Nie ma złotego środka na cudze problemy

Problem sam się nie rozwiąże, ale można obarczać innych winą za swoje niepowodzenia. Tak jest prościej i wygodniej. Można też prosić o rady i w ogóle z nich nie korzystać, a dalej biadolić nad swoim losem.

Redaktor Ręka w swoim tekście napisała, że lubimy dawać rady wszystkim dookoła. Taką mamy naturę, ale czy to jest w porządku zostawiła nam samym pod rozwagę. Z jednej strony może nie powinniśmy się wtrącać w życie innych, ale są ludzie, którzy po prostu do nas przychodzą i wręcz oczekują gotowych rozwiązań podanych na złotej tacy. Chcą przerzucić na nas odpowiedzialność za podjęcie decyzji, która ich dotyczy. Jeżeli efekt będzie ich zadowalał, to będą szczęśliwi, jeżeli coś się nie uda to będzie to nasza wina, bo źle doradziliśmy.

Kiedyś usłyszałam, że osoba dojrzała to taka, która bierze odpowiedzialność za swoje czyny. Jak się okazuje, to chyba nie jest do końca jednak prawda. Codziennie podejmujemy wiele decyzji i ponosimy ich konsekwencje. Zdarza się, że mamy jednak problem z zajrzeniem w głąb siebie i zweryfikowaniem swoich wyborów. Czy na pewno jesteśmy krystaliczni i bez skazy. To jest trudne, to wymaga niekiedy pracy nad samym sobą. Pracy, której wielu z nas nie chce nawet podjąć. Osoby takie wolą iść do innych i przerzucić na nich po prostu tę pracę.

 

JESTEM GRUBA/GRUBY

 

Bycie grubym to indywidualna ocena każdego, kto tak myśli o sobie. Są osoby z nadwagą, które akceptują ten stan rzeczy i dalej sobie spokojnie żyją z tą świadomością. Inna osoba podejmuje decyzję o zmianie swojego wyglądu poprzez wprowadzenie ćwiczeń i diety. Kolejna osoba, tylko narzeka na ten fakt siedząc przed telewizorem i jedząc kolejną paczkę czipsów. Nie zacznie ćwiczyć, bo się wstydzi swojego wyglądu, a na siłowni na pewno wszyscy na nią zwrócą uwagę. Nie zmieni nawyków żywieniowych bo nie, ale będzie płakać, że jest gruba. Umówmy się, każda wymówka jest świetna żeby nic nie zmieniać i tkwić w marazmie i narzekać. Jeżeli przychodzisz do kogoś i mówisz mu - jestem gruba to czego oczekujesz od swojego słuchacza? Chcesz się wygadać, czy chcesz usłyszeć jakieś rady i skorzystać z nich? jeżeli tego pierwszego, to uczciwie stawiasz sprawę, jeżeli masz w nosie czyjeś wskazówki to oszczędź sobie i jemu biadolenia, które nic nie zmieni. Raz można cię wysłuchać, no dobrze, nawet dwa razy, ale już za trzecim podejściem twój słuchacz będzie myślami gdzie indziej.

Osobiście byłam (i jeszcze trochę jestem) w grupie osób nie zadowolonych ze swojego wyglądu. Długo siedziałam na kanapie i dziwiłam się, że tyję. Obecnie wzięłam się po prostu za siebie i ćwiczę. Nie widzę jeszcze wielkich zmian na wadze, ale widzę poprawę nastroju. W końcu coś zaczęłam robić i nie czuję się już taka ociężała i zwalista. Endorfiny pobudzone to i humor lepszy.

Czy wytrzymam chodzenie na ćwiczenia i będę mogła na wiosnę założyć swoją ulubioną spódnicę? Chyba tak. Mówię chyba, bo zawsze mogę zmienić zdanie, ale jak już je zmienię to lepiej żebym nie biadoliła na swój wygląd dookoła bo to po prostu hipokryzja.

 

JESTEM SAMA/SAM

 

Tutaj nie ma złotego środka i nigdy nie zostanie on wynaleziony. Osoby atrakcyjne fizycznie bywają samotne na równi z tymi, którzy nie wygrali w wyborach na miss i mistera świata. Przede wszystkim samotnym można być nawet w związku, co jest tak samo przykre jak życie bez drugiej połowy. Odosobnienie z wyboru bywa niekiedy najlepszą z podjętych decyzji, bo pozwala na dokładne poznanie siebie, swoich potrzeb i oczekiwań.

W momencie w którym ktoś z nami zrywa, rozwodzi się lub nam umiera zostajemy wrzuceni w dziurę w bycia samemu. Nie istnieje magiczne koło ratunkowe i sami musimy wydostać się na powierzchnię nowego rozdziału w naszym życiu. Są przypadki, kiedy to się nie udaje i dochodzi do prawdziwej tragedii. Niemożność przeżycia odrzucenia bywa po prostu katastrofalna w skutkach. Cierpienie rozsadza człowieka i odbiera mu chęć do dalszego życia.

Jesteśmy istotami społecznymi i w większości przypadków chcemy być z kimś w parze na całe życie. Nie każdemu jest to jednak pisane. Czasami związki trwają tylko kilka miesięcy i po każdym kolejnym zerwaniu potrzebujemy coraz więcej czasu, żeby stanąć na nogi. To jest bolesne, ale nie można się poddawać. Nie można doprowadzić do sytuacji w której myślimy o sobie tylko przez pryzmat bycia z kimś. To nie może nas określać. Takie rozumowanie jest błędne i prowadzi do jeszcze większej frustracji. Nie można też oczekiwać od znajomych, że nas wyswatają. To tak nie działa po prostu. Znajomi mogą przedstawić nam kogoś, ale nie zmuszą tej osoby do umówienia się z nami na randkę. Jeżeli ktoś ci mówi, to nie jest mężczyzna/kobieta dla ciebie, to jest to tylko informacja, ale nie jest to wytyczna twojego działania. To ty masz zadecydować czy chcesz się umówić z tą osobą czy też nie.

 

W jakich sytuacjach macie do czynienia z tym, że ludzie dzielą się z wami jakimś problemem, ale nie chcą tak naprawdę rady, a jedynie wygadać się, ewentualnie żebyście usunęli z ich drogi przeciwności. I czy mieliście sytuację w której ktoś skorzystał z waszej rady, a później obwiniał was za niepowodzenie?

Więcej o: