Dobre strony zimy (w oczekiwaniu na wiosnę)

W czasach gdy złośliwość jest mylona z pospolitym chamstwem, wrażliwość jest oznaką słabości, a kłamstwo uchodzi płazem, poszukuję rzeczy stałych, które sprawią że mój świat wróci do względnej normy. Tą niezmienną stałą są pory roku i ich nieuchronność.

Przeczuwam je nim nadejdą. Dlatego pomimo wielu zastrzeżeń do pogody, sposobu w jaki funkcjonuje nasze państwo i otaczającej mnie brzydoty cieszę się , że mieszkam w Polsce. Lubię tę różnorodność i przenikanie się pór roku. Każda z nich ma jakiś cel. Zima również.

Jesień wychwytuję w zmęczonych obliczach sierpniowego nieba, w grzybach, w mgłach, które sączą się biało nad łąkami. Zimę widzę już w opadających liściach, w październiku i w kluczach gęsi. Wiosny szukam pod śniegiem. Wyczuwam ją w charakterystycznym zapachu powietrza, ciepło-zgniłym, trochę cierpkim, który ma tę moc i potrafi się przebić przez wszystkie samochodowe spaliny z alei Prymasa Tysiąclecia. Latem cieszę się najbardziej w czerwcu, kiedy wiem, że dopiero obłapi mnie swoim upalnym uściskiem. Gdy lato trwa w najlepsze, gdy opycham się poziomkami i jest mi gorąco nachodzą mnie myśli smutne, bo wiem, że to polskie lato jest tak ulotne. I mam wrażenie, że wówczas właśnie dotykam istoty przemijania. Nie w listopadowy wieczór, nie w Zaduszki i nie w Sylwestra, lecz właśnie latem. Lubię zanurzyć się w tym nastroju. Powdychać niepokój i pozwolić sobie na małą depresyjną zapaść. Bo kiedy jest mi smutno, to ja się w tym smutku lubię wytarzać. Poczuć egzystencjalny ból w każdej komórce ciała. Zapuszczam wtedy płytę „Dummy” Portishead i rozdrapuję każdą małą rankę. I w dziwny sposób ten masochistyczny rytuał oczyszcza mnie.

Gdy nadchodzi sierpień dostrzegam erozję w każdym miejscu, powolny rozpad i przyszłą nicość. Przemianę żywej zieleni w spokojną starość spłowiałego złota. Po żniwach dzień staje się coraz krótszy, a gawrony kraczą bardziej złowieszczo zwiastując to co ma przyjść. Niekoniecznie chciane, ale nieuniknione. Nostalgia późnego lata, chłodnych poranków i czarodziejskich mgieł przynosi obietnicę jesieni. Najbardziej magicznej z pór roku. Bo wówczas, gdy wszystko powoli umiera i usypia zwijając się w ciepłe kłębki, to natura wysyła na świat swoje ostatnie dzieci. Grzyby, które wyrastają najlepiej na szczątkach innych, karmiąc się przeszłym życiem. Grzyby cieszą mnie niezmiernie i wyrywają z ciemnych ramion melancholii.

W październiku najchętniej zwinęłabym się w kłębek. Zaszyłabym się pod kocem tak na miesiąc. I myślałabym o wszystkich promieniach wakacyjnego słońca. Przypominałabym sobie zapachy powietrza po majowej burzy, świeżo skoszonej łąki, liści paproci i skóry po wyjściu z morza. Nic z tego, jesienią, trzeba jednak chodzić do pracy, załamywać się coraz krótszym dniem i dobijać listopadowym deszczośniegiem, który zniszczy każdą fryzurę. W dodatku wszyscy doskonale wiemy, że przed nami jeszcze wiele miesięcy szarugi oraz to straszne zimsko, które tylko czyha by zaatakować w grudniu.

Zima bywa też ładnaZima bywa też ładna /fot. Magda Acer

Zimsko. Czy ta pora roku ma w ogóle jakieś plusy? Oczywiście. Tylko trzeba ich trochę poszukać, bo plusy zimy nie są oczywiste. Ukrywają się jak roztocza w materacu. Co zatem jest dobrego zimą? Można sobie bezkarnie przytyć. Bo święta, bo mróz, bo w domu są wielkie zapasy czekolady na ciężkie czasy i w ogóle należy się dobrze odżywiać, a wszelkie fałdy można zakamuflować w obszernej kurtce. Nikt się nie domyśli, ani nie dopatrzy. Są wyprzedaże i niebywała okazja do postania sobie pół godziny w kolejce do kasy w Zarze. Takie czekanie działa odchudzająco, ponieważ stoimy (wysiłek) i pocimy się (czyli usuwamy z organizmu toksyny i wodę, która jest przecież efektem spalania tłuszczu z wysiłku spowodowanego staniem). Nie mówię już o tym, że można sobie wreszcie przemyśleć różne życiowe sprawy (czy on kiedyś dorośnie). Mandarynki występują w bardzo przystępnej cenie. A to przecież smaczne owoce z witaminą C. Jest Sylwester i karnawał i można się zabawnie przebrać. Niektórzy to lubią i wreszcie mogą to robić bez zbędnego skrępowania.

Bo z włosami jest cieplejBo z włosami jest cieplej /fot. Magda Acer

Zima to również doskonały czas dla naukowców. Można na przykład prowadzić istotne badania nad porostem włosów na pęcinach, przecież i tak nikt nie zauważy zbójeckiej nogi ukrytej pod grubą rajstopą lub nogawką spodni. Od razu zaznaczę, że jestem zdeklarowaną przeciwniczką futer naturalnych i nikogo tu nie namawiam do zaniedbania gładkiej łydki, ale która z nas nie przeprowadzała zimą takiego eksperymentu?

Jednak największym atutem zimy, jest to, że po zimie przychodzi wiosna. Zawsze. To co, odliczamy?

Więcej o: