Kiedy woda sodowa uderza do głowy, budzą się demony

Woda sodowa z saturatora była kultowym napojem epoki PRL-u. Ta lepiąca się szklaneczka z wyszczerbionym brzegiem, pełna fascynujących bąbelków. Któż jej nie pragnął w upalny dzień. Woda sodowa to płyn o przedziwnych właściwościach. Zwłaszcza, gdy uderzy do głowy twojemu szefowi.

Kiedy uderza do głowy twojego przełożonego, masz ochotę na czyny karalne, zabronione i z gruntu złe. Nie chcesz jednak spędzić najbliższych 15 lat za kratkami, więc tylko bierzesz głęboki oddech i powtarzasz w myślach mantrę pracownika doprowadzonego do granic wytrzymałości: „ja pi****ę”. Chwilę później odreagowujesz paląc fajka z Madzią z windykacji. Bo nic tak nie łączy jak pięciominutowy papieros frustracji, gdy możesz się pożalić koleżance z zaprzyjaźnionego departamentu.

Symptomy ataku sodowego na mózg są proste do zidentyfikowania. Zaś ich moc jest wprost proporcjonalna do stanu irytacji, w którym pozostajesz podczas kontaktu z osobą, której woda sodowa uderzyła do głowy. Okazuje się, że nie pracujesz ze zwykłym szefem. O nie. Masz zaszczyt pracować z GWIAZDĄ, z jakąś pieprzoną supernową i w ogóle to wyraź wdzięczność za to, że możesz podziwiać ten blask wiedzy i merytoryczne Himalaje.

Tymczasem szef, któremu woda sodowa uderzyła do głowy pozwala sobie coraz śmielej na głupie przysrywanki. Pozwala sobie, bo wie, że może. Bo przepełnia go poczucie bezkarności i samozadowolenia. Czuje się niezastąpiony i niezatapialny jak Titanic. Czuje władzę. Woda sodowa sprawia, że traci umiejętność samokontroli i staje się bezkrytyczny. Staje się też coraz bardziej chamski. Na tyle, że to chamstwo powoli zbacza w stronę mobbingu. Nie wypowiada jednego zdania bez wbicia szpili, nie ma dnia bez publicznej chłosty przynajmniej jednego pracownika. Im więcej bąbelków tym bardziej rośnie jego potrzeba kontroli podwładnych. Sprawdza cię na każdym kroku. Jesteś na szkoleniu, to super, zadzwoni do ciebie tylko 20 razy, żeby sprawdzić dlaczego jeszcze nie odpisałeś mu na maila. To nic, że jesteś na szkoleniu, gdzie teoretycznie powinieneś skupić się na zdobywaniu wiedzy. Masz być dyspozycyjny i mieć podzielną uwagę, w końcu nie po to w ciebie inwestuje grube pieniądze i to jeszcze unijne. Jesteś w delegacji. Dzwoni co godzinę, żeby sprawdzić gdzie jesteś, czy dojechałeś, czy aby się nie opierdalasz na hamaku, czy pracujesz dostatecznie ciężko, czy nie zrobiłeś sobie zbyt długiej przerwy. Bo jesteś poza zasięgiem jego wzroku, nie grzejesz krzesła przy biurku i na pewno coś kombinujesz. Coś niewłaściwego. Naciągasz go i chcesz wysterować. Gdyby mógł, zamontowałaby ci czipa z gpsem. I śledziłby na mapie, dokąd się aktualnie przemieszczasz. Powoli zaczynasz czuć się jak ofiara stalkera.

Dociekliwość szefa, któremu odwaliło powoli sięga spraw prywatnych. Zerka w twój telefon, żeby sprawdzić któż to do ciebie w godzinach pracy wyzwania, gdy ma dość tupetu potrafi ten telefon odebrać. Wypisujesz wniosek urlopowy. Spodziewaj się wezwania na dywanik. „A po co? A na co ten urlop?”

W końcu przestajesz odbierać od niego telefony. Najgorzej. Po tym jak dostałeś opiernicz za to, że twój pociąg się spóźnił. „Trzeba to było przewidzieć i pojechać wcześniejszym. Twoja wina. Bardzo wielka wina. Przecież wszyscy wiedzą jak wygląda sytuacja na polskich torach.” Już po tobie. Masz grubo przerąbane. Masz również 18 nieodebranych połączeń, pięć smsów i dwa maile. Wiadomości o charakterze opierdzielającym. W końcu odpisujesz, że telefon ci się rozładował oraz, że to jest twój PRYWATNY numer, nie służbowy, ponieważ takiego nie posiadasz. Piszesz również, że nie masz obowiązku odbierać prywatnego telefonu. No to sobie przechlapałeś dokumentnie. Jesteś w Rowie Mariańskim, albo jeszcze głębiej.

Skąd się bierze woda sodowa, Tadeusz BaranowskiSkąd się bierze woda sodowa, Tadeusz Baranowski

Zastanawiasz się jak do tego doszło. Kiedy to się zaczęło. Dostał awans i podwyżkę. Większa kasa, większy stres. A stres i władza stają się doskonałą pożywką dla wewnętrznego despoty, który rośnie w siłę. Wcześniej był normalny. Czepiał się czasem, jak to szef, ale rozsądnie, wtedy kiedy trzeba się czepiać. Z umiarem, dowcipem i celną puentą. Jeśli krytykował to konstruktywnie. A teraz? Masz wrażenie, że tworzy problemy tam gdzie ich nie ma, że wścieka się i ciska wirtualnymi talerzami. Po prostu mu odwaliło.

Początkowo się tym przejmowałam. Wiecie, ten skurcz w żołądku, kiepski sen. Jakaś nerwowa reakcja na dźwięk dzwonka telefonu. Teraz zaczęłam to traktować jako ciekawostkę przyrodniczą. Zaczęłam też rozglądać się za nową pracą, no bo kurde ta woda sodowa to jednak nie jest zdrowy napój.

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: