Produkcje filmowe i serialowe z 2014, które mnie rozczarowały

Osobistych podsumowań ciąg dalszy. Opowiedziałam wam już o kilku filmach i serialach, które powstały w 2014 i zachwyciły mnie. Teraz pora na te, które nie zrobiły na mnie najlepszego wrażenia, albo wręcz - rozczarowały.

AMERICAN HORROR SHOW: FREAK SHOW

Czwarta część serii, z którą wiązałam duże oczekiwania. Niestety, zawiodłam się. Tak to niestety bywa, że jak coś jest kręcone w dużych ilościach, to jakość po pewnym czasie zaczyna spadać. Takie mam właśnie odczucia po obejrzeniu najnowszej serii American Horror Show. Z jednej strony, wybitna Jessica Lange i świetny Finn Wittrock, z drugiej strony - jakaś nuda, która coraz bardziej oplata scenariusz. Na pewno na plus dla twórców jest to, że postaci, które występują w cyrku, są wzorowane na prawdziwych, żyjących kiedyś cyrkowcach i "potworach" z gabinetów osobliwości. Świetnym zabiegiem jest też stosowanie coverów stosunkowo nowych kawałków muzycznych w archaicznych aranżacjach, które pasują do epoki przedstawianej w serialu. Jak na razie miałam tydzień, podczas którego na loopie leciał u mnie kawałek Lany Del Ray w wykonaniu pani Lange. Lange pozamiatała po całości, stworzyła tę piosenkę na nowo. Dla tych, którzy będą chcieli posłuchać, polecam zwrócić uwagę na akcent aktorki. W serialu gra Niemkę i z takim akcentem wykonuje ten utwór.

A wracając do samego scenariusza - historia zaczyna mnie nudzić i nie jestem pewna, czy obejrzę całą serię do końca. Ach, czy wspominałam, że pan Wittrock, wcielający się w postać Dandy Motta to perfekcyjnie zagrany świr i tylko dla scen z nim oglądam tę część?

POD MOCNYM ANIOŁEM

Z przykrością to piszę, ale ten film mnie zawiódł. Uwielbiam kino, które serwuje nam pan Smarzowski. Uwielbiam jego aktorów. Ale ten obraz filmowy mnie przerósł. Prawda jest taka, że nie udało mi się obejrzeć go do końca. Spodziewałam się tego, co mogę zobaczyć w filmie, ale nie spodziewałam się bardzo męczącego dla mnie montażu. Skaczący kadr skutecznie zniechęcił mnie do całościowego odbioru filmu. Nie przytrzymali mnie w fotelu Więckiewicz, Braciak, Jakubik, Dorociński, Preis, Kuna, Bielska czy Wyszołkówna. Umówmy się, tam była cała plejada najlepszych polskich aktorów, których kunszt cenię zawsze i wszędzie. Stąd właśnie moje rozczarowanie tym filmem, nie mogłam na nich patrzeć, bo kadr mi skakał. Nie wzruszał mnie za bardzo naturalizm scen, które były momentami odrażające. Byłam na nie gotowa i czułam, że takie właśnie będą. Nie byłam za to gotowa na montaż.

FURIA

Wszystko źle. Chciałam obejrzeć film o wojnie, a dostałam proamerykańską dawkę bełkotu. Mnie ten film po prostu znudził już w pierwszej połowie, był przewidywalny i pełen niczego. W momencie, w którym pojawiły się sceny z efektem pocisków smugowych, miałam wrażenie, że to "Gwiezdne Wojny". Aktorzy też mnie nie chwycili za serce. Mam wrażenie, że pan Pitt był tutaj jakiś taki właśnie nijaki. To nie jest zły aktor i pokazał to wielokrotnie. Pan LaBeouf? Tak, widziałam go w tym filmie, ale nie widziałam, żeby grał. Czytając opinie na temat "Furii” mam wrażenie, że większość odbiorców jest zadowolona z tego, co zobaczyła. Możliwe, że zobaczyli w tym obrazie filmowym coś więcej niż mnie się udało.

PRZEZNACZENIE

Tutaj mam zgrzyt. Film, który zapowiadał się naprawdę ciekawie, zrobił się tak pokręcony, że po obejrzeniu zaczęłam się zastanawiać, co to właściwie było? Spodziewałam się sensacji, a dostałam zawrotu głowy. Mamy tutaj intrygę, która wciąga widza, ale później robi się tak zagmatwana, że gdzieś uciekł mi sens filmu. Może jest po prostu za ciężki dla mnie.

Na wyróżnienie zasługuje jednak pani Sara Snook, która naprawdę świetnie poradziła sobie ze swoją dwuznaczną rolą. Dziewczyna ma duży potencjał i bardzo jestem ciekawa, jak dalej potoczy się jej kariera. Pan Ethan Hawke miał z kolei więcej lepszych występów niż ten, który serwuje nam w "Przeznaczeniu”.

ZAGINIONA DZIEWCZYNA

Film na który czekałam i po którym mam duży niesmak. Uwielbiam Davida Finchera za całokształt i za każdym razem cieszę się jak dziecko, kiedy kręci coś nowego. W tym wypadku dziecko się zawiodło. Chciałam intrygi, która wbije mnie w fotel tak, jak było to w przypadku "Gry”. Chciałam emocji jak z "Siedem”, a dostałam nudę i przewidywalność.

Nie chcę zdradzać szczegółów akcji, ale wydaje mi się, że film byłby ciekawszy i bardziej zaskakujący gdyby Neil Patrick Harris zagrał kogoś więcej niż byłego chłopaka głównej bohaterki. Miał w sobie coś, co potencjalnie mogłoby zrobić z niego dobrego świra i zupełnie zmienić bieg wydarzeń. Tak się jednak nie stało i "Zaginiona dziewczyna” stała się po prostu nijaka. Drugą połowę filmu oglądałam już ze znużeniem.

Więcej o: