Łóżkowe przebieranki, czyli każdemu jego porno

Jest w warszawskim metrze (a ściślej: na stacji Centrum) taka legendarna sklepowa wystawa. Za jej szybą stoją kobiece manekiny. I każdy ma inny strój. Jeden przebrany jest za wydekoltowaną pokojówkę, drugi stoi w szkolnym mundurku, a trzeci...

Trzeci to policjantka, o ile założymy, że funkcjonariuszki na służbie noszą pończochy, podwiązki i spódniczki mini. I ten trzeci kupiła kiedyś moja koleżanka M., czym o mało nie doprowadziła do zawału swojego faceta. Nie, nie z podniecenia. Ze śmiechu.

Zanim opowiem dramatyczną historię M., przyjrzyjmy się bliżej „niegrzecznym” kostiumom. Wspomniane pokojówki, policjantki i „nieposłuszne uczennice” to banał dostępny w pierwszym lepszym sex shopie. Pornograficzny standard. Podobnie jak króliczki, piłkarki, więźniarki czy królewny (kurewny?). Śnieżki a la Disney. Mniej pospolitych strojów trzeba szukać za granicą.

Twój partner uwielbia Grę o tron? Zaskocz go! / fot. images.playboy.comTwój partner uwielbia Grę o tron? Zaskocz go! / fot. images.playboy.com

Z okazji tegorocznego Halloween Playboy zaproponował, by dla partnera przebrać się za postać, która ze słowem „sexy” ma niewiele wspólnego. Na przykład za komika Louisa C.K. czy za George'a Martina, autora „Gry o tron”. Sam pisarz na swoim blogu odniósł się do sprawy w następujący sposób: ”Nigdy nie kręciły mnie brodate kobiety, ale muszę wam wyznać, że >>Sexy George Martin<< jest,  hm,  sexy. Jednak jest coś bardzo niepokojącego w podniecaniu się samym sobą. To dziwniejsze, niż kazirodztwo.”

Seksowny brodacz w kaszkiecie nie jest najbardziej niepokojącym łóżkowym strojem. Weźmy na warsztat subkulturę furry, w której każdy ma swoją „fursonę” - czyli futrzaste, zwierzęce alter ego, które stara się naśladować. Ot, na przykład lisa, smoka czy niedźwiedzia. Część z członków fandomu ma specjalny „fursuit”, czyli strój przedstawiający fursonę. Niektóre fursuity tworzone są na potrzeby imprez i konwentów, a inne z myślą o łóżku.

A może uważa, że seksowny jest Louis C.K.? / fot. images.playboy.comA może uważa, że seksowny jest Louis C.K.? / fot. images.playboy.com

Jak pokaźna jest to nisza, udowadnia sklep Bad Dragon specjalizujący się w sprzedaży smoczych akcesoriów seksualnych doczepianych do strojów. Oglądanie baśniowych prąci, wagin i odbytów polecamy jednak jedynie osobom o naprawdę mocnych nerwach.

Starożytne, chińskie przysłowie głosi: każdemu jego porno. Daleka więc jestem od szydzenia z gadzich dild. Zresztą, tego typu stroje to domena prawdziwych koneserów. Tych, którzy wiedzą dokładnie, czego chcą. I w którym otworze.

A co z tymi, którzy po prostu szukają nowych doznań i za pomocą strojów i odgrywania ról chcą urozmaicić łóżkową aktywność? To właśnie przypadek M., która szczyptę pieprzu do pożycia postanowiła dodać - zupełnie bez zapowiedzi, dodajmy - za pomocą policyjnej odznaki, lateksowej czapki, kajdanek i gumowej pałki.

Mniej więcej równy kwadrans śmiechu jej partnera udowodnił prawdziwość trzech złotych zasad łóżkowego role-playingu.

1. Wszystko można, ale z wyczuciem. Odgrywanie skonwencjonalizowanych, kreskówkowych ról jest z samego założenia mocno groteskowe. Dlatego trzeba wiedzieć, kiedy się przegnie. Pałę. Na przykład policyjną.

2. Warto założyć strój, w którym będziesz się dobrze czuła. I nie chodzi tu o metkę kłującą w kark, a o komfort psychiczny. Dobrze się zastanów, czy zdzierżysz granie tirówki lub uległej sekretarki.

3. To tylko zabawa. Czemu nie pośmiać się z siebie w łóżku?

Bo wiecie, M. nie przeżyła traumy. Nie obraziła się na faceta. Zaczęła śmiać się razem z nim. Co od dłuższego czasu nie zdarzało im się w łóżku. A to zawsze jakaś wartość, prawda?

PS. Czwarta zasada łóżkowego role-playingu brzmi: na samym początku lepiej unikać stroju smoka z gumowym odbytem.

Więcej o: