Jak uczę dzieci patriotyzmu

W Polsce nie jest łatwo być zwykłym patriotą. Patriotyzm szarpią z lewej i z prawej, wsadzają pod tęczę, ciągną do kościoła, wpychają do majtek. O nacjonalizmie to nawet nie ma co wspominać. Sięgnął bruku. Na szczęście są ludzie, którzy chcą tym słowom przywrócić właściwy sens. Ja też spróbuję - zorganizuję swoim synom szczególną lekcję historii.

Warszawskie marsze „Razem dla Niepodległej” to rozsądna dawka przeszłości, narodowej symboliki i radosnego nastroju. Nie ma patetycznych wystąpień i pomnikologii stosowanej. W sam raz, by wybrać się z dziećmi. Atrakcyjnie, nowocześnie. Są też Biegi Niepodległości i inne, naprawdę coraz lepsze imprezy. Prawie jak w krajach starej demokracji. Prawie, bo na wszystkim cieniem kładzie się inny, żałosny marsz. Cała dobra robota zostaje tym przesłonięta. Widzowie przed telewizorami zastanawiają się, które chodniki narodowcy tym razem „wyremontują”. Na FB od kilku dni pokazują się selfie pod hasłem „Spieszmy się robić foty z tęczą, zaraz 11.11”. Obawiam się, że jedyne co pozostanie po kolejnym Dniu Niepodległości to szum w mediach i zażenowanie większości normalnych obywateli. Podkreślam normalnych.

Zrzut ekranu Facebook.comZrzut ekranu Facebook.com

Moja lekcja historii

Chcę tego uniknąć. Dlatego w tym roku pójdziemy z synami na spacer z dala od tłumów. Doceniam determinację tych, którzy starają się, by ten dzień świętować w cywilizowany sposób, rodzinnie. To dobra oferta, jednak mam inny pomysł na lekcję historii - bez marszów, tłoku i chorągiewek. Jeśli masz ochotę Czytelniku, zainspiruj się moim przykładem. Z dziećmi można fantastycznie rozmawiać o historii, podpowiem ci jak. To jednak tylko sugestia. Jeśli jesteś zwolennikiem innych historycznych interpretacji - feel free! Z faktami się nie dyskutuje, ale wnioski każdy wyciąga samodzielnie.

Mam dwóch synów. Młodszy, czterolatek, będzie zapewne biernym słuchaczem, choć zwróci uwagę na szczegóły, dopyta o to, co go zaciekawi. Nie szkodzi, że zrozumie niewiele, ważne, że uczy się słuchać. Drugi syn ma dziewięć lat. On będzie bardziej dociekliwy.

Zanim opowiesz o historii, odśwież swoją wiedzę

Dzieci są wymagające, dlatego ja się do poważnej rozmowy z nimi przygotowuję, szukam ciekawostek. Dr Google jest całkiem niezły z historii, więc mi pomoże.

Opowiem o wąsatym Marszałku i jego Kasztance, o ułanach i ich fantazji. Wspomnę o Wieniawie Długoszowskim, doskonały przykład amanta! Wyjaśnię z grubsza, dlaczego było tak trudno utrzymać odzyskane państwo. Powiem o kryzysie, o torach kolejowych, które do siebie nie pasowały, zacofaniu, niesprzyjających okolicznościach i codziennej wytrwałej pracy tysięcy osób, by trzy części odzyskanego kraju zespoliły się w jedno, bez blizn. I o tym, że pod koniec lat 30. było już całkiem nieźle. Wspomnę o kulturze, kawiarniach, muzyce, poetach. Naprawdę nie za dużo, ale z humorem, lekko podane!

Z grubsza wyjaśnij pojęcia

Ta lekcja ma dać chłopakom pewien ogólny obraz. Chcę, by na podstawie historycznej wiedzy w pigułce zrozumieli, co to jest patriotyzm i nacjonalizm i dlaczego akurat dziś się o tym tyle mówi. Za trudne? Nieprawda - dziewięciolatek zrozumie to z powodzeniem. Ja powiem tak:

Nacjonalizm to ideologia narodowa dotycząca wspólnoty ludzi, którzy zamieszkują dany kraj. Ideologia wyraża specyficzne uczucia, jakie między ludźmi się wytworzyły, dlatego, że mówią jednym językiem, wyznają tę samą religię, łączą ich wspólne dzieje, system prawa, rząd. To nie do końca to samo co patriotyzm, bo ten wiąże nas specyficznymi uczuciami z określonym miejscem. Patriotyzm rodzi się z tego, co się w ciągu dziejów na danym terenie wydarzyło. Wspomnienia, ludzie, którzy tu żyli, żyją, rzeczy, z których jesteśmy dumni. Ale też rzeczy, o które musimy dbać. Lokalnie i w większej skali*.

Wspomnę chłopakom, że te pojęcia w Polsce niestety bardzo się pomieszały i niosą ze sobą wyjątkowo trudną treść. Wielu źle się kojarzą, zupełnie inaczej niż na Zachodzie, zwłaszcza w krajach anglosaskich, gdzie uczucia wobec własnego narodu to sprawa ważna i pozytywna, obywatelski obowiązek. A my się tego dopiero od niedawna uczymy. Zapewne starszy syn zapyta, czy w takim razie jest sens być nacjonalistą, skoro to takie „namieszane”? I czy można być jednocześnie nacjonalistą i patriotą?

Moim zdaniem tak. Bo garstka chuliganów i nawiedzonych prawicowców nie powinna mieć monopolu na to, jak wyrażać swoje narodowe uczucia. Ten ich nacjonalizm jest zły, przez to wszystkim się źle kojarzy. Mamy jednak prawo do swoich uczuć, zarówno wobec narodu, jak i miejsca, w którym żyjemy. Nie ma też powodów, by być tylko patriotą, jak z powodzeniem można stać się również przyzwoitym nacjonalistą. Na co dzień zresztą rozróżnienie to nie jest takie ważne, bo najlepiej być po prostu świadomym obywatelem.

Fot. Muzeum Powstania WarszawskiegoFot. Muzeum Powstania Warszawskiego

Wywołaj wspomnienia, daj dzieciom impuls, by zrozumiały

Idziemy na spacer na Stary Mokotów w Warszawie. Przejdziemy obok wielu miejsc pamięci na Dąbrowskiego, Odolańskiej, Różanej, Narbutta, Kazimierzowskiej, Olesińskiej. Pokażę chłopakom pamiątkowe tablice. Zwykle koło nich przechodzimy obojętnie. Tym razem mamy okazję, by spojrzeć inaczej. Pomogę sobie aplikacją „Pamięć Miasta”, w której znajdę opisy miejsc pamięci oraz mapy. Aplikację można pobrać tu, a tu znaleźć więcej informacji na jej temat.

Mam nadzieję, że mój starszy syn zapyta od razu, dlaczego pokazuję im miejsca pamięci Powstania Warszawskiego, a opowiadałam przecież o II Rzeczpospolitej. Jeśli nie, to przypomnę dzieciakom wakacyjną wizytę w Muzeum Powstania. Wyszli stamtąd oszołomieni, choć pilnowaliśmy wtedy, by opowieść o Powstaniu ograniczyć tylko do pokazania im, jak się w stolicy żyło, jak dzieci się uczyły, co robiły w schronach, skąd było jedzenie w czasie okupacji. Chłopcy są za mali na przyczyny i skutki, a tym bardziej na interpretacje. Baliśmy się mówić o śmierci. Niepotrzebnie, bo w swoich kilkuletnich rozumach szybko wszystko sobie poukładali. Zaskoczyli nas tym. Starszy dociekał jednak, dlaczego ludzie chwycili za broń, przecież mimo wojny można było jakoś przetrwać. Odpowiedziałam, że było im tak bardzo źle, gdy patrzyli na to, co z ich miastem robili Niemcy, że woleli zaryzykować życie, by go bronić. Syna to nie przekonało. Pytanie „mamo, ale jak to?” po wizycie w Muzeum jeszcze kilka razy pojawiało się w naszych rozmowach. Podsunęłam mu „Kamienie na szaniec”, przeczytał z zapartym tchem, ale nadal nie rozumiał. Dziś nadarzyła się okazja, by to wyjaśnić. Wizyta w Muzeum to był ważny moment, mimo swojego wieku obydwaj chłopcy weszli na chwilę z „tu i teraz” w inną przestrzeń. Stali się wrażliwsi. Czas więc na kolejny krok.

Fot. Muzeum Powstania WarszawskiegoFot. Muzeum Powstania Warszawskiego

Podczas spaceru po Starym Mokotowie opowiem im, że ludzie, którzy tu podczas Powstania ginęli, krótko cieszyli się niepodległym krajem i tym bardziej trudno było im zaakceptować okupację. W II Rzeczpospolitej zaczynali szkoły, pracę, układało im się życie. Byli z tego dumni. Zwłaszcza, że żywa była pamięć 123 lat zaborów. Na pewno w wielu domach mówiło się o tym często, dziadkowie i rodzice wspominali I wojnę, Marszałka, podkreślali radość z odzyskania państwa. Cieszyli się do 1 września 1939 r. A potem strach, okupacja, poczucie niesprawiedliwości. Zwrócę uwagę synów na te uczucia, ale też na specyficzne poczucie wspólnoty, które w takich wypadkach jest szczególnie mocne i staje się motorem do podjęcia nawet nierównej walki. To jedność losów, doświadczeń. To również troska o wspólną przestrzeń, nasze miejsca. Patriotyzm i nacjonalizm, które są ponadczasowe, choć dziś inne niż 70 lat temu.

Wrócimy do domu. Chłopcy zaczną się bawić, ale ja wiem, że ta lekcja uczuć nie pójdzie na marne.

Wiem, że moi synowie nie zniszczą ławki w parku, nie wyrzucą śmieci na ulicę, nie przejdą obojętnie obok kogoś, kto będzie potrzebował pomocy. Zapytacie, co ma piernik do wiatraka i po cholerę takie patetyczne gadanie? Wystarczy ich dobrze wychowywać. Na pewno, ale ja chcę, żeby stali się wrażliwsi, chcę dać im inną perspektywę.

Jeśli nadal będą ciekawi, poszukamy kolejnych ciekawych stron, wspomnień, opisów ludzi, zdjęć. Mnóstwo ich na YouTube'ie. Zajrzymy do książek. A gdy natkną się na relację z wyrywania płyt chodnikowych, będą wiedzieli, kto jest, a kto nie jest patriotą i nacjonalistą.

Bo my z tymi słowami nie mamy już problemu.

*Na podstawie Andrzej Walicki, "Naród, Nacjonalizm, Patriotyzm", Kraków 2009

Więcej o: