To błąd, który popełnia większość z nas. Zakładamy na siebie za duże rzeczy, bo wydaje się nam, że lepiej ukryją mankamenty figury. Tymczasem, wszyscy widzą nas jakbyśmy faktycznie były w takich ciuchach większe niż jesteśmy w rzeczywistości" - tłumaczy Malwina. Trudno się z tym nie zgodzić, sama czuję, że tak jest, ale przed lustrem znacznie trudniej o zdrowy obiektywizm w ocenie własnej figury. Margines błędu albo komfortu to rozmiar, czasem dwa w górę. Pytam więc Malwinę, jaka powinna być idealna sukienka lub żakiet, bo te najtrudniej jest według mnie dobrać. "Musisz się w nich czuć jak w drugiej skórze, swobodnie, naturalnie. Dobra sukienka to taka, którą założysz i na wieczór, i na spotkanie służbowe, i na wyjście z koleżanką na kawę. Zmieniasz dodatki, buty, torebkę, biżuterię, a sukienka służy na wiele okazji. Podobnie żakiet. Musi się idealnie układać, jak jest rozpięty. Nie może się marszczyć i opinać! Zapinasz go znacznie rzadziej, pod płaszcz, wtedy może być nawet ciut za ciasny. Bardzo ważny jest dobry materiał, wykończenie. Nic się w praniu nie powinno dziać z fasonem ubrania".

Tymczasem sukienki z sieciówek szybko się niszczą i zmieniają fason. Stara prawda. Pewnie, zdarzają się lepsze, są wyjątki, lepsze i gorsze materiały. Jednak wiele rzeczy nie przechodzi pozytywnie próby pralki. Tyle że sieciówki są pewnie znacznie tańsze niż szycie na miarę, które dałoby mi gwarancję idealnego kroju. "Nic z tych rzeczy! Uszyjesz za 80-150 zł." - mówi Malwina. "Kupując w sieciówce bardzo często dopłacasz jeszcze za późniejsze konieczne przeróbki u krawcowej! Wystarczy, że trzeba skrócić rękaw. Koszt takiej operacji to często drugie tyle, co sukienka czy żakiet. Rękawa nie skraca się tak, żeby obciąć kawałek mankietu, trzeba zmienić jego fason. Przeszyć cały, by żakiet lub sukienka nie straciły formy. I tak lądujesz u krawcowej z rzeczą, którą trzeba dopasowywać do ciebie. Prościej uszyć od zera" - mówi Malwina.

Tylko ja pamiętam, z dawnych czasów jeszcze, że u krawcowej to się długo siedziało. Te przymiarki, gadanie i czekanie. Przyzwyczaiłam się, żeby mieć wszystko od razu, góra za kilka dni, jeśli kupuję przez internet. - "I nadal tak może być. Zamawiasz sukienkę na miarę przez internet, mierzysz się sama. Szczegóły dogadujemy mailowo albo na czacie. Korzystamy z rozmiarówki, która jest w polskim wydaniu Burdy. Ta odzwierciedla najlepiej, jakie jesteśmy. Jednak, jeśli trzeba coś zmienić, bo masz większy biust, krótsze ręce, większą pupę niż to, co przewidziane w tabeli dla twojego rozmiaru, robimy to. Dostajesz rzecz na miarę" - tłumaczy Malwina.

Fot. Agnieszka DurskaFot. Agnieszka Durska

Tylko czy ja się umiem dobrze zmierzyć? I czy ja aby na pewno wiem, w czym jest mi dobrze i co pasuje do mojej figury? Jestem gruszką, czy jabłkiem? Różnice są dla mnie subtelne. Mimo że przestudiowałam podręcznik Trinny i Susannah, nie jestem pewna, co dla mnie jest najlepsze. "Do miary zakładasz dokładnie ten stanik, który nosisz pod sukienkami. Wiele dziewczyn chodzi na zakupy w stroju sportowym, a potem są rozczarowane, bo push up nie mieści się pod sukienką. Na zakupy i do miary ubierz się lekko. I koniecznie zapytaj faceta, w czym ci dobrze! Nie wierz koleżankom, ani tym bardziej sprzedawczyniom, bo te nawet, gdy będziesz wyglądała jak ściśnięty serdelek, nie powiedzą ci prawdy. Koleżanki mają tendencję do bycia przesadnie miłymi, a to nie idzie w parze ze szczerością. Natomiast facet doradzi najlepiej. Nie musi być twój, wystarczy kolega, przyjaciel. Bo on czuje, w czym ci do twarzy. Poproś o szczerość i nie obrażaj się za krytykę. Zresztą możesz celowo ubrać się źle, by wiedzieć, czy mówi prawdę. Z reguły tak. A jak akurat w okolicy nie ma żadnego męskiego doradcy, sama zdobądź się wobec siebie na szczerość. Pomyśl, czy chcesz coś nosić, czy tylko chcesz to mieć" - radzi Malwina.

Dodaje, że sama jest wobec koleżanek szczera, lubią z nią chodzić na zakupy. Tak jak szczera jest wobec klientek. Tu ma być dobry efekt końcowy.

Często okazuje się, że startowałyśmy zupełnie od czegoś innego niż to, na czym kończymy! Bo chodzi o taki dobór sukienki, żakietu, tuniki, który nie jest jednorazowym zakupem, kaprysem, zachcianką. Ma jak najlepiej służyć, masz się w tym dobrze czuć! Taką mam filozofię. Warto w szafie mieć uniwersalne rzeczy. Nie musisz się wtedy stresować nagłym wielkim wyjściem.

Malwina jest w sukience, która świetnie na niej leży. Jest bardzo szczupła, ale sukienka podkreśla biust, uwypukla biodra. Proporcje są idealne, a materiał dobrze się układa. Sukienkę szyła jej mama, to ona zajmuje się w firmie szyciem i wykrojami. Malwina jest od marketingu i kontaktów z klientkami. Projektuje. Szwalnia Sukienek ruszyła w lipcu, przygotowała już 50 zamówień, większość z tak zwanej poczty pantoflowej. Wieść się niesie, a Szwalnia dla Malwiny to pasja. Zajmuje się nią po godzinach, bo pracuje na etacie, jest mamą półtorarocznej Zosi. Nie żałuje godzin spędzonych na rozmowach z klientkami, zajętych weekendów czy zarwanych nocy. Córka Zosia resztą inspiruje i mamę, i babcię. Wprowadziły pomysł sukienek dla mam i córek, myślą o kolejnych ubraniach dla dzieci. W planie mają też wprowadzenie sukienek tiulowych, takich na każdą figurę.

W tiulowej spódnicy czy sukience można świetnie wyglądać, pod warunkiem, że nie zrobisz z siebie bombki. Podkreślanie grubej pupy falbanami to kolejny ciężki błąd wielu dziewczyn. Ale to, że mają takie pupy, nie znaczy, że muszą zrezygnować w ogóle z takich fasonów.

Malwina mnie zmierzyła. Faktycznie okazało się, że mam mniej centymetrów niż myślałam. Szczerej opinii o sobie w sieciówce bym nie usłyszała. Pewno, że nie wszystko trzeba mieć na miarę, że zakupy w popularnych sklepach też są potrzebne. Ale przykład Szwalni i wielu, wielu innych dziewczyn, które szyją, to powrót do naszej tradycji. Nie tylko łódzkiej. Ważne, żeby było różnorodnie, żeby masowa odzież z Chin czy Indonezji nie zabijała polskiego, dobrego rzemiosła. Bo oprócz coraz lepszych polskich projektantów, mamy doskonałych rzemieślników.

Zobacz na zdjęciach, jak się mierzyć - kliknij tutaj.

Więcej o: