Krzysztof Łoszewski: Zbyt często zapominamy, że jesteśmy oceniani na podstawie tego, jak wyglądamy

W Brukseli, gdzie mieszkałem prawie 20 lat, latem mężczyźni nie chodzą w spodenkach jak dla małych chłopców. A u nas w upał: koszulka na ramiączkach i gumowe klapki. Dlaczego tak jest? Dlatego że nie ma w Polsce autorytetów - mówi Krzysztof Łoszewski, znawca mody i savoir-vivre'u, autor książki "Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej".

Czy jest jakiś kanon ubrań, które każdy powinien mieć?

- Przede wszystkim powinniśmy ubierać się stosownie do naszego wieku, wyglądu i sytuacji, w jakich za chwilę się znajdziemy. Problem z wyglądem dojrzałych mężczyzn w Polsce polega na tym, że zazwyczaj mają albo za małe, albo za duże marynarki. Spodnie za długie i wiszące albo opięte, bo przytyli, a szkoda im pieniędzy na nowe garnitury. Niestety, nie nosimy ubrań we właściwych dla nas rozmiarach. I jeszcze ten wątpliwy luz: Trochę mi się nie chce, nie muszę specjalnie się ubierać, mam taką pracę, że siedzę w pokoju. Są koledzy, którzy tak samo jak ja nie muszą, więc wszyscy chodzimy do pracy w polarze i dresie. Bo możemy. Albo agencje reklamowe. Tam ludzie są ubrani w tzw. luzacki sposób, więc pracownicy firm współpracujących z agencjami często mają problem z tym, jak się ubierać na spotkania. Dostosować do poziomu pracownika, z którym jest się umówionym, czy wręcz odwrotnie, być wiernym sobie. Oczywiście to może utrudniać kontakt, ale przede wszystkim należy myśleć o sobie. Kolejny problem korporacji to przesada. Na przykład zbyt kolorowe i wzorzyste bluzki oraz nadmiar biżuterii u pań, krzykliwe krawaty czy złote spinki noszone od rana przez panów. Trzeba trzymać fantazję w ryzach i nie ubierać się ostentacyjnie. Nie chodzi o to, by rozpoznawano nas z daleka, z końca biurowego korytarza.

Czytając pańską ostatnią książkę - „Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej” - zwróciłam uwagę na to, że jest ona bardzo „wyprana” z wszelkiej oceny. Nie pisze pan, że coś jest ładne, brzydkie, eleganckie, nieeleganckie, po prostu jest, jakie jest. Ja natomiast ciekawa jestem pana ocen; co pan myśli, patrząc na to, jak obecnie ubierają się ludzie?

- W książce opowiadam o ewolucji męskiej mody. Każda dekada była inna, mężczyźni się zmieniali. Zmieniał się ich stosunek do proponowanego przez projektantów stylu ubrań. Myślę, że jak człowiek wie, w czym czuje się dobrze, to patrząc na nowe kolekcje traktuje je z pewnym dystansem. Nie oceniam niczego negatywnie tylko dlatego, że mnie coś osobiście nie odpowiada. Oczywiście kolekcje tzw. sieciówek są na różnym poziomie estetycznym i jakościowym, ale np. marka Dolce & Gabbana także robi kolekcje z pogranicza kiczu. Roberto Cavalli idzie w kierunku, którego nie rozumiem - ubrania ostentacyjne w kolorze, zbyt wzorzyste, tego wszystkiego jest bardzo dużo, za dużo. Z drugiej strony te kolekcje się sprzedają i mnóstwo kobiet chce się tak ubierać, chce być zauważone. Ma być na bogato, żeby każdy od razu widział, ile to kosztowało!

Krzysztof Łoszewski i Zofia Ślotała (mat. pras. Levi's)Krzysztof Łoszewski i Zofia Ślotała (mat. pras. Levi's)

Choć jest to w bardzo złym guście.

- Oczywiście, ale to nic nowego. Na początku lat 80. wydawało mi się, że Francja jest właśnie taka, że Francuzi hołdują estetyce z pogranicza show-biznesu, że wszystko musi być trochę przerysowane - te podwijane rękawy marynarek, za duże, wywatowane ramiona, za dużo koloru. Zresztą to, co kiedyś uważaliśmy za przykład złego gustu, dziś zostało zaakceptowane. Rzecz absolutnie powszechna - logo, w modzie lat 80. było nie do przyjęcia. Nikt nie obnosił się z tym, co ma na sobie, choć dla wtajemniczonych było to od razu widoczne. Minimalizm, który pojawił się w połowie lat 90., na długo pozostał wyznacznikiem stylu. To, co pani ma sobie, czy ja, to kontynuacja takiego myślenia. Stonowane kolory, prosta forma ubrań, wszystko w pewnym sensie uniwersalne, ponadczasowe. Czarny, szary, biel i granat. To nie są kolory smutne, to kolory stonowane. W lecie, kiedy jesteśmy opaleni i wypoczęci, kolory funkcjonują zupełnie inaczej, dlatego chętniej nosi się ubrania o mocniejszych, zdecydowanych barwach. Poza tym, bardzo istotna jest kwestia praktyczności stroju. W pudrowo-różowym płaszczu od Rafa Simonsa dla Jil Sander pięknie wygląda kobieta, która wysiada z samochodu, ale już nie ta, która musi dojechać gdzieś metrem, bo ten róż zaraz będzie brudny. W Polsce to również problem budżetu, rodzinnych finansów. Przeciętny Polak nie ma pieniędzy na ubrania, dlatego tak popularne są tanie sieciówki. Ale wracając do pani pytania postawionego na początku, ja rzeczywiście nie oceniam, przyglądam się ludziom, widzę, jak są ubrani, ale nie oceniam ich.

To proszę powiedzieć, co pan widzi, patrząc na polskie ulice.

- To, że młode dziewczyny i chłopcy chcą się dobrze ubierać i funkcjonują inaczej niż ich rodzice. Ci młodzi nie zahaczyli nawet o ten okres, kiedy facet w ogóle nie ubierał się modnie, bo prawdopodobnie byłby oceniany negatywnie. Jeszcze nie tak dawno mężczyzna w różowej koszuli byłby wytykany palcami i pewnie powiedziano by, delikatnie ujmując, że jest gejem. Dziś różowych koszul pełno w Sejmie. Przeszliśmy pewną transformację stylistyczną. I ZARA, i H&M pokazały mężczyznom, jak nosić kolorową koszulę z marynarką, swetrem i spodniami, że da się to zestawić tak, by nie raziło, lecz zdobiło. Nie krytykuję sieciówek z wielu względów, także dlatego, że pokazują ludziom mniej zorientowanym w modzie, co z czym i jak łączyć. Wielcy projektanci, a raczej ich styliści, robią to samo - łączą ze sobą żakiet, bluzkę, spodnie, płaszcz, tak by klientka od razu wiedziała, jakie połączenie jest korzystne. Żeby miała gotowy zestaw, który może wyjąć z szafy, wiedząc, co z czym dobrze wygląda. Łączenie wzorów i kolorów jest trudną sztuką, dlatego mnóstwo ludzi z tego rezygnuje albo popełnia błędy.

W tym sezonie, na przykład, mamy na wystawach granatowy z czarnym. Po raz pierwszy od wielu lat oba kolory noszone razem stały się trendem w modzie, choć pamiętam, że w Polsce zawsze mówiło się, że granatowy z czarnym to okropny pomysł. A tu proszę - da się.

Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''

Jak z każdym połączeniem, zależy jaki granat z jaką czernią.

- Intensywny granat z intensywną czernią! (śmiech)

Z drugiej strony, z tymi manekinami ZARY bywa tak, że potem idzie pan do centrum handlowego czy na spacer, i widzi kilkadziesiąt takich „manekinów” - identycznie ubranych kobiet czy mężczyzn. Mało kto ma własny styl.

- Tak. Ale moim zdaniem to także kwestia tego, że my ciągle nie mamy pieniędzy, więc nie możemy mieć nietuzinkowych ubrań. Jakich mamy w Polsce dostępnych projektantów? Hugo Boss od lat z tymi samymi garniturami? Burberry, ale kogo stać na te potwornie drogie trencze z podszewką w słynną kratkę? Czasami pojawiają się Dior, Prada czy Dolce & Gabbana, jest Max Mara, a nawet Louis Vuitton, ale to głównie akcesoria albo ubrania, które też są koszmarnie drogie. Odpowiedzią są tańsze kolekcje, na przykład: GAP. Kupiłem tam sweter, ma tylko 5 procent kaszmiru, ale za to jaki jest miękki!  Dwie pary spodni po 120 złotych. Bardzo ładne, niby dresy, ale nie dresy, bo z grubej bawełny. W Polsce niestety nie ma nic pośrodku. Brak marek, które miałyby lepsze jakościowo tkaniny, a nie były tak drogie. Zawsze na zajęciach z zasad dress code'u mówię słuchaczom, że jeżeli wyjeżdżają za granicę, to powinni korzystać i robić tam zakupy. Dostaną tańsze niż w Polsce i lepszej jakości ubrania, których u nas pewnie nie znajdą. Polska ulica nadal różni się od zachodnioeuropejskiej, ale już nie tak jak 10 lat temu. Widać kolory, pomysły, indywidualizm. Są młodzi ludzie, którzy się nie wstydzą i nie boją. Oni mają w nosie, co ktoś o nich powie. To, czego jeszcze u nas nie widać, to właśnie dobrej jakości ubrania. Może dlatego że kobiety i mężczyźni, których stać na dobre ubrania, jeżdżą samochodami, a w Paryżu, Londynie, Brukseli czy Mediolanie chodzą po ulicach i jeżdżą metrem? Płaszcze z kaszmiru, dobrej jakości buty widać tam wszędzie.

Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''

Czy nie ma pan czasem żalu do polskich projektantów, że nie wypełniają tej niszy pomiędzy? Oni proponują poliester, ortalion i dres za 700 złotych. Gdyby mnie było stać na dres za 700 złotych, to pewnie mogłabym się szarpnąć na drugie 700 i kupić coś od światowej sławy projektanta.

- W Polsce projektowanie to zawód dla wyjątkowych pasjonatów mody. Projektanci sami muszą inwestować w kawałek przestrzeni, w której będą mogli sprzedawać swoje ubrania, w zapłacenie krawcowym, w nowy sprzęt do pracy, w maszyny, nowe tkaniny, personel, światło i tak dalej, to są ogromne koszty. Mnie na projektowanie w Polsce nie byłoby stać. To się tak wydaje - sukienka za 5000 złotych na bal to mnóstwo pieniędzy, ale to niewielki zarobek dla kogoś, kto musi zorganizować pokaz i zapłacić ludziom pensje. Właścicielami większości zachodnich marek modowych są ogromne spółki finansowe. Ale istnieją także firmy rodzinne, działające od ponad dwudziestu-trzydziestu lat. One miały czas na to, by zarobić pieniądze i inwestować. Ciężko z nimi konkurować. Staram się wspierać polskich projektantów, ale i ja nie mam ochoty wydawać 700 złotych na dres. Zresztą, chyba już wyrosłem z wydawania majątku na ubrania. Kiedyś bardziej się tym ekscytowałem, choć nawet wtedy kupowałem przede wszystkim ubrania uniwersalne. Dzięki temu mam na przykład buty czy koszule, które mają 15 lat. Są z genialnej bawełny i jak widać, są niezniszczalne. Może mają dziwne rękawy, za mały kołnierzyk, niektóre są zbyt szerokie, ale pod swetrem i kurtką wyglądają świetnie. Warto inwestować w bardzo dobre, klasyczne buty, które będą służyły latami pod warunkiem, że ich nie deformujemy. Buty definiują sylwetkę. Niedrogie i skromne ubranie z eleganckimi butami nabiera szyku, a cała sylwetka wygląda wspaniale.

Czy styl to coś, czego można się nauczyć?

- Tak, ale trzeba bardzo chcieć. Zrozumieć, na czym on polega, i nie ulegać temu, że znam zasady i chcę być elegancka, ale ten różowy sweter z cekinami jednak mi się podoba. Trzeba być konsekwentnym, umieć wybierać i rezygnować z modnych aktualnie ubrań. Stylu uczymy się latami, próbując jednocześnie być modnie ubranym. To też kolejna kwestia - co znaczy być modnie ubranym? Czy tak jak na zdjęciu w „Vogue'u”? Czy jak modelka na pokazie? Zdjęcie i pokaz to kolejne stylizacje. Ja wolę zobaczyć ubrania po pokazie, na wieszakach. Na przykład na pokazie garniturów Tomasza Ossolińskiego wszyscy modele są chłopięcy i bardzo szczupli i jak patrzę na nich w tych garniturach, to wiem, że nie chcę tak wyglądać. Muszę zobaczyć garnitur na wieszaku, przymierzyć marynarkę i dopiero wtedy zdecyduję, czy chcę go nosić. Pokaz jest po to, żeby szokować, uwieść, żebyśmy go zapamiętali. Zdjęcia w pismach i sesje są kolejną zabawą stylistów i stylistek. Katalogi, lookbooki to propozycja projektanta, a ulica często znajduje zupełnie inne stylizacje. Trzeba umieć z tego stworzyć coś własnego. Jeżeli ktoś to potrafi, to chapeau bas!

Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''

Wydaje mi się, że tak zwany przeciętny Kowalski ma jeszcze w sobie jakiś wstyd czy strach, bo widzi tych chudych chłopców na wybiegach i myśli sobie: "No dobrze, ale ja przecież nie mogę się tak ubrać, będę wyglądał śmiesznie".

- Mody nie tworzą modelki i modele. Moda to pewna koncepcja, propozycja ubioru. Każdy z projektantów wymyśla coś innego. Na targach tkanin Premiere Vision w Paryżu w halach wystawowych ściany są pomalowane na kolory, które będą obowiązywały w przyszłym roku, ale każdy z tym samym kolorem zrobi co innego, potraktuje go inaczej. Jeden w kolorze pomarańczowym zrobi sukienkę, inny całą kolekcję, a jeszcze inny wykorzysta go tylko jako podszewkę albo drobne akcesoria. Tak powstają trendy. Ale nie należy traktować ich dosłownie i myśleć: Muszę być tak ubrany. Ktoś, kto ma metr pięćdziesiąt wzrostu i nosi rozmiar 42, w pomarańczowych spodniach nie będzie wyglądał dobrze, ale może mieć pomarańczową apaszkę albo torebkę, coś, co pokaże, że wie, co jest modne. Cętki dzikich zwierząt na jednych wyglądają interesująco, na innych wulgarnie. Wszystko zależy od tego, co to jest i jak to potrafimy nosić.

Jak pan ocenia to, jak ubierają się polskie gwiazdy i celebryci? Ja często jestem zaskoczona tym, jak bardzo drogo, a zarazem tandetnie są w stanie ubrać się niektóre znane osoby.

- Wie pani, często zadaje mi się pytanie: który z naszych polityków jest ubrany najlepiej? Na podstawie czego mam to powiedzieć, na podstawie garnituru w Sejmie? To jego uniform, strój do pracy. Jedni są szczuplejsi, inni są grubsi, jedni mają dobrze skrojony garnitur i wyglądają elegancko, inni nie i wyglądają gorzej. Nie wiem, jak ubierają się polscy politycy po powrocie do domu. Gale połączone z wręczaniem nagród są ciągle u nas przykładem estetycznej abnegacji. Na rozdaniu Paszportów „Polityki” młodzi ludzie nominowani przez kapitułę do ważnej przecież i prestiżowej nagrody przychodzą odebrać ją ubrani byle jak, w wygniecionych ubraniach. Ale nie tylko oni. Pewni reżyserzy odbierają Złote Orły, czyli polskie Oscary, w bejsbolówkach na głowie, w szarym T-shircie i trampkach na nogach. W koszulach wyrzuconych na wierzch i bez marynarki! Publiczność, która wypełnia salę, to panie w długich sukniach i panowie w smokingach. Ktoś tu czegoś nie zrozumiał. Po co taka kontestacja? Czy naprawdę jest im wszystko jedno? Dlaczego nie możemy być eleganccy i w ten sposób podziękować ludziom, którzy nas wybrali i wręczają nam nagrodę, okazać im szacunek? Ubranie świadczy o szacunku dla tych, którzy nas wybrali, nagrodzili, i tych, którzy oglądają transmisję w telewizji. Trochę inaczej jest na czerwonym dywanie. Ubrania są zwykle pożyczone na jeden wieczór, a panie za wszelką cenę chcą udowodnić, jak dobry mają gust i znakomitą sylwetkę. Gorzej wyglądają, gdy przypadkiem spotykam je na ulicy.

Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''

Jak?

- Byle jaki płaszcz, byle jakie buty. Nie mogę w to uwierzyć. Aktorki, które dużo grają, zarabiają lepiej niż nieźle i nie chcą ładnie wyglądać na co dzień? Przecież dla nich to nie jest wielki wydatek pójść na przykład do Max Mary i kupić klasyczny, elegancki płaszcz. Te osoby interesują się modą tak długo, jak długo trwa premiera ich filmu i stoją w blasku fleszy. Potem już niestety nie. Tyle że to nie tylko kwestia mody, lecz przede wszystkim świadomości własnej osoby. Zbyt często zapominamy, że jesteśmy oceniani na podstawie tego, jak wyglądamy.

Może uznają, że poza czerwonym dywanem mogą być sobą i nieważne, jak wyglądają, ważne, żeby się swobodnie czuły?

- No tak. Ale to właśnie wina mody. Projektantów, różnych tendencji, tego co się wydarzyło już w latach 70. w Stanach Zjednoczonych. Amerykanie kochają wygodę. Wszystko musi być wygodne i praktyczne. Stamtąd przyszły trampki noszone do futer z norek, eleganckich sukienek i smokingów oraz nieprzejmowanie się tym, że jestem w dżinsach i wyciągniętym swetrze na koncercie w filharmonii. Amerykanie uwielbiają marynarki zawsze trochę za duże. Bo komu to przeszkadza? Nie powinno nikomu przeszkadzać, bo przecież najważniejsza jest wygoda. Ten styl przyszedł ze Stanów do Europy i niestety w sposób naturalny do nas też. Proszę zobaczyć, co się dzieje, jak tylko zaczyna robić się ciepło. Wszyscy się rozbierają. Nieważne - tłuste kobiety, grubi faceci, wszyscy chodzą w jakichś majtach, które nadają się jedynie na plażę albo basen. Na nieszczęście nikomu to nie przeszkadza.

Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''Fragment książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''

Mnie to przeszkadza, i to bardzo!

- Mnie też, dlatego piszę o tym i mówię. Kiedyś mężczyźni nosili spodnie, a dziś już nie noszą? Dlaczego? Zachód tak nie wygląda. W Brukseli, gdzie mieszkałem prawie 20 lat, latem mężczyźni nie chodzą w spodenkach jak dla małych chłopców. Nikt się tak nie ubiera. A wieczorem do restauracji niekoniecznie idą w garniturze, za to w koszuli z długim rękawem. Mają czyste dżinsy i sportowe buty. A u nas w upał: koszulka na ramiączkach i gumowe klapki. Dlaczego tak jest? Dlatego że nie ma w Polsce autorytetów. Stąd pewnie sukces moich książek. Najwyraźniej mężczyźni, którzy nie wiedzą, jak się ubierać, chcą się tego dowiedzieć. Znajdują się w sytuacjach, w których chcieliby dobrze i odpowiednio do okazji wyglądać.

Wydaje mi się, że to też kwestia przemian, błyskawicznego rozwoju korporacji, w których obowiązuje tak zwany dress code.

- Tak, polscy biznesmeni, managerowie wyjeżdżają podpisywać kontrakty, negocjują umowy, przyjmują tu ludzi z zagranicy, muszą reprezentować nie tylko firmę, ale również siebie. Są wizytówką firmy, która ich zatrudnia. Za granicą reprezentują nasz kraj. W tym momencie nie sposób nie wspomnieć o naszych europosłach, których kilka lat temu widywałem na lotnisku w Brukseli. Niestety, wyglądali skandalicznie. W brudnych, za dużych płaszczach, w butach na paskudnej gumie, w wygniecionych garniturach. A przecież to ludzie, którzy reprezentowali nasz kraj. Nie uwierzę, że następnego dnia szli do swojego brukselskiego biura w wyprasowanej koszuli i eleganckim garniturze. Prawdopodobnie byli tak samo wygnieceni. Mieli to w nosie.

Ilustracja z książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''Ilustracja z książki ''Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej''

Ciekawe, ile lat musi upłynąć, by zmieniło się myślenie.

- Myślę, że nowe pokolenie jest zupełnie inne. Młodzi już myślą inaczej, chcą ładnie mieszkać, chcą być eleganccy. Przede wszystkim mają wybór i możliwości, jakich nie mieli ich rodzice. Nie są skazani na stanie w kolejce po meble. Pamięta pani lata 90., kiedy niektóre mieszkania przypominały katalogi biur? Dzisiaj już nikt tak nie dekoruje mieszkań. Ale też, mówiliśmy już o tym, na ubrania wydaje się mniej, bo właśnie można kupić mieszkanie, a na nie trzeba wziąć kredyt, można kupić samochód, można wyjechać na wakacje za granicę, wysłać dzieci do lepszej szkoły, i tak ubrania często lądują na szarym końcu długiej listy.

Czy można mówić o czymś takim jak współczesna moda? Mam na myśli to, że znamy bardzo charakterystyczne style z przeszłości: moda lat 50., 60., 70., 80., 90., a potem nagle dziura i chyba kompletna dowolność.

- Trudno dziś oceniać ostatnie 14 lat. Zrobimy to może za pięć lat albo później. Ciekawe - i mam nadzieję, że zainteresuje to tych, którzy przeczytają moją książkę i dowiedzą się, jakie były różnice między kolejnymi dekadami - jak wiele się zmieniało i szybko ewoluowało pod wpływem ulicy, muzyki i muzyków, ale także pod wpływem wydarzeń politycznych. Rewolucja kontrkultury lat 50., barwni hippisi lat 60. i udział Ameryki w wojnie w Wietnamie, epoka disco, kompletnie zwariowana, wzięła się także z muzyki i z pewnego rodzaju nowych poszukiwań estetycznych. Interesujące jest to, jak za każdym razem ewoluował wizerunek mężczyzny. Dziś wielu narzeka, że młodzi chłopcy są zniewieściali i że kiedyś było lepiej. Ciekawe, co by powiedzieli na koturny z lat 70., włosy we wszystkich kolorach tęczy, panów w srebrnych legginsach i z przyczepionymi rzęsami? Mnie interesowało to, co było motorem tych zmian. W latach 80. projektanci zaczęli budować sylwetkę mężczyzny inaczej, rozwinął się przemysł mody, powstało zjawisko top modeli i top modelek zarabiających ogromne pieniądze. Z kolei wszystko, co działo się tutaj, na wschodzie Europy, miało również ogromne znaczenie i było obserwowane z zainteresowaniem. Myśmy nie walczyli o nowe ciuchy, tylko o wolność, o rację naszej egzystencji. Zachód jakby zawstydził się tej ostentacyjności w okazywaniu drogimi ubraniami swojego bogactwa. Wtedy nagle zniknęło logo, zniknął przepych, pojawił się minimalizm, który przetrwał do końca XX wieku. Kolory zastąpił czarny i granat, ubrania stały się prostsze w formie, wróciła klasyka. Początek XXI wieku znów zrobił się kiczowaty, kolorowy, złoty i błyszczący. A jak jest teraz? Mam wrażenie, że wszystko jest takie samo.

Krzysztof Łoszewski, Joanna Klimas i Michał Marciniak (fot. Viphoto/EastNews)Krzysztof Łoszewski, Joanna Klimas i Michał Marciniak (fot. Viphoto/EastNews)

Mnie też się wydaje, że wszystko jest takie samo, ale myślałam, że to tylko moje znudzenie.

- Brakuje mi w tych ubraniach fantazji. Pewnie już bym się tak nie ubierał, ale chciałbym popatrzeć na coś nowego. Zostać czymś zaskoczony. Nudzą mnie ciągłe inspiracje latami 50. w modzie damskiej, powrotami to do lat 70. czy 80., wprawdzie to tylko pewne elementy tamtej mody, ale nic nowego i rzeczywiście odkrywczego.

Czy moda zjada już własny ogon? Jean-Paul Gaultier szokował, a teraz - czy cokolwiek jest w stanie nas zszokować?

- Mam nadzieję, że jednak coś się wydarzy! Mamy młodych projektantów, niech oni wreszcie coś wymyślą!

 

Krzysztof Łoszewski. Niegdyś stylista i projektant, dziś kostiumograf, dziennikarz piszący o modzie i ubiorze, członek Rady Programowej Fashion Week Poland. Autor bestsellerowych książek o modzie i zasadach ubierania się: „Dress code. Tajemnice męskiej elegancji”, „Smart casual. Męski styl” i - wydanej w tym roku - „Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej”.

Więcej o:
Skomentuj:
Krzysztof Łoszewski: Zbyt często zapominamy, że jesteśmy oceniani na podstawie tego, jak wyglądamy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX