Intryga w kinie. O grubych machlojach w niecienkich filmach

W prawdziwym życiu zmęczona jestem wszelkimi aferami, zwłaszcza politycznymi. Natomiast uwielbiam kino z mocną intrygą, gdzie zagadka goni zagadkę, a jej rozwiązanie czasami jest naprawdę zaskakujące.

W związku z tak głębokim wyznaniem postanowiłam przygotować dla was listę moich ulubionych filmów z grubym spiskiem i knowaniem. Nie wymienię wszystkich filmów z tej kategorii, bo nie będzie zabawy dla was. Ja podam kilka tytułów, a wy dajecie swoje ulubione i przekrzykujemy się w komentarzach, dlaczego nasz film jest lepszy od innego. Tylko pamiętajcie drodzy foszanie, bez spojlerów. Nie psujmy innym zabawy.

INFILTRACJA

Remake chińskiej "Piekielnej gry”, która muszę powiedzieć też zła nie jest. Ale jak mam do wyboru popatrzeć na Leonardo DiCaprio, Matta Damona, Jacka Nicholsona i Marka Wahlberga w jednym filmie to chyba wiadomo co wybiorę. I nie chodzi tutaj o urodę panów (tak, tak to sobie tłumaczę), ale o grę aktorską na wysokim poziomie. Martin Scorsese ma w sobie siłę przyciągania śmietanki i jak widać na załączonym obrazie dobór aktorów jest idealny. Wybór ten przekonał do siebie również Akademię Filmową, która nagrodziła film aż czterema Oscarami w tym za Najlepszy film i reżyserię.

"Infiltracja” to film o policjantach i złodziejach, ale zupełnie inny od tego do czego przyzwyczaił nas Pan Scorsese. Ci źli nie noszą grubych złotych łańcuchów i sygnetów, chociaż welurowy dres już tak. Są paskudni do szpiku kości i nie mamy dla nich ciepłych uczuć tak jak to było w przypadku "Chłopców z ferajny”. Ci źli służą w policji i odwalają kawał dobrej, kreciej roboty dla swoich szefów. I to jest moc tego filmu. Z jednej strony policjanci próbują namierzyć kreta w szeregach mafii, z drugiej strony mafia próbuje namierzyć kreta w szeregach policji. Jednego gra DiCaprio, a drugiego Damon. Obydwaj panowie świetnie radzą sobie w swoich rolach, ale moje serduszko i tak bije do Jacka Nicholsona, który wciela się w ojca chrzestnego. Nie jest to może jego najlepsza rola, ale mimo wszystko ma momenty. No i wiecie, ten diabelski uśmieszek i te dzikie oczy to jest to, co misie lubią najbardziej. Podoba mi się również występ Martina Sheena, Marka Wahlberga i Very Farmigi, chociaż ta ostatnia ma w sobie coś irytującego.

PANACEUM

Film w reżyserii Stevena Soderbergha z bardzo zgrabnie skrojoną intrygą. Młoda kobieta zabija we śnie swojego męża. We śnie, gdyż lunatykuje pod wpływem leków antydepresyjnych, które zapisał jej psychiatra. Zostaje pytanie czy to kobieta z zimną krwią zabiła męża, czy to może wina leków, które zostały jej przepisane? Więcej na temat samego scenariusza nie powiem, bo filmy powinno się po prostu oglądać.

Mogę natomiast powiedzieć, dlaczego polecam ten film. Intryga wciąga, widz zaczyna zastanawiać się co będzie dalej i jak to wszystko się potoczy. Widzimy manipulację, a także niechęć niektórych bohaterów do brania odpowiedzialności za swoje czyny. Mamy też sprawnie grających Jude'a Law, Catherinę Zeta-Jones, irytującą mnie Rooney Marę i Channinga Tatuma. Niestety nie przepadam za Panią Mara, ale doceniam jej wkład w ten obraz.

SZPIEG

W tym filmie jest dla mnie wszystko. Aktorzy, scenografia, scenariusz i reżyseria to jedna wielka olśniewająca uczta dla oczów widza. Scenariusz został oparty na książce Johna Le Carre pt: "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg”.

Jeżeli lubicie filmy o przygodach agentów Jej Królewskiej Mości to tutaj to dostaniecie. Uprzedzam jednak, że James Bond to nie jest, a agenci MI 6 swoim wyglądem przypominają dziadków i wujków, a nie łamiących serce amantów. Agenci nie mają też super, ekstra gadających długopisów i świecących w ciemnościach okularów, ale mają złożone osobowości, które wciągają obserwatorów w opowiadaną historię. W MI6 dochodzi do zdrady na najwyższym szczeblu. Wśród samej wierchuszki wywiadu siedzi szpieg, którego trzeba wyśledzić i zdjąć.

Zdecydowanie w filmie na pierwszy plan wysuwa się postać grana przez Gary'ego Oldmana. O mamusiu!!! jaki on jest tutaj najlepszy i jak mogę się na niego gapić non stop. No dobrze, nie mogę, bo co pewien czas muszę się gapić na Colina Firtha i Toma Hardy'ego, który co prawda jest tutaj blondynem, ale wybaczam mu to dla dobra ogółu. Tomas Alfredson - reżyser - może dlatego, że jest Szwedem ma jakąś jazdę na pomalowanie chłopców na blond. Benedict Cumberbatch też łazi tutaj w wersji blond i też tego nie pochwalam.

No dobrze, ale to nie jest film o włosach, tylko o wielkim skandalu w samym sercu brytyjskiego wywiadu. Nie mamy tutaj dynamicznej akcji, nie mamy efektownych wybuchów i pościgów, mamy za to świetnie opowiedzianą i mocną aferę szpiegowską.

ANGIELSKA ROBOTA

Jason Statham to jeden z tych aktorów na którego patrzę i widzę piękno, stąd moja ocena filmu może być wygórowana. Odkładając jednak na bok westchnienia do Pana Stathama uważam że, "Angielska robota” to naprawdę dobry film. Historia w nim przedstawiona oparta jest o prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce w Londynie w roku 1971. Napadnięto wtedy na bank przy Baker Street. Łupu nigdy nie odzyskano, a złodziei nie ujęto.

W filmie historia ma się jednak nieco inaczej, bo łupem pada zdjęcie księżnej Małgorzaty w niekrólewskiej sytuacji. Do końca nie wiemy co księżniczka robi, ale jest to na pewno coś nieprzyzwoitego i mogłoby zaszkodzić jej wizerunkowi oraz wizerunkowi całego Pałacu Buckingham. Kasa też ginie, ale to zdjęcie i pewien pamiętnik są najcenniejszą zdobyczą. Zdobyczą, która sprowadza na złodziei prawdziwe kłopoty.

Myślę, że będę sprawiedliwa oddając hołd Davidowi Suchetowi w roli czarnego charakteru. Dla mnie to zawsze był "Hercules Poirot", a tutaj takie miłe "rozczarowanie”. Podobne odczucia miałam w stosunku do Robina Williamsa, kiedy wcielił się w rolę psychopaty w "Bezsenności”.

ZABÓJCZY NUMER

To ostatni film na mojej liście,w końcu musi też coś dla was zostać.

"Zabójczy numer” to znowu plejada aktorów z najwyższej półki. Obok Bruce'a Willisa, Morgana Freemana, Bena Kingsleya, Stanleya Tucciego czy Lucy Liu, zobaczymy tutaj również Josha Hartnetta. Tak się składa, że Hartnett gra jedną z głównych ról, ale umówmy się, aż tak wybitny aktor to on nie jest, więc wymieniam go na końcu. Tak psikus z mojej strony. Reżyser obrazu Paul McGuigan całkiem sprytnie łączy konwencję filmu sensacyjnego z filmem komediowym. Myślę, że "Zabójczy numer” przypadnie do gustu fanom Quentina Tarantino, który lubi dramatyczne sytuacje ubierać w ironię i żart. Jeżeli zaś chodzi o zagadkę, to jest ona dość spektakularna i z tego co pamiętam za pierwszym razem jej nie rozwiązałam.

Więcej o: