"Kobiety mają problemy, bo są kobietami" - portret Oriany Fallaci

Imponująca, nieugięta, charyzmatyczna, wybuchowa, dociekliwa, okrutnie zdolna i bardzo inteligentna. Taka była Oriana-dziennikarka. Może warto do tego obrazka dołączyć "drugą stronę medalu": jaka była Oriana-kobieta? Na to pytanie wyczerpująco odpowiada książka Cristiny De Stefano "Oriana Fallaci. Portret kobiety".

Trochę się zżymałam zaczynając lekturę. No bo jak to tak? Czy to naprawdę istotne, jaka była Oriana Fallaci prywatnie? Czy skoro sama za życia wzbraniała się przed biografią, nie należałoby tego uszanować i po jej śmierci? Nie wystarczy, że możemy przeczytać jej wywiady z wielkimi i ważnymi dla historii XX wieku ludźmi ? I kilka powieści i esejów, w których na pewno także znajdziemy wiele tropów? Otóż to. Nie wystarczy.

Nie jestem zwolenniczką teorii, że dzięki wiedzy o życiu prywatnym autora lepiej się czyta jego książki. Trochę mam wrażenie w takich sytuacjach, że jak to - książka się sama nie obroni, trzeba do tego dorobić jeszcze historyjkę o problemach pana czy pani? A najlepiej jakiś skandal, bo przecież skandale się świetnie sprzedają? Tu jest jednak inaczej. Jeśli ktoś się oburzał na jej ostre pióro (a sporo było takich osób po „Wściekłości i dumie” napisanej po wydarzeniach 11 września 2001), powinien sobie przeczytać historię jej życia. Bo ktoś, kto przeżył tyle i tak intensywnie, urasta, moim zdaniem, do miana osoby, której wolno wiele (nawet, jak chcą niektórzy - popłynąć w sądach za daleko). A już na pewno wolno jej wyrażać ostro swoje poglądy, bo ona WIE o czym pisze.

fot. www.genevaanderson.wordpress.com (za kobieta.gazeta.pl)fot. www.genevaanderson.wordpress.com (za kobieta.gazeta.pl)

Nie chcę tu jednak wdawać się w dyskusję nad jej poglądami na islam (które notabene wyrażała kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy jako korespondentka wojenna jeździła po całym świecie czy przygotowywała cykl o kobietach z różnych kultur). Chcę was zachęcić do przeczytania tej wciągającej książki. Nawet jeśli nie znacie/nie lubicie/nie cenicie Oriany Fallaci, potraktujcie te 300 stron jako niezwykle wciągającą powieść o życiu kobiety, która żyła jak chciała. A nie było to takie proste w latach powojennych, bynajmniej nie z powodu samej II wojny światowej. Nie była traktowana poważnie z racji swojej płci, nie dodawała jej powagi przyciągająca uwagę uroda i niewielki wzrost. Od początku swojej przygody z dziennikarstwem (fuj, przepraszam was za ten zwrot) starała się dowodzić, że płeć nie powinna mieć znaczenia.

Kobiety nie są odrębnym gatunkiem fauny, nie rozumiem, więc, dlaczego muszą stanowić, zwłaszcza w prasie, osobny temat, tak samo jak sport, polityka i prognoza pogody."

Doświadczenia - własne i odnoszących sukcesy koleżanek skłoniło ją jednak do smutnej refleksji:

Przyszło mi nagle do głowy, że o ile podstawowe problemy mężczyzn rodzą się z przyczyn finansowych, rasowych czy społecznych, kobiety mają problemy także - i przede wszystkim - z tego prostego powodu, że są kobietami."

Nie obrażajmy się więc, że zamiast wieści o jej dziennikarskich poczynaniach, dostajemy solidną porcję informacji z jej prywatnego życia. Dzięki lekturze tej książki będziemy mieli dużo większą przyjemność z czytania wszystkiego, co wyszło spod pióra tej niezwykłej włoskiej dziennikarki. Wiele jej złości brać się mogło z doświadczeń - jej i jej najbliższych. Oriana Fallaci podkreślała niejednokrotnie więź łączącą ją z matką. W książce znajdziemy cytat z jednego z wywiadów:

Najbardziej wspierała mnie w moich zainteresowaniach matka. Myślę, że robiła to nie tylko dlatego, ze sama, wychowana w rodzinie artystów, czuła potrzebę obcowania z kulturą, ale niejako z chęci odwetu. Tak, jestem pewna, że poprzez kulturę matka chciała odebrać sobie to, czego życie je poskąpiło, była dla niej drogą do awansu osobistego i społecznego.”

Z wielu anegdot przytoczonych w książce wyłania się obrazek ambitnej dziewczyny, która od najmłodszych lat starała się żyć w pewnym sensie intensywniej. Trochę tak, jakby jej życie miało być także wyrównaniem niespełnionych ambicji matki. A z matką Oriana była bardzo zżyta. Była to jedyna adresatka jej zwątpień. To do matki pisała długie listy, w których pozbywała się swego twardego pancerza, przyznawała się do bólu i słabości. Fragmenty tych listów znajdziecie w książce.

Oriana Fallaci nie zgadzała się na spisanie biografii, gdy jej to przed śmiercią proponowano. Nie dziwi to tak bardzo, gdy zna się jej twórczość. W swoich powieściach i formach eseistycznych fabularyzowała najtrudniejsze wydarzenia swojego życia - rozczarowanie miłosne, utratę ciąży, raka. W wywiadach - co jej nieraz zarzucano - była o wiele bardziej widoczna, niemal w centrum uwagi, a jej rozmówcy, najwybitniejsi ludzie XX w., nieraz zdawali się tłem dla jej przemyśleń.

Tytuł tej książki nie kłamie: "Oriana Fallaci. Portret kobiety" - jest tu portret dziennikarki, nieustraszonej reporterki, nieugiętej rozmówczyni, której nie można odmówić wywiadu, ale strach go udzielić - czyli portret osoby, którą z racji wykonywanego zawodu można cenić czy podziwiać. Ale między te zawodowe fakty autorka książki wplotła sporo kobiecych nitek, delikatnie podanych historii, które zdają się "uczłowieczać" twardą Orianę.

Przedstawia między innymi zakochaną Fallaci.

Oriana zakochana to całkiem inna osoba. Stała się łagodna i krucha. Trudno uwierzyć, że to ona jest autorką listów do Alfreda [Pieroni - korespondenta prasowego z Londynu - przyp. GT] zachowanych w jej papierach. Kobieta, która je napisała, bardziej niż czegokolwiek innego pragnęła żyć ze swoim mężczyzną i była gotowa poświęcić wszystko, włącznie z pracą, by zrealizować to pragnienie."

TA Oriana, która jako korespondentka wojenna nieraz znajdowała się pod ostrzałem (dosłownym, nie tylko - choć też - opinii publicznej) potrafiła prasować koszule ukochanemu mężczyźnie (to jeszcze nic dziwnego) i słać je z Włoch do Londynu (to już troszkę...). Nieustępliwa, waleczna dziennikarka, której bali się wielcy politycy, zawsze pierwsza łagodziła konflikty z ukochanym, przepraszała za jego błędy i wybaczała wszystko. Niejasne są do końca dalsze losy romansu, który nie przetrwał zbyt długo. Cristina De Stefano łączy ze sobą różne fakty i dopowiada historię zakończonej miłości:

Następnego dnia były jej urodziny. Chociaż wiedziała, że to już koniec, błagała go, żeby spędził z nią jeszcze ten jeden wieczór. Leżała 24 godziny na hotelowym łóżku przy milczącym aparacie telefonicznym. Potem wyjęła z torebki proszki nasenne, które już teraz nosiła zawsze przy sobie, i połknęła wszystkie naraz. Rodzina, powiadomiona przez dyrekcję hotelu, wysłała jedną z sióstr Oriany, żeby zajęła się wszystkim dyskretnie. Udało się uniknąć skandalu.”

Przyznam, że było to dla mnie spore zaskoczenie - niepasujący element układanki zwanej silną, charyzmatyczną Orianą. Choć kolejny fragment książki Cristiny De Stefano przynosi obraz, który już mi się podoba:

Do zawodowego życia wróciła pod koniec października 1959 roku sarkastycznym artykułem, w którym pouczała czytelników, jak zachowywać się w hotelu, Jedna z rad jest oczywistym nawiązaniem do jej niedawnego strasznego doświadczenia: „Nie popełniaj samobójstwa w hotelu. Wszystkich tym bardzo zirytujesz”. Oriana wróciła i postanowiła powiadomić o tym wszystkich we właściwy sobie, obcesowy sposób.”

Irytujące są powracające co i rusz zdania, podkreślające jej nieugiętość przy przeprowadzaniu wywiadów i jej postrzeganie zawodu dziennikarza. Wolałabym, żeby opowieść o jej życiu sama prowokowała właściwą refleksję. I zresztą w większości przytoczonych obrazków z życia - tak właśnie się dzieje. Szereg przytoczonych anegdot i zacytowanych fragmentów listów czy zapisków Oriany - w zupełności wystarczają, by obraz wyłaniający się z lektury był spójny i zgodny z zamierzeniem. Bo ta książka jest laurką, ale wcale tego nie ukrywa. Jeśli więc ktoś, jak ja, uwielbia Orianę Fallaci, będzie ją czytał z zachwytem dziecka.

Cristina De Stefano wykonała mrówczą robotę. Porównywalną (co sama z dumą podkreśla w książce) do tego, co robiła Fallaci przed wywiadem: przeczytała wszystko o niej oraz wszystko, co kiedykolwiek Oriana napisała. Udało jej się także dotrzeć do korespondencji Oriany, także tej nigdy nie wysłanej, która potwierdzała tylko jej porywczość i ostrość osądu.

Polecam ze wszystkich sił! / fot. Gosia TchorzewskaPolecam ze wszystkich sił! / fot. Gosia Tchorzewska

Bardzo lubię czytać wywiady z ciekawymi kobietami, ich życiorysy czy autobiografie. Podczas lektury doznaję reakcji w organizmie podobnej do tej, jaka towarzyszy poczuciu osobistego sukcesu i spełnienia. Czuję, że więcej mogę, jakby jakaś energia na mnie przechodziła z tych niezwykłych pań. Energią, jaką miała Oriana Fallaci, można by zasilić niejedną elektrownię. Wyobraźcie więc sobie, co można poczuć podczas lektury...

(Wszystkie cytaty pochodzą z książki Cristiny De Stefano "Oriana Fallaci. Portret kobiety")

Więcej o: