A.J. Gabryel: Nie istnieje coś takiego jak nadmiar seksu

Autor bloga "Seksualne życie Adama G." i trzech książek przepełnionych seksem. Najnowsza, "Kusiciel", miała swoją premierę kilka dni temu. A.J. Gabryel przedstawia się tak: "Pracuję w seksbiznesie, trudniąc się prostytucją. Jestem również niezmiernie zawstydzonym autorem i nieprzyzwoicie bezwstydnym bohaterem bloga".

Traktuję „Kusiciela” jako powieść pornograficzną, nie erotyczną. Czy odpowiada ci nazwanie cię pornopisarzem?

- Napisałem co prawda trzy książki, ale nie traktuję swojego pisania poważnie, nie uważam się za pisarza. Więc w zasadzie śmiało możesz mnie nazywać, jak chcesz (śmiech). A jeśli chodzi o powieść erotyczną - ona przeszła ostatnio swojego rodzaju przemianę i w tym momencie, mówiąc erotyka, mamy na myśli romans zawierający kilka rozbieranych scen. Moja książka romansem nie jest. Ale nie powiedziałbym też, że jest to porno... Dla mnie jest to po prostu powieść obyczajowa.

W powieści obyczajowej seks jest opisany trzema zdaniami. W „Kusicielu” opisy zbliżeń zajmują więcej miejsca niż to, co pomiędzy.

- Przesadzasz! Z pewnością nie ma tego aż tak dużo.

A nie korci cię, by napisać książkę o seksie bez scen penetracji?

- Przyznam, że nie wiem, czybym potrafił. Zresztą - nie widzę w tym sensu. Poza tym myślę, że moje wydawnictwo by mi na to nie pozwoliło. W redakcji twierdzą, że moje talenty leżą głównie w pisaniu tego rodzaju scen.

Gdzie przebiega dla ciebie granica między erotyką a pornografią?

- Nie zwracam uwagi na definicje, one zazwyczaj tylko przeszkadzają. Ale jeśli nalegasz - mogę się odwołać do kinematografii. Tu ta granica jest najbardziej zauważalna. Kino erotyczne skupia się na pięknie ciała, estetyce i czystości scen, a aktorzy udają, że uprawiają seks, penetracja nie jest pokazana, bo jej nie ma. W kinematografii pornograficznej pokazane jest wszystko. Więc chyba wychodzi na to, że jednak jestem pornopisarzem, bo pokazuję wszystko... (śmiech)

(fot. Shutterstock.com)(fot. Shutterstock.com)

Twoje opisy są bardzo sugestywne. Dajesz komuś zaufanemu fragmenty do przeczytania, badasz reakcje, by wiedzieć, gdzie coś podkręcić?

- Nie, poza mną nikt nie czyta tego, co piszę - nie przed odesłaniem tekstu do redakcji. Piszę tekst i czytam go raz, a raczej nie tyle czytam, co zmuszam się, by przeczytać. Mam kłopoty z czytaniem tego, co napisałem. Są zdania, w których uwiera mnie każde słowo.

Zmieniasz czy zostawiasz, ufając, że pierwsza wersja jest najlepsza?

- Gdy pisałem moją pierwszą książkę, przeczytałem wywiad z autorem, Peterem V. Brettem. Powiedział, że swoją debiutancką książkę czytał i poprawiał 50 razy. Ja czytam i nanoszę poprawki raz, ale zwykle jest to kosmetyka, a nie wielka operacja. Potem, już po redakcji i korekcie tekstu, czytam go jeszcze raz.

Przedstawiasz się następująco: „Pracuję w seksbiznesie, trudniąc się prostytucją. Jestem również niezmiernie zawstydzonym autorem i nieprzyzwoicie bezwstydnym bohaterem bloga”. Ponadto jesteś nie do namierzenia, bo mieszkasz na co dzień w Australii. Nie można się oprzeć wrażeniu, że to jednak mistyfikacja...

- Moim największym błędem jest to, że nie rozdzieliłem autora i bohatera, że od początku nie podkreślałem, że wszystko, co piszę, to tylko nadproduktywna wyobraźnia. Wolę, gdy czytelnicy mi nie wierzą, tak jest znacznie wygodniej. Szczególnie że po drugiej stronie stoją ci, którzy nie tylko wierzą, ale i chcą mnie odnaleźć.

A ty nie chcesz być odnaleziony. Chowasz się za tajemnicą, by tym bardziej podniecać czytelników tym, co nieznane?

- Chowam się za tajemnicą, bo tak jest wygodniej. Prawda mogłaby mnie może nie tyle zniszczyć, co zbyt wiele spraw pokomplikować. A ja lubię moje życie, nie chcę komplikacji i powikłań.

Co wie - czego nie wiedzą wszyscy inni - człowiek, który zajmuje się seksem zawodowo?

- Praca w seksbiznesie nie uczy życia, jeśli do tego zmierzasz swoim pytaniem. Praca w seksbiznesie wykoślawia to, w jaki sposób postrzega się świat.

Czy to znaczy, że gdy widzisz kobietę, masz od razu pomysły, co i jak byś z nią zrobił?

- Zdarza mi się po raz pierwszy widzieć kobietę i od razu wyobrażać ją sobie pode mną albo nade mną. Zgadywać jej zachowania, preferencje w erotycznej sytuacji. Ale gwarantuję, że to zdarza się każdemu mężczyźnie (śmiech). Zresztą kobiety też tak mają, nawet nie próbuj mnie przekonać, że nie.

Czy przez ten nadmiar seksu facet może lepiej zrozumieć kobiety?

- Słowa „nadmiar” i „seks” nie należą w moim słowniku do jednego zdania. Nie istnieje coś takiego jak nadmiar seksu, ale mam dziwne przeczucie, że gdyby mężczyźni faktycznie znali kobiety, to baliby się z nimi sypiać.

Dlaczego? Bo kobiety marzą o tym, o czym facetom się nawet nie śniło?

- Nie, nie tylko o to chodzi. Jasne, zdarzają się kobiety, których fantazje sprawiają, że blednę, ale mam na myśli głównie to, do czego zdolne są kobiety, kiedy czegoś chcą. Kobiety są bardziej nieobliczalne od mężczyzn.

(fot. Shutterstock.com)(fot. Shutterstock.com)

Żyjemy w czasach, w którym co chwilę można trafić na artykuł o tym, że trzeba dbać o swoje potrzeby erotyczne, o seksualność. Tymczasem ty przedstawiasz nam bohaterów, którzy nie radzą sobie ze szczerością. Udają emocje przed sobą czy przed partnerami, co prowadzi do nieszczęścia i niespełnienia. Tylko w seksie człowiek jest naprawdę szczery?

- Trzeba dbać o swoje potrzeby seksualne. Tłumienie fantazji, hamowanie popędów prowadzi jedynie do dewiacji i wynaturzeń. Ale szczerym trzeba być najpierw przed sobą, a dopiero potem przed osobami, które na tę szczerość zasługują. I które jej nie zawiodą. Nie o każdej fantazji można mówić. Są rzeczy, które szokują, które przez wielu nie zostaną zrozumiane. Znam dziesiątki takich przykładów.

Chcesz to zmienić za pomocą swojego bloga i książek?

- Nie. Mnie jest łatwo mówić, bo po pierwsze, czytelnik mnie nie zna, a po drugie - w większości przypadków piszę nie o swoich fantazjach czy odchyleniach. Nie oczekuję, że ludzie nagle zaczną mówić o tym, że mają kazirodcze fiksacje, albo o tym, że marzy im się udział w gangbangu. Takich rzeczy nie warto transmitować, ale i nie należy ich tłumić. Dobrze jest wiedzieć, co nas podnieca, co nas naprawdę rusza. Nie wszystkie fantazje powinny być wcielone w życie, wielu z nich nie warto albo nie można realizować. Jednak nie trzeba wcielić ich dosłownie w życie, by je przeżyć.

Można je przeczytać u ciebie. Dostajesz maile od ludzi z prośbą: opisz taką a taką fantazję?

- Tak, przychodzą takie prośby. Czasami instrukcje są też bardziej szczegółowe, sugestie, jakich imion mam użyć, jaki kolor włosów ma mieć bohaterka czy bohater. Wytyczne dotyczące miejsca zbliżenia. Zwykle jednak nie spełniam tych próśb.

Chcesz swoimi powieściami zdiagnozować ludzi, którzy nie potrafią sobie poradzić w związkach? Nie potrafią mówić o swoich potrzebach?

- O, co to, to nie. Zresztą większość z nas po prostu nie radzi sobie w związkach i sami dobrze o tym wiemy, nie potrzebujemy diagnozy. Moja książka nie jest ani diagnozą, ani lekiem, jest książką, nic ponadto. Ma dostarczyć chwili rozrywki, zastanowienia, może wzruszenia. Ludzie różnie reagują na to, co piszę. Do dziś zadziwia mnie to, jak to samo zdanie czy akapit mogą być odmiennie odczytane: jedni czują są obrażeni, inni odurzeni, a jeszcze inni ogłuszeni.

Mówisz o wzruszeniu? To brzmi jak kokieteria. Ja bym powiedziała raczej, że chcesz dostarczyć poruszenia. Skłonić do podjęcia działań erotycznych.

- Jeśli kogoś to, co piszę, skłoni do przystąpienia do działań erotycznych, a pewnie tak się nieraz dzieje, to ja bym to uznał za skutek uboczny. Rozbujanie życia seksualnego Polaków nie jest moim celem. Nie wierzę też, żeby był to skutek długoterminowy. Książka, słowa mogą sprawić, że będzie się miało ochotę, że nastrój będzie sprzyjał, że ciało będzie podniecone, ale to wszystko są tylko tymczasowe odczucia, które mijają. Książka nie sprawi, że osoba, która nie przepada za seksem, nagle go polubi.

Twoi bohaterowie lubią seks. Jest on najważniejszą częścią ich życia. W „Kusicielu” nie ma mowy o pracy, życiu rodzinnym - jest tylko seks i to, co pomiędzy, co sprowadza się do czekania na seks, marzenia o nim. To podejście do życia twoich bohaterów jest i twoim podejściem?

- „Kusiciel” zbudowany jest na seksie i na jego braku, ale to nie znaczy, że bohaterowie nie mają życia pomiędzy stosunkami. Mają, tylko ja po prostu o nim nie wspominam. Lubię seks. Powiedziałbym nawet, że zbyt bardzo. I mam dni, w których nie myślę o niczym innym, nie robię nic innego. Ale i moje życie wypełnione jest też innymi rzeczami.

W jakie aktywności ucieka miłośnik seksu, gdy ma dzień, w którym seksu - w myśleniu czy działaniu - nie ma?

- Biegam, czytam, robię zdjęcia, jeżdżę na motorze. Sporo podróżuję. Jakiś czas temu zapisałem się na kurs gotowania, bo to, co wychodziło spod mojego noża, najczęściej było niejadalne. Piszę, ale pisanie jest raczej na samym końcu, spokojnie mógłbym bez niego żyć.

(fot. Shutterstock.com)(fot. Shutterstock.com)

Bazując na historii opowiedzianej w „Kusicielu” - czy uważasz, że wybór relacji na życie sprowadza się do tego: bezwarunkowa miłość bez namiętności kontra dzika erotyczna więź, uzależnienie fizyczne, bez możliwości zbudowania związku?

- Nie. Myślę, nawet wiem, że jest wiele par, które mają wszystko: i miłość, i oddanie, i rewelacyjny seks. Ale nie wiem, czy o takiej miłości potrafiłbym pisać.

Książka o szczęśliwym życiu byłaby nudna?

- Niekoniecznie. Choć szczęśliwe życie to coś, czego każdy chce, to nie jestem pewny, czy to coś, o czym ktokolwiek chciałby czytać. Nawet w bajkach mamy zwykle jakiś dramat, zanim usłyszymy „żyli długo i szczęśliwie”.

Można odnieść wrażenie, że - mimo bardzo odważnych scen erotycznych - przyświeca „Kusicielowi” teza, że związek, który zaczął się od niekontrolowanego seksu, nie ma możliwości przetrwania, że jednak ma sens ta „babcina” teoria, w myśl której najpierw trzeba się poznać, pochodzić razem na spacery, a potem, potem...?

- Ta babcina teoria jest nieco inna od tej, którą ja słyszałem od dziecka. Moi dziadkowie poznali się na pochodzie pierwszomajowym, a 9. tego samego miesiąca wzięli ślub. Nie chcę w to wnikać, ale domyślam się, że ich pierwszy raz był bardzo szybki, bez poznania się nawzajem, bez spacerów. Całe życie spędzili szczęśliwie razem. Moim zdaniem nie ma reguły, ludzie do siebie pasują lub nie, uszczęśliwiają się lub nie, i od tego zależy to, czy mamy szansę na związek pełen spełnienia.

Ale przecież bohaterka „Kusiciela” nie będzie bez seksu szczęśliwa, choć sobie wymyśliła, że to jej droga ku spełnieniu.

- Tak, ale ona jest tylko jedną z wielu, ona nie jest regułą, na której można budować teorię. Bohaterka „Kusiciela” jest taka jak większość z nas. Marzymy o czymś, myślimy, że da nam to szczęście, ale jak ktoś mądrze kiedyś powiedział: trzeba uważać na to, o czym się marzy, bo a nuż to marzenie się spełni.

Internauci - pisząc o twoich poprzednich książkach -  chwalą cię za płynną, wciągającą historię, ale... sporo osób podkreśla, że w pewnym momencie wkrada się monotonia. Czy to celowy zabieg, by pokazać, że z codziennym, wystudiowanym seksem jest jak z codziennym jedzeniem ulubionego dania: w końcu mdli?

- Moje książki to powieści bez typowej akcji. To książki o tym, co w głowie. O seksie. Często słyszę, że zbyt dużo w nich seksu i że seks jest zbyt różny. Przecież w erotykach seks powinien być tylko między głównymi bohaterami, a ja serwuję i zbiorowy, i gejowski, i z nieznajomymi, i w miejscach publicznych, na oczach widowni. Moim problemem jest to, o czym wspominałem już wcześniej: moje książki promowane są jako erotyki, a erotyki dziś rozumiane są jako romanse z kilkoma gorącymi scenami. Czytelnik, który oczekuje romansu, nie dostanie go w mojej książce. No i takiego czytelnika rzeczywiście może mdlić od nadmiaru.

Mam kolegę, który zawodowo podróżuje. Łatwo mu zazdrościć - ciągle w nowym, ciekawym miejscu. Ale on przyznaje, że momentami marzy mu się stabilna i nudna praca za biurkiem. Czy z seksem nie jest przypadkiem tak samo? Gdy staje się profesją, staje się pracą, do której chodzimy, bo musimy?

- Jasne, że nie zawsze mam ochotę na seks. Są dni, gdy mam ochotę ogolić głowę i wstąpić do zakonu, ale one mijają szybko. Seks jeszcze mi się nie znudził i mam nadzieję, że nigdy nie będę miał go dość.

Przecież mężczyzna powinien chcieć i móc zawsze - wciąż pokutuje takie przekonanie, w moim odczuciu, bardzo krzywdzące. Może o tym powinna być twoja następna książka?

- Tak jak powiedziałem, nie zawsze mam ochotę na seks. Jeśli mam być szczery, to ochoty na seks nie mam już od kilku miesięcy... Od końca sierpnia nie byłem z kobietą, ale nie dlatego, że mi się seks znudził. Po prostu w moim życiu stało się coś, co wybiło mnie z rytmu. Nie mam ochoty na seks - nie uprawiam go. Proste. Nikt nie powinien się zmuszać. Wiele osób ma problem ze zrozumieniem tego, że mężczyźnie może nie chcieć się chcieć. Pewnie istnieją mężczyźni, którzy są zawsze chętni i gotowi, ale ja takiego chyba jeszcze nie spotkałem. Może faktycznie o tym powinienem napisać...

Masz jakieś wzorce i autorytety w dziedzinie literatury przepełnionej seksem?

- Czytam głównie fantastykę. Pochłonąłem kilka erotyków, ale mogę je policzyć na palcach jednej dłoni, w pamięć zapadł mi „Strach przed lataniem” Eriki Jong. Nie czytałem nic z erotyki nowej fali, chyba powinienem to zrobić, by poznać konkurencję, ale zawsze mam coś innego, co chcę przeczytać.

Złośliwie można tobie wytknąć, że intensywność relacji bohatera „Kusiciela” dla wielu czytelników może być fantastyką... Nie jest to życie erotyczne statystycznego Kowalskiego.

- Nie doceniasz życia erotycznego przeciętnego Polaka. To przeciętni Polacy należą do klubów BDSM, to oni należą do klubów swingerskich. Gdy patrzy się na zdjęcia z imprez swingerskich, to właśnie ta przeciętność bije po oczach. Przeglądałaś kiedyś książkę „America Swings” ze zdjęciami Naomi Harris?

Niestety nie.

- Polecam! Autorka fotografuje przeciętnych obywateli USA. Wychodzi na to, że jednak nie różnimy się aż tak bardzo od nich. Mam znajomego, który jest prezenterem radiowym, nie jakimś bardzo znanym. Każdy weekend spędza z inną kobietą. Gdyby je policzyć, wyszłoby, że były ich setki. Znam fryzjerkę, która była z niemal wszystkimi swoimi klientami. Jak mówi - po takim masażu głowy, jaki daje im podczas mycia włosów, żaden z nich nie ma szans.

Nie twierdzę, że tak wygląda życie każdego. Są wierne żony i wierni mężowie, są pary, które kochają się tylko przy zgaszonym świetle i pod pierzyną. Są też na pewno małżeństwa, które nigdy nie widziały się nago. Ale wątpię, aby któraś z tych osób sięgała po książki takie jak moje.

"Kusiciel" A.J. Gabryel

Książkę "Kusiciel" znajdziecie w promocyjnej cenie na Publio.pl

A.J. Gabryel. 36-latek, autor bloga „Seksualne życie Adama G.” oraz książek: „Facet na telefon” i „Facet na telefon 2 - Grzesznik”. Najnowsza książka, „Kusiciel”, miała premierę 14 stycznia. Przyznaje, że nie jest tym, kogo często wyobrażają sobie jego czytelniczki. Jak mówi: „Po ich komentarzach, listach i mailach wnioskuję, że na papierze jestem kimś znacznie bardziej interesującym, niż jestem w rzeczywistości”. Mieszka w Australii.

Więcej o: