Niezapomniane fryzury gwiazd: dredy, tapiry i utlenione grzywy

Piękni, bogaci i kudłaci. Nic tak nie dodaje uroku gwieździe muzyki, jak potrząsanie wspaniałymi, lśniącymi puklami w rytm gitarowych akordów lub elektronicznych bitów. Oto przegląd fryzur, które zapisały się w historii popkultury.

 

George Michael

Prawdopodobnie wszyscy wolimy pamiętać George'a jako mrocznego pana z bródką, śpiewającego o szybkiej miłości (niekoniecznie w męskiej toalecie), ale to późne wcielenie poprzedzone jest fazą Adonisa w obcisłych spodniach i z niesamowitą grzywą utlenionych z nonszalancją włosów. „Last Christmas”, „Careless Whisper” - takiego go pokochałam jako kilkulatka, takiego kocham dziś, marząc o szczotkowaniu zgrzebłem tej wspaniałej głowicy.

Björk

Ręka w górę: kto nie próbował kopiować fryzur islandzkiej wokalistki (panowie mogą czuć się zwolnieni z konkurencji, chociaż łysa głowa z teledysku do piosenki „Hunter” powinna zainspirować pozytywnie niejednego gentlemana pokrytego wyleniałym włosiem). Koczki zwinięte chytrze na całej głowie, grzywka na milion wsuwek, długie włosy wiszące w strąkach, które jednak mają niewiele wspólnego z tymi, które tworzą się na skutek weekendowego niemycia głowy. Eleganckie, rozsypujące się koki. Tapirowany nieład. Rudy cumulonimbus. Wata cukrowa podłączona do elektryczności. Fryzury Björk są ikoniczne, niestety tylko jej osobowość jest w stanie godnie dźwigać te barokowe konstrukcje, ośmieszające zwykłego człowieka (wierzcie mi na słowo, okej? Zdjęcia spłonęły, tak, SPŁONĘŁY).

Tina Turner

Obecnie trochę zapomniana, ale przez lata żywiołowo obecna w rozmaitych stadiach natapirowania i utlenienia. Włosy Tiny Turner przeszły wspaniałą metamorfozę - od prostowanych żelazkiem, grzecznych, gładkich fal dziewczyny z chórku gospel po niesamowitą grzywę divy rock and rolla. Za godną dziedziczkę turnerowskiej dżungli pełnej tapira uważam Beyoncé. Tylko dodaj im trochę objętości, dziewczyno, i podetnij końcówki tępą żyletką.

Dawid Bowie

Człowiek, który uczynił fryzurę „na czeskiego piłkarza” stylizacją pożądaną i ponadczasową, dostarczając przy tym od razu wersje zmodyfikowane: na górze (róże) można zafundować sobie rudą szczotkę do czyszczenia butelek, na dole luźne, jedwabiste pasma sięgające klatki piersiowej (stylizacja na Króla Goblinów, chociaż word sugeruje „gobeliny”). Stosować wymiennie z zaczesaną, falistą grzywką a la Twiggy. Czy trzeba czegoś więcej, żeby przez całe życie wyglądać wspaniale? Tak. Charyzmy i krzywych zębów, które zasługują na oddzielny felieton i ani chybi go dostaną.

Morrissey

Skoro mówimy o ikonicznych mężczyznach z taką samą fryzurą przez większość kariery, trzeba przywołać kapryśnego gwiazdora z Wysp Brytyjskich. Podejdź tu, Stephen i powiedz, jak w mglistym i deszczowym klimacie utrzymujesz tę wspaniałą, rzeźbioną falę nad czołem? Lakier? Woda z cukrem? Kurze białko? Oczywiście z ekologicznych jaj zielononóżek biegających wolno po trawiastym podwórku, ej, Stephen, nie obrażaj się, naprawdę chodziło o szczęśliwe kury. No, i poszedł.

Bob Marley

Dredy kojarzą się obecnie z Jamajką, trójkolorową czapą i jointem - właśnie dzięki bardowi reggae. Warto jednak wiedzieć, że jest to fryzura wywodząca się ze starożytności i przynależna do wielu kultur: nosili je Aztekowie, nosili wojownicy ze Sparty, noszą hinduistyczne bóstwa (Shiva przedstawiany jest często z dredami, które po hindusku zwą się „jata”). Te najlepiej nam znane, rastafariańskie, symbolizują Lwa Judy - rastafarianie wierzą, że ich naród wywodzi się bezpośrednio od potomków Króla Salomona i Królowej Saby. Wyjaśnijmy też sobie od razu - tak, dready się myje. Jak każde inne włosy. Miewają je także kobiety - pamiętacie Lindę Perry z Four Non Blondes?

Sinead O'Connor

Łysa, szara smutna główka Irlandki, roniącej łzy z ogromnych oczu w teledysku do „Nothing Compares 2 U”. Tylko tyle i aż tyle, żeby przejść do historii. Piosenkę napisał Prince, swoją drogą także nieźle wyczesany. He, he, he.

Whitney Houston

Było łyso, więc dla kontrastu czas przywołać z zaświatów najpiękniejsze włosy, jakie widziały moje dziecięce oczy. „I wanna dance with somebody”. Kaskady złotych loczków, wyglądających jak makaron do „chińskiej” zupki. Kolorowe kolczyki. Powieki różowe aż po brwi. Słodka, mała sukienka. Urocza, młoda Whitney. Warte zauważenia: koniec lat 80., nadal akceptowalna jest płaska sylwetka - piersi wokalistki są wzruszająco naturalne. Chociaż wiemy skądinąd, że na listach przebojów króluje też niejaka Sabrina (jej owłosione pachy także godne są odnotowania w panteonie muzycznych fryzur, co niniejszym następuje). W konkurencji boskich, obfitych loków wysoko plasuje się też niejaka Sandra („Maria magdalina yure the kriczer of denajt, ołołoł”).

Robert Smith

Wyznaję, że w latach 80. najbardziej bałam się babci przebranej za Mikołaja i teledysku do „Lullaby”, w którym opleciony pajęczynami wokalista The Cure śpiewał niezrozumiałe dla mnie rzeczy. Fryzura lidera to jak na razie jedyna muzyczna czupryna, którą udało mi się odtworzyć na własnej głowie. Tak, wolałabym luźne, rude sploty Tori Amos, ale jak się nie ma co się lubi... Z lat 80. pochodzi też klasyczna fryzura „na depesza”, obiekt marzeń fanów zespołu Depeche Mode, zwana też uroczo „płaskim jeżem”. Ale tej nie radziłabym wam wykonywać we własnej łazience.

Stylizacja "na The Cure" (Fot. Olga Wróbel)

Włochaci faceci

Ten punkt to zbiorowy hołd dla panów, których peleryny z włosów starczyły dla stu Sinead O'Connor na sto lat. Proszę, ustawcie się ładnie w rzędzie i ukłońcie czytelnikom: Jimmy Page, Robert Plant. Bruce Dickinson ze wspaniałą grzywką. Jezusowaty Rick Davies i koledzy z Supertramp. Steven Tyler. Frank Zappa. Ozzy Osbourne. Liczni anonimowi metalowcy, w tym zespół Europe (i cóż że ze Szwecji). Powinnam być może napisać tu o gwiazdach glam rocka, ale się boję. Popatrzcie na ten teledysk i nie proście o więcej.

Jimi Hendrix

Jeżeli a, to b. Jeżeli Marley to dredy, jeżeli Hendrix to afro. Wprawdzie szybka przebieżka po Google Images pozwala stwierdzić, że fryzura gitarzysty wygląda o wiele obficiej na zikonizowanych obrazach niż na zdjęciach prezentujących rzeczywistą czuprynę, ale symbol to symbol i nie będziemy przy nim gmerać. Jeżeli chodzi o kobiece afro w historii muzyki, to mam dylemat: które jest najbardziej znane? W kategorii startują Nina Simone, Lauryn Hill, Marcy Gray, która włosy miała niczego sobie, ale sama nie za wiele zwojowała. I oczywiście Erykah Badu, której afro jest idealne, ale ona sama bardziej kojarzy się z charakterystycznymi turbanami, które nosiła w pewnym okresie kariery.

Beatelsi

Lub, jeżeli ktoś woli, „Bitlesi”. Niby nic, a jednak się zaczęło - fryzurę z miękką, opadającą na sentymentalne oczy grzywką chcieli mieć wszyscy postępowi chłopcy, co wywoływało naturalnie walkę pokoleniową z nauczycielami i rodzicami, kręcącymi nosem na wiatr zmian. Ten dramatyczny moment w dziejach utrwalił Czesław Niemen (też odpowiednio dbający o swoją okrywę włosową, czy to w wersji na pazia, czy na charta afgańskiego) w piosence „Nie bądź taki Bitels”:

„Nie bądź taki Bitels - mówi do mnie tata.

A mama jak to mama: Do fryzjera idź!

Bo za tobą fryzjer z nożyczkami lata.

Zetnij wreszcie kudły, wstydź się, synu, wstydź!


A ja na to tacie: Tato zacofany,

tato nawet nie wie, taka moda dziś.

A już co do mamy, taką mamy mamę,

że o Liverpoolach nie słyszała nic”.

 

Tak było, panowie i panie! A kiedy czasem widzę na ulicach młodych ludzi (bo nie idę akurat ze wzrokiem maniacko wbitym w chodnik, mnąc pod nosem przekleństwa), widzę, że to uczesanie nie wychodzi z mody.

I na tym porażającym świadectwie zakończę. Wprawdzie wypadałoby omówić jeszcze każdą nieomalże fryzurę Madonny, punkowe irokezy, Keitha z The Prodigy, grzywkę Natalii Kukulskiej, kolorowe pasemka Cher, przedziwne strzyżenia dziewczyn z Salt'n'Peppa czy pokrewną im fryzurę McHammera, lakierowane hełmy Nancy Sinatry... I co jeszcze? Jakie gwiazdy muzyki były waszymi ikonami i przekleństwem licznych fryzjerów, do których zabraliście swe cenne głowy?

Więcej o: