Za gruba, żeby ćwiczyć? No to patrz!

W Wielkiej Brytanii ruszyła kampania "This Girl Can" ("Ta Dziewczyna Może", w domyśle - wszystko) mająca zachęcić dziewczęta i kobiety w każdym wieku i rozmiarze do zwiększenia aktywności fizycznej. O co w niej chodzi? Głównie o pokonanie wstydu.

"Bo to tak jest” - mówi zapytana koleżanka z redakcji, która niedawno z niemałym trudem pozbyła się siedemnastu kilogramów "zarobionych” wskutek zaburzeń hormonalnych - "że bardzo chcesz chodzić na siłownię i schudnąć, ale tam są prawie same szczupłe dziewczyny w tych superkolorowych strojach od Adidasa i Reeboka, które chyba głównie szukają tam mężów. Przychodzisz i czujesz się jak dziwadło, masz wrażenie że każdy się na ciebie gapi i w duchu śmieje, jak podczas biegu wszystko ci się trzęsie. Nie jest tak łatwo pokonać wstyd”.

Pod tym stwierdzeniem mogłoby się podpisać wiele kobiet i do nich właśnie skierowana jest kampania "This Girl Can”, zachęcająca do wysiłku fizycznego i polubienia siebie w nowy sposób. Dlaczego jej przyklaskuję?

Bo walcząc z jednym stereotypem nie karmi innego, jak te wszystkie "rozmiar zero nie jest sexy” i "prawdziwe kobiety mają krągłości” (znaczy co - te niekrągłe są nieprawdziwe?!).

Bo większość dziewczyn boi się wyglądać brzydko - spocić, zmachać, rozmazać makijaż. Stąd (poza nudą na zajęciach) plaga zwolnień z WF-u. A tu jasny komunikat - spoć się "jak świnia", to jest fajne!

Bo zachęca do polubienia siebie - pokazując, że "gruba” wcale nie musi znaczyć "niesprawna”. Niech się tłuszcz trzęsie, niech wszystko podskakuje, I CO Z TEGO?!

Bo zawiera w sobie motywację pozytywną - nie chodzi o to, że masz chodzić na siłownię, żeby schudnąć, ale warto żebyś chodziła, żeby lepiej się czuć. Pływaj, dlatego że kochasz swoje ciało i chcesz je dobrze traktować, nie dlatego, że go nienawidzisz i chcesz ukarać.

Jak pokazały badania przeprowadzone na zamówienie brytyjskiego rządu, 75% Brytyjek chciałoby być bardziej aktywne, ale nie podejmuje działania ze strachu przed ocenami innych.

Oczywiście, przebić się przez barierę wstydu będzie ciężko, jedna kampania tego nie załatwi, szczególnie, że w mediach społecznościowych trendy w "byciu zdrowym” wyznaczają modelki. A modelki to straszne kłamczuchy, co raz na czas wychodzi na jaw - gdy któraś z nich odejdzie na emeryturę i zacznie mówić o kulisach zawodu.

Jak Carre Otis, która w artykule z 2013 roku "Prawda o modelingu: co powinnam była powiedzieć moim fanom” wylicza:

"Kiedy ktoś mnie pytał o dietę i ćwiczenia cytowałam te same zdania z magazynów kobiecych - te o zdrowym odżywianiu, ćwiczeniu trzy razy w tygodniu, jedzeniu owsianki na śniadanie, kurczaka z warzywami na obiad i ryb z sałatą na kolację. Najpilniej strzeżoną prawdą było to, że ćwiczyłam po dwie godziny dziennie siedem dni w tygodniu, czasami dwa razy w ciągu dnia, a moja dieta to było sześć czarnych kaw dziennie i kilka paczek papierosów, żeby zabić głód. Unikałam nawet mleka do kawy, w strachu przed kaloriami. Kawa i papierosy dawały mi kopa potrzebnego ciału wymęczonemu brakiem snu, przetrenowaniem, głodowaniem i niecichnącym głosem krytyki w mojej głowie”.

Jakoś to nie brzmi jak opowieści z wywiadów o zielonych koktajlach i dobrodziejstwach pilatesu, prawda? A najważniejsze jest według mnie ostatnie zdanie - które pokazuje, że możesz być supermodelką i nadal uważać, że wyglądasz beznadziejnie. Wiem, Ameryki nie odkrywam, wszystko ma swój początek w głowie i najważniejsza jest samoakceptacja. Powtarzania tych banałów nigdy za wiele, może w końcu do kogoś dotrze, że nie warto się katować, warto natomiast o siebie zadbać.

"Trzęsę się, więc jestem" (Fot. Materiały prasowe "This Girl Can")

A wszystkim wstydzącym się pójść na basen czy siłownię z powodu tuszy mogę powiedzieć jedno: wiem, że wydaje się wam, że wszyscy będą na was patrzeć. Istnieje jednak spore prawdopodobieństwo, że większość ludzi ćwiczących obok w ogóle nie zwróci uwagi na to jak wyglądacie, bo tak to już jest na tym świecie, że każdy skupia się na sobie i ma innych gdzieś. Serio, nie jesteście centrum wszechświata, każdy ma swoje rzeczy na głowie.

Ja akurat na siłownię nie chadzam od dawna, ale mogę powiedzieć jak to jest na jodze, gdzie według wielu moich koleżanek "na pewno są tylko dziewczyny chude jak modelki i baletnice, które oceniają grubsze dziewczyny, które nie znają tych wszystkich asan”. No więc - nie. Są tam młode dziewczyny, które pewnie załatwiały sobie zwolnienia z WF-u, a teraz odrabiają brak aktywności w okresie natężonego rozwoju organizmu. Są panie starsze ode mnie o jakieś czterdzieści lat, które wykonują takie sztuki, że oko bieleje i człowiek zaczyna wątpić w grawitację. Są grubi i są chudzi, są kobiety w ciąży i panowie z równie okazałymi brzuszkami. Każdy ma swoją matę i przez te półtorej godziny zajęć skupia się na sobie, swoim ciele i tym, żeby nie stracić równowagi i nie upaść na twarz. To, czy ktoś obok ma fałdki i czy wykonuje to samo ćwiczenie gorzej, czy lepiej, nie ma dla nikogo absolutnie żadnego znaczenia. Nie oceniamy, bo przecież wszyscy kiedyś stanęliśmy pierwszy raz w życiu w tej sali, tak samo niemający pojęcia o jodze. To nie jest jakaś wiedza tajemna, tego się człowiek uczy. I podejrzewam, że gdzie indziej jest podobnie - każdy sobie rzepkę fitnessową skrobie (choć może się mylę - jeżeli tak, to wyprowadźcie mnie z błędu).

Więc, jeśli chcielibyście się poruszać, ale się wstydzicie - przestańcie. BMI nie świadczy o zdrowiu, tak jak rozmiar na metce nie świadczy o sprawności czy atrakcyjności. Zdrowie, to przede wszystkim równowaga. No, a teraz idźcie na spacer, rower, czy pobiegać - jest sobota, a następny tekst na Fochu koło 15. Macie mnóstwo czasu.

Więcej o: