Wolne w Wigilię?! A na co to komu?

Kilka lat temu Święto Trzech Króli znów stało się dniem wolnym od pracy, ale ten prezent nie cieszy tak bardzo. Polacy chyba woleliby mieć wolne w Wigilię.

Dostaliśmy prezent, ale będziemy wybrzydzać, taka już natura ludzka. Zazwyczaj łapczywie wyglądamy kumulacji długich weekendów, szukamy okienek transferowych, kiedy to możemy przerzucić sobie jeden dzień pracy w tygodniu A na weekend w tygodniu C, byleby tylko czmychnąć gdzieś, choćby pod samochód, choćby do piwnicy, robić przez sześć dni pranie, jednocześnie wrzucając wpisy na forum Kafeterii. Ale nie tym razem, o nie! Dostaliśmy prezent w postaci nowego dnia wolnego od pracy - Święta Trzech Króli - jednak odkąd go wprowadzono ustawowo, stary dobry spór o to, że dzień Wigilii Bożego Narodzenia powinien nam się święcić wolnym od pracy - powrócił z nową mocą.

Gdy miałam sześć lat, byłam zdziwiona, że moi bliscy muszą zasuwać do zakładu pracy w Wigilię. Tak bowiem już wyszło w naszej rodzimej tradycji, że najwięcej uwagi przykłada się właśnie do wigilijnej wieczerzy. Może to przez te potrawy - dwanaście - wszystkie bardziej świeże niż z mrożonki. Może przez poczucie, że przy wigilijnym stole należy zgromadzić jak największą liczbę bliskich osób, choćby ciocia musiała siedzieć wujkowi na kolanach, a pradziadek miał po kombatancku zwisać u żyrandola na pasach od spadochronu. Wychodzi na to, że choć z definicji Wigilia Bożego Narodzenia ma być dniem przedświątecznym, okresem wzmożonego czuwania i trzymania straży, to z praktyki wynika, że zarówno pierwszy, jak i drugi dzień świąt blednie w obliczu wigilijnej wieczerzy.

Jacek Malczewski Jacek Malczewski "Wigilia na Syberii"

Dwanaście wigilijnych potraw KTOŚ musi przygotować. Owszem, sprawna i nowoczesna pani domu korzysta z outsourcingu i generuje stołowy content poza środowiskiem homecookingowym. Koniec końców jednak, choć wieczerzać zaczynamy wieczorem, to jednak trzeba to jakoś ogarnąć. Niewyspani i nerwowi domownicy stają więc zazwyczaj na głowie, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik. Praca w taki dzień jest raczej symboliczna, niekiedy nosi znamiona ucieczki z domowego piekiełka. Trudno mówić o generowaniu PKB - większość osób po prostu się relaksują w swojej fabryczce. Oczywiście, nie wszyscy. Wiem, że są tacy, co nawet w Wigilię tyrają z wywalonym ozorem i w myślach przeklinają tych skurczybyków, przez których muszą się tak uwijać.

Co mógłby dać nam dzień wolny od pracy 24 grudnia? Teoretycznie więcej czasu na spokojne przygotowanie całej wieczerzy. Może też czas na dojazd do domu rodzinnego? Mniej logistycznych wygibasów związanych z dzieleniem czasu i miejsca na dwoje?

Powiem szczerze, nie dziwię się ludziom, którzy marudzą, że zamiast nowego, wolnego świątecznego dnia w Święto Trzech Króli woleliby mieć nowy, wolny dzień w Wigilię. Choćby oponenci tupali nogą, że to niezgodne z właściwym znaczeniem, że tylko w takim (wstaw jakieś obraźliwe określenie na katolicyzm) grajdole ktoś żąda dnia wolnego z powodu jakiegoś czuwania, to z tradycjami nie wygrają. A nasza krajowa tradycja jest taka, że właśnie Wigilia jest ważna, jeśli nie najważniejsza. Z drugiej strony - jak wiele zmieni ten dzień wolny? Podejrzewam, że nie tak znowu dużo. Ci, którzy muszą pozostać na szychcie i tak będą na niej trwali. Ci, którzy dostają pypcia w związku ze świątecznymi przygotowaniami i tak będą go dostawali, może nawet wcześniej. Zaraz się okaże, że najgłośniej biją w tarabany ci, którzy mają tradycje w głębokim poważaniu i chcą po prostu wcześniej wyfrunąć na wymarzony zimowy wypoczynek z dala od kraju kwitnącej cebuli.

Więcej o: