Seks na talerzu, czyli dieta podnosząca libido

Przez żołądek do... łóżka? To, co jemy ma ogromny wpływ na to, jak żyjemy. I - także - na to, jak i jak często się kochamy!

Jednym z powodów, dla których zdecydowałam się zajmować żywieniem człowieka jest to, jak wielki ma ono wpływ na wszystkie ludzkie aktywności. Wszystko co robimy jest w dużym stopniu związane z tym, jak żyjemy: ile się ruszamy i jak jemy.

Wiem, że nie wszyscy patrzą na to w ten sposób. Nie widzą związku między tym, że brak im sił witalnych i że jadają słabo, szybko, byle co. Wydaje mi się, że to wynika z braku natychmiastowego, bezpośredniego przełożenia na samopoczucie - już teraz, natychmiast. Efekty złej lub dobrej diety są widoczne w dłuższej perspektywie. Bardzo procentują lub bardzo szkodzą w wielu wymiarach. Jednym z nich jest seks. Dobra dieta, zdrowy styl życia z całą pewnością mają wpływ na utrzymanie, a nawet pobudzenie wigoru oraz większą chęć do zabaw we dwoje. I odwrotnie.

Jedzenie ma wielowymiarowy wpływ na aktywność seksualną, szczególnie kobiet. Z jednej strony pokarm dostarcza składników odżywczych, witamin, minerałów. To dzięki nim ciało dobrze funkcjonuje, mamy siłę wstać, pracować, ćwiczyć i kochać się. Z drugiej strony ma mniej bezpośredni wpływ, bo u kobiet seks zaczyna się w głowie! Czy mamy na niego ochotę nie zależy tylko od tego czy fizycznie MOŻEMY to zrobić, ale czy psychicznie jesteśmy gotowe, czy jest klimat, czy dobrze się czujemy same ze sobą.

Załóżmy, że dieta kobiety jest ciężkostrawna, zawiera dużo tłustego, dostępnego na mieście jedzenia i smażonych rzeczy, a wszystko to jedzone jest w biegu. Do tego przykładowa pani nie zidentyfikowała jeszcze swojego problemu z laktozą i po ulubionej latte ma co chwila wzdęcia. Trudno się wtedy spodziewać żeby (na dłużą metę) czuła się ona jak Sharon Stone w dobrze znanej nam wszystkim scenie.

Znalazłam bardzo dużo tekstów dotyczących diety stymulującej libido, jednak większość z nich skupia się na tym jak poprawić fizyczną zdolność do odbycia stosunku u mężczyzn. Sztuka czerwonego mięsa i do przodu. U kobiet sprawa nie jest jednak tak prosta. My musimy się czuć dobrze w swoje skórze, czuć się seksownie same przed sobą. Zdrowo, lekko i regularnie - tak powinnyśmy jeść, żeby wstawać rano z uśmiechem na ustach i kłaść się do niego wieczorem (niekoniecznie po to, by spać...).

To, jak jemy jest kluczem do sukcesu, ale jest też kilka produktów, na które warto zwrócić szczególną uwagę. Ich stała obecność w jadłospisie może dodatkowo podkręcić temperaturę w sypialni.

Co warto jeść... na seks?

Zima to idealny czas na urozmaicenie palety smaków goździkami. Świetnie komponują się z herbatą czy grzanym winem (oby nie za dużo, alkohol w nadmiarze skutecznie zabije twoje libido). Badania opublikowane w magazynie BMC Complementary and Alternative Medicine dowodzą, że ekstrakt z goździków znacząco wpływał na aktywność seksualną szczurów. Poza tym goździki pomagają pozbyć się przykrego zapachu z ust - nie bez znaczenia dla czerpania radości z pocałunków.

Do naparu z goździków bardzo dobrze będzie pasował imbir. Składniki w nim zawarte wzmacniają libido, biorą udział w regulowaniu temperatury ciała i wzmacniają odporność. Doskonały (szczególnie zimą) jako dodatek do naparów, drinków i jedzenia.

W trosce o libido dzień zaczynajmy omletem z warzywami. Wysokobiałkowe jajko odżywi ciało, a przy okazji dostarczy potężnej dawki argininy, aminokwasu podnoszącego pożądanie u płci pięknej i zwiększającego produkcję spermy u... tej mniej pięknej. Szklanka świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy dostarczy witaminy C, która zadba o dobre ukrwienie wszystkich narządów.

Na obiad warto zjeść porcję szpinaku i kaszy. To dobre źródła manganu, biorącego udział w metabolizmie estrogenu. Niedobór manganu wpływa na zburzenie płodności u kobiet, co może mieć przełożenie na ochotę na seks.

Autorzy książki "7 Keys to Lifelong Sexsual Vitality" -  Anna i Bryian Clement jako dodatek do posiłków polecają figi. Według nich regularne spożywanie tych owoców wzmocni naturalne wydzielanie feromonów, a przecież to dzięki nim czujemy, że drugi człowiek jest atrakcyjny. Figi na szczęście są już dostępne u nas o każdej porze roku. Raz na jakiś czas ekstrawagancja w postaci sałatki z kozim serem, figami, orzechami włoskimi i sosem balsamico podana przy świecach w towarzystwie rozluźniającego kieliszka wina może być preludium do niezapomnianej nocy.

Latem do diety warto włączyć arbuza. Według naukowców z Uniwersytetu w Kanadzie arbuzy są jednym z najsilniejszych afrodyzjaków. W ich składzie znajdziemy cytrulinę, która jest w organizmie metabolizowana do wspomnianej już argininy.

ryz. Magda DanajPodobno arbuz działa jak niebieskie tabletki...

A co z ostrygami? Przecież to właśnie one są kojarzone z najwspanialszym afrodyzjakiem wszech czasów! Otóż, rzeczywiście ostrygi (podobnie jak inne owoce morza) zwierają znaczne ilości cynku, który jest jednym z najważniejszych aktywatorów produkcji spermy. Jego niedobry mogą się odbić negatywnie na damskim libido. Jednak ostrygi, podobnie jak inne owoce morza, są często zanieczyszczone. Człowiek zanieczyszcza morskie wody tak bardzo, że niestety ich dobra tracą na wartości.

Jedzenie, które nie jest sexy

Chęć na seks zabijają produkty bogate w cukry proste i tłuszcze trans. Po pierwsze ich stała obecność w jadłospisie może skutkować ogólnym spadkiem formy i obniżeniem samopoczucia. Po drugie wysokie wahania poziomu cukru obniżają libido, powodują jednocześnie senność i zmęczenie. Tłuszcze trans zaburzają cyrkulację krwi i dotlenienie narządów, a także mają wpływ na produkcję spermy oraz komórek jajowych. Drożdżówkom, chipsom i fast foodom powiedzmy zatem "nie!".

Nie najlepiej na libido wpływa także zbyt duża ilość alkoholu. Jednak lampka wina do kolacji przyrządzonej z naturalnych afrodyzjaków to piękne zakończenia dnia. Koniec końców - najważniejsza jest miła atmosfera, a to co na talerzu może być jednym z jej elementów.

A na koniec, z dedykacja dla wszystkich czytelniczek Focha (do nucenia przy przyrządzaniu kolacji):

Więcej o: