Jak zachęcić dzieci do czytania książek?

Co roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego desygnuje jakiegoś Wielkiego Zmarłego na patrona tych kilkunastu miesięcy. W 2015 Wielkim Zmarłym jest Czytań, z tej okazji pojawia się coraz więcej ważnych pytań, na przykład: Jak Zachęcić Do Czytania?

Przeciętny Polak, ten co to każdy z nas go zna - łachudra, nicpoń, leniuch, weekendowy Janusz, ekspert od medycyny i polityki - podobno czyta niewiele. Tyle co nic. Zapewne też, gdyby z figury retorycznej zmienił się w prawdziwego osobnika ani trochę nie uwierzyłby stwierdzeniu, że czytanie książek jest jak zażywanie narkotyków. Czasem po pierwszej lekturze wcale cię nie bierze, a czasem wsiąkasz z miejsca. Niekiedy wybierasz lektury miękkie, niezobowiązujące, zdarza się jednak, że trafisz na prawdziwy, twardy towar i jesteś stracony na zawsze. Kiedy już jesteś w tym półświatku, nieustannie musisz próbować czegoś nowego, zarywasz noce, by pochłaniać książki seriami, wreszcie wydajesz ostatnie pieniądze nie w dyskoncie, a w księgarni.

W domu syf, obiad się przypala, pranie nierozwieszone, ale nie - ty siedzisz i czytasz. Albo idziesz przez miasto i już nie patrzysz na ludzi, na piękno otaczającej cię przyrody, o nie, wtykasz nos w książkę i jedyne co cię interesuje to pochłanianie liter, zatracanie się w innych światach. Dlatego za każdym razem kiedy jakaś miła osoba z radiotelewizji przychodzi z pytaniem "pszepani, jak zachęcić dzieci do czytania?” mam ochotę rozwinąć tę narkotyczną wizję człowieka zaćpanego literaturą i zapytać, czy to jest właśnie przyszłość, której chcecie dla dzieci? Na szczęście istnieją rzeczy gorsze od uzależnienia od czytania, które - nie oszukujmy się - dopada jedynie drobny odsetek tych, którzy kiedykolwiek spróbowali czytnąć działkę literatury. Można na przykład skończyć jako skompromitowany związkowiec, była żona byłego ministra, która musi zabiegać o atencję udzielając spowiedzi-rzeki szmatławcowi, można zostać zabawną kandydatką na prezydenta RP, albo pisarzem. Błaźnić się zdradzanymi publicznie marzeniami o tym, że chciałoby się książkę nie dość, że napisać, to jeszcze wydać. To już z dwojga złego lepiej czytać. Pozostaje więc odpowiedź na zasadnicze pytanie - jak młodego, nieuformowanego człowieka zachęcić do literatury?

Moje dziecko lubi czytać (Fot. Dominika Węcławek)Moje dziecko lubi czytać (Fot. Dominika Węcławek)

Obowiązkiem

Lektury obowiązkowe budują więź na poziomie pionowym i poziomym. Poziomo więź budowana jest poprzez wspólne doświadczanie obowiązku czytania tej samej lektury w tym samym czasie przez tę samą grupę dzieci. Pionowo zaś możliwe jest budowanie wspólnego fundamentu komunikacyjnego, oto dziecko czyta tę sama książkę, którą w jego wieku czytali jego rodzice i dziadkowie, jego sąsiedzi i ich sąsiedzi. Dlatego kiedy pada hasło "Nad Niemnem” wszyscy młodzi i starzy, kobiety, mężczyźni i dzieci kulą się, wskakują w transzeję i bledną porażeni opisami przyrody. Trzeba czytać, bo trzeba czytać, milcz, nie marudź i pochłaniaj, to twój psi obowiązek. Zachęta wystosowana w ten sposób jest krótkotrwała i iluzoryczna, dziecko bowiem wie jedno - książka to taki niesmaczny szpinak, wymuszona wizyta o nielubianego członka rodziny, bolesna szczepionka.

Prześladowaniem

Na każde pytanie i prośbę dziecka odpowiadamy "przeczytaj sobie o tym”.

- Mamo, jak mam rozwiązać to zadanie?

- Przeczytaj jeszcze raz polecenie.

Albo:

- Mamo, gdzie są moje rękawiczki?

- Nie wiem, to nieistotne. Polecam poczytać Schopenhauera.

Radość z prezentuNa razie jeszcze: poczytaj mi mamo

Groźbą i przemocą

Jak w tytule. Można na przykład na okoliczność czytania "Procesu” zachęcić do lektury poprzez niespodziewane poranne wyprowadzenie do piwnicy, zamknięcie w niej i przez tydzień dostarczanie jedynie sucharków i wody, następnie zaś doprowadzenie do czytelni, gdzie czeka już egzemplarz książki Franza K. Można też zacząć od przemocy słownej: "Jeśli jeszcze raz, gówniarzu zasrany nie przeczytasz Dostojewskiego, to tak ci tyłek spiorę, że przez tydzień na dupsku nie usiądziesz!”. Ewentualnie połączyć groźby słowne z przemocą fizyczną: "Jak to (klaps) Gombrowicz cię nie zachwyca (klaps), kiedy zachwyca (klaps), bawi (klaps) i uczy (klaps)”. Tak zastosowana zachęta do czytania na zawsze nauczy cholernego młokosa od sięgania po książki.

Przez dyfuzję

Metoda trudna, wymagająca wielu wyrzeczeń, ale szalenie skuteczna. Należy otaczać się książkami i pokazywać, że jest to miły sposób spędzania czasu. Nienachalnie czytać samemu sobie do snu, na śniadanie i po obiedzie. Książki macać, przeglądać i zmieniać często. O książkach czasem też rozmawiać. Dzieciom kupować książki i wypożyczać je z biblioteki. Ani się człowiek obejrzy, jak w dzień wolny od szkoły dziecko zostanie zniknięte, bo zamiast wstać i marudzić, że mu się nudzi, że głodne, że chce nową grę na konsolę, nowego kucyka, nową replikę Famasa F1, lalkę Monster High, albo, że chce z tobą porozmawiać - zwyczajnie sobie siądzie w piżamie i przeczyta całego "Hobbita” od deski do deski.

foch

Więcej o: