Hogwart jest w Polsce! Nowe zastosowanie starego zamku

Ta wiadomość od kilku dni sukcesywnie przebija się przez informacyjny szum w internecie - słynna Szkoła Magii i Czarodziejstwa istnieje i ma się świetnie. Dzięki zaproszeniu mugolskiej prasy na listopadową sesję wiemy, że jej domem jest nasz polski zamek.

Bardzo się ucieszyłam, że ktoś wpadł na świetny pomysł zaproszenia w skromne, gotyckie progi Zamku Czocha uczniów jednej z najsłynniejszych fikcyjnych szkół dla czarodziejów. No dobrze, przyznaję się bez bicia - lubię też patrzeć na LARPy. LARP, Live Action Role Play (zawsze czuję się jak baran, kiedy muszę to po raz kolejny wyjaśniać) to taka forma teatru, tylko zamiast w Hamleta możesz się wcielić w bohatera ulubionej gry komputerowej, filmu czy książki, a fabuła i rekwizyty są ściśle związane ze światem, z którego pochodzi twoja postać. Przede wszystkim uwielbiam dobrych cosplayerów - zwłaszcza tych, którzy sami projektują i przygotowują swój strój i ekwipunek, wreszcie z niemałym zaangażowaniem wcielają się w nową rolę podczas konwentów i LARPów właśnie.

LARP w Zamku Czocha, fot. Christina MolbechLARP w Zamku Czocha, fot. Christina Molbech

I taki LARP ze świata Harry'ego Pottera odbył się w listopadzie w Zamku Czocha. Dwustu amatorów magii skrzykniętych przez polsko-duńską ekipę przybyło po to, by uczyć się obrony przed czarną magią, przygotowywać do zostania Aurorem, wreszcie opanować umiejętności pozwalające na bycie dobrym Animagiem. W czasie trwania czterodniowego kursu pod egidą College of Wizardry odbywają się też - a jakże - uczty oraz turniej Quidditcha.

LARP w Zamku Czocha, fot. Christina MolbechLARP w Zamku Czocha, fot. Christina Molbech

Nie brak pojedynków magicznych, zdarzają się drobne sprzeczki i większe konflikty. Zdjęcia z pierwszego zjazdu czarodziejów w Zamku Czocha wyglądają bardzo sympatycznie. Nie zdziwię się, jeśli organizatorzy będą musieli powtarzać takie LARPy częściej. Bo choć następne spotkanie już w kwietniu, to podejrzewam, że w czasie zapisów (11 grudnia) większość miejsc zostanie zarezerwowana. Tym bardziej, że o Hogwarcie w Polsce zdążyło już napisać kilka zagranicznych czasopism - nie tylko "Prorok Codzienny", ale też najróżniejsze mugolskie dzienniki. Będzie się działo. I taki sposób na wykorzystanie mojego ukochanego zamczyska bardzo mi pasuje.

Dla mnie Zamek Czocha to miejsce szczególne. Pamiętam, kiedy odkryliśmy go dla siebie. Podekscytowany tata wpadł z mapą i oznajmił, że nieopodal naszego letniska jest tajemnicze zamczysko, a obok niego wielki zalew. Kto kiełkował dzięki pożywnej glebie literatury przygodowej, ten pewnie rozumiał ekscytację narastającą w sercu tamtej jedenastoletniej mnie, która wtedy wsiadała do samochodu zgarniając ze sobą jeszcze ręcznik i kostium kąpielowy. Wreszcie jakaś odmiana od leniwych, wyprażonych w słońcu pól, od szwendania się po pagórkach, zagajnikach i okolicznych ruinach, od zmyślania własnych opowieści podczas wieczorów na poddaszu. Woda! Zamek! Brzmi jak przygoda. Pamiętam pierwszy spacer, wtedy parking był ledwie symbolicznym skrawkiem ubitej ziemi dla paru samochodów. Zieleń wokół budynków była nieco zdziczała, ale sam zabytek imponujący. Z perspektywy gościa podążającego w stronę wysokiego kamiennego mostu prowadzącego do bramy wjazdowej (a co! dobry zamek musi być otoczony fosą, a dostęp do niego wiedzie mostem, wie to każdy konstruktor zamków z piasku!) całość przypomina wielopoziomową mozaikę - mury obronne i baszty, za nimi zabudowania zamkowe, gdzieniegdzie wypatrzyć można szachulcową konstrukcję ścian, a spadziste dachy mienią się wszystkimi odcieniami rudości. Nad wszystkim zaś góruje przysadzista wieża zwieńczona miedzianą kopułą.

Zamek Czocha, fot. Christina MolbechZamek Czocha, fot. Christina Molbech

Pierwsza wizyta była dzika. Turystyka w tym rejonie dopiero się rozwijała, ale przewodnicy mieli nieco więcej swobody. Chodziliśmy więc za panią, która z zaraźliwym entuzjazmem opowiadała o burzliwych losach Zamku Czocha. Z tamtego spaceru najsilniej utkwiły mi w pamięci wspomnienia o Cyganach, którzy na parkiecie sali balowej rozpalali zimą wielkie ogniska, oraz o sekretnych przejściach. Pani demonstrowała nam dokładnie działanie mechanizmów ukrytych w boazerii. Przemykaliśmy wąskimi korytarzykami wygospodarowanymi w przestrzeni między ścianami zewnętrznymi zamku a komnatami królewskimi.

Było, oczywiście, sporo dat. Dzieci zawsze puszczają mimo uszu takie informacje jak "pierwsza wzmianka pochodzi z 1264 roku”. Data jak każda inna, choć przecież w tym samym roku Papież Urban IV ustanowił święto Bożego Ciała, Legnica otrzymała prawa miejskie, a wojska polskie pokonały Jaćwingów. Wszystko to z mojej ówczesnej perspektywy stanowiło wiedzę bezużyteczną. Dla smarkatej wersji mnie liczyło się "tu i teraz” - grube, zimne, ciężkie mury, ciemne, równie grube drewno zdobień, wreszcie niezliczone opowieści o zamurowanych żywcem, wrzuconych do studni i jeszcze inaczej zadręczanych osobach. No wiecie, każdy prawdziwy zamek musi zawierać kilka historii o osobach zamurowanych żywcem oraz legendę o jakimś duchu.

Wreszcie słuchaliśmy o wszystkich filmach, które kręcono w tym zamku. Kiedy tam stałam, niewiele starsza od Harry'ego Pottera, gdy pierwszy raz zobaczył Hogwart, nie podejrzewałam nawet, jak bardzo magiczne jest to miejsce.

LARP w Zamku Czocha, fot. Christina MolbechLARP w Zamku Czocha, fot. Christina Molbech

Podczas kolejnych wizyt mogłam obserwować, jak zamek ładnieje, ogrody zaczynają wyglądać kwitnąco, wreszcie całość przechodzi śmiało z okresu siermiężnej turystyki do nowej ery prężnej komercjalizacji - zamiast muzeum rozrasta się tu hotel, zamiast zwiedzania - przybywa ofert na inne rozrywki. Uczucia pozostawały mieszane, ale każdy mieszkaniec Dolnego Śląska, któremu leży na sercu los naszej małej Doliny Loary i jej przyległości (tak, tak, mamy tu niezłe zagłębie pałacowo-zamkowe, większość budynków jednak umiera powoli opustoszała, zaniedbana i niekochana) wie, że cokolwiek, co pozwala utrzymać zamek w dobrym stanie, jest lepsze niż stagnacja. Na szczęście jeden dobry LARP wystarczy, by rozsławić nasz piękny zabytek w świecie. Nie tylko tym fikcyjnym.

Więcej o: