Bękart wnętrzarstwa - aneks z piekła rodem

Mroczny zaułek wstydu, blat, co kuchni nie czyni, generator niechcianych aromatów - tak nieczule o aneksach kuchennych zdarza się myśleć i mówić tym, którzy zostali skazani na ten załącznik do mieszkania.

Skąd ta nienawiść i negatywne nastawienie? Przecież przeglądając dowolne wnętrzarskie czasopismo znajdziemy świetne pomysły na wyraziste, dobrze zaplanowane aneksy kuchenne. Odpowiednio dobrana kolorystyka stonuje lub ożywi resztę pomieszczenia, stworzy iluzję większej przestrzeni, pozwoli zabawić się formą i kolorem... bla, bla, bla.

Piękne, doskonale doświetlone zdjęcia czystych aneksów kuchennych kuszą i mamią kompaktowymi rozwiązaniami sprzętowymi, fikuśnymi pomysłami na przechowywanie tego i owego. Oto nie trzeba już dużego metrażu, nie trzeba też gnić w klaustrofobicznych, źle wentylowanych klitkach w których łydki parzysz o piekarnik, a czoło siniaczysz o drzwi lodówki. Oto zbawca, modny i nowoczesny, zachęcający do igraszek z designem. Tyle, jeśli chodzi o wizję.

Praktyka, ta skąpa dziwka o złym guście, zabiera nas za to w mroczne zakamarki aneksu do piekielnej umowy o najem. „Szukałam długo mieszkania do wynajęcia. Pomijając doskonale znany koszmar odrapanych ścian i ciemnych pokojów zastawionych paprotkami, entuzjazm chłodziła jeszcze rozpaczliwa próba upchnięcia wszystkich starych sprzętów kuchennych w jednym rogu” - przyznała jedna znajoma. Druga, szukając mieszkania na rynku wtórnym, takiego nie za dużego, ot, coś, na co w kredycie na 35 lat stać będzie dwoje nie najlepiej zarabiających ludzi, nauczona skromnością nie chciała głośno marudzić, ale gdzieś na uboczu szepnęła mi do ucha: „No żesz... powiedz ty mi, Dominiko, dlaczego te aneksy są zawsze takie straszne, przecież to koszmar mieszkańca domu”.

Aneks z piekła rodem w ogłoszeniu na olx.pl (Zrzut ekranu)Aneks z piekła rodem w ogłoszeniu na olx.pl (Zrzut ekranu)

Ten, kto wymyślił praktyczny i kompaktowy, całkowicie bezsensowny kawałek przestrzeni powinien się smażyć na starym tłuszczu w aneksie, a potem spać w tym samym pokoju na sofie Bedinge do końca swych dni.

- Skomentowała Natalia Fiedorczuk, autorka albumu „Wynajęcie” zawierającego selekcję umieszczanych przez najemców zdjęć mieszkań oferowanych pod wynajem. Jaki jest największy problem aneksu? Ten, którego na pięknych fotosach nie widać. Zapach.

- Żaden okap nie pomaga - mówi Natalia. Brutalnie też oświadcza czym właściwie jest taki aneks, a mianowicie jest atrapą kuchni. Zauważa też trafnie, że brak kuchni to po prostu brak dodatkowego pokoju.

Kiedyś przeczytałam, że jakieś dziecko opowiadało: "tu jest mój pokój, tutaj siostry, tu gabinet taty, a mamusia ma pokój w kuchni". Może nie zazdroszczę tej mamie wszystkiego, ale osobnej kuchni na pewno.

Aneks z piekła rodem w ogłoszeniu na olx.pl (Zrzut ekranu)I jego równie złowieszczy brat, również w ogłoszeniu na olx.pl (Zrzut ekranu)

Jako szczęśliwa posiadaczka kuchni, która została trzydzieści lat temu brutalnie odcięta od dużego pokoju za pomocą płyty pilśniowej solidnie umocowanej do betonowej struktury ursynowskiego bloczyska, mogę powiedzieć, że jestem wdzięczna. Za każdym razem, kiedy ktoś o zapędach małego projektanta odwiedza nas i widzi tę skromną kuchenkę i rozkład naszego mieszkania z entuzjazmem woła: „OCH! A tu możecie wyburzyć tę ścianę i zrobić sobie taki fajny aneks!". Takiego wała! Kuchnia to jedyne miejsce w domu, gdzie mogę spokojnie siedzieć po nocach i pisać teksty. Mam tu swój stoliczek, na nim sterty książek, mam tu niewygodny taborecik i czajnik w zasięgu ręki. No i mam, jak mówi mąż, uświęcony blat. Mówi tak dlatego, że zawsze dostaję pieruńskiej kurwicy, kiedy ktoś zrobi na tym blacie bajzel i zostawi okruchy. Z drugiej strony, to psychologicznie zrozumiałe. Te okruchy widzę tylko ja, bo tylko ja przesiaduję w tej kuchni. Reszta domowników idzie do swoich pomieszczeń. Gdybyśmy mieli aneks, trudniej byłoby ignorować porzucony w biegu talerz z niedojedzoną kanapką, samotną resztkę chleba, która czekała na mój powrót z pracy, nieszczęsne garnki, które nie umyły się same. Jak jednak mówią holenderscy górale - wszystko jest kwestią ćwiczenia wewnętrznego ZEN. Zakładam więc, że i miłość do aneksów można w sobie łatwo rozbudzić, nie tylko siedząc nad pisanymi drobnym drukiem załącznikami do umowy kredytowej.

Więcej o: