Kobiety zniszczą legendę "Pogromców duchów"? Według wielu - tak

"Znów ta gruba suka zepsuje film", "Jeśli mają zagrać duchy to tak, ja bym się takiego ryja wystraszył" - ogłoszenie obsady trzeciej części "Ghostbusters" sprowokowało masę obrzydliwych komentarzy. Tym razem bowiem z duchami mają walczyć nie pogromcy, a pogromczynie. Skandal!

Melissa McCarthy, Kristen Wiig, Leslie Jones, Kate McKinnonPR Photos / Dan Steinberg / Invision for the Television

Melissa McCarthy, Kristen Wiig, Leslie Jones i Kate McKinnon. Dwie pierwsze - znane polskiemu widzowi chociażby z filmu "Druhny", dwie pozostałe - to aktorki na stałe związane z ogromnie popularnym w Stanach Zjednoczonych od dziesięcioleci programem satyrycznym "Saturday Night Live".

To one mają zostać pogromczyniami duchów w trzeciej części hitu z lat 80. "Ghostbusters". Kobiety? Pogromcami? Skandal! Kobieta, jak wiemy z poprzednich części, może być ciapowatą bibliotekarką, opętaną przez demona seksbombą lub tym, do czego kobiety nadają się najlepiej - czyli straszydłem.

Internet zalały krytyczne komentarze - jak zawsze, gdy ktoś ogłasza, że weźmie na warsztat film "kultowy" (nie cierpię tego określenia) - od łagodnych w stylu "Hollywood chce zniszczyć moje wspomnienia z dzieciństwa"...

... przez najzwyklejsze chamstwo i obrażanie aktorek, po demaskowanie "feministycznej propagandy": "Zastanawiam się, czy zamiast walczyć z duchami będą walczyć z mężczyznami tłumiącymi ich feministyczne zapędy".

Oczywiście, osobna działka, to żarty i komentarze na temat tuszy Melissy McCarthy.

W polskim internecie nie lepiej - zajrzałam, co piszą w komentarzach pod informacją o ogłoszeniu obsady na Filmwebie i włos mi się zjeżył na głowie.

Zrzut ekranu z filmweb.pl Zrzut ekranu z filmweb.pl

Zrzut ekranu z filmweb.plZrzut ekranu z filmweb.pl

Nie brak też jasnowidzów, którzy już wiedzą, co w filmie zostanie zepsute i jak:

Zrzut ekranu z filmweb.plZrzut ekranu z filmweb.pl

I już wiadomo, że hakerzy włamujący się do maili Sony trudzili się niepotrzebnie. Wystarczyło zapytać o to i owo znawców z polskich internetów.

A tak serio, to naprawdę nie rozumiem pastwienia się nad kobiecą obsadą i zastanawiam się, czy gdyby ogłosili, że w "Ghostbusters III" zagra Zach Galifianakis, Seth Rogen albo Jonah Hill, to czytałabym, że gruby wieprz zepsuje film? Jakoś wątpię. Nie mam natomiast wątpliwości, że ktokolwiek miałby pogromców zagrać, zostałby skrytykowany, albo i zmieszany z błotem. Tak jest zawsze - wystarczy wspomnieć, co się działo wokół kolejnych części "Gwiezdnych Wojen", czy "Star Trek". Ale zaraz! "Ghostbusters III" nie porywa się na wcielenie nowych aktorów w znane postaci.

"Rozumiem nerwy związane z tym projektem, ale to nie jest kontynuacja filmów z lat 80. Będzie to coś kompletnie oryginalnego, z nowymi bohaterami. Musimy tylko znaleźć jakiś sprytny sposób, by połączyć je z wcześniejszymi produkcjami" - pisze Amy Pascal, wiceszefowa Sony Pictures Entertainment, w służbowej korespondencji, którą wykradli wspomniani hakerzy.

Problemem komentujących jest chyba to, że "lubią piosenki, które już znają". Z większym dystansem do sprawy podchodzą krytycy filmowi: "Zasadniczo nie oburzam się na sam pomysł remake'u, wolę poczekać na efekt. Nie mam też problemu z ideą kobiecej wersji "Ghostbusters" - mówi Błażej Hrapkowicz, prowadzący w Ale Kino! program "Kino mówi". "Film jeszcze nie powstał, więc to ten sam mechanizm, co w przypadku grup religijnych oskarżających filmowców o bluźnierstwo na podstawie opisu fabuły. Popkultura jest tworem żywym, dynamicznym, wrażliwym na zmiany społeczne, polityczne itd. Przepisywanie na nowo mitów to mechanizm, na którym opiera się cała kultura. Ze względu na ciągle panujące w przemyśle filmowym nierówności genderowe popieram sam pomysł tego remake'u, ale czy wyjdzie z tego dobry film - to się okaże".

W podobnym tonie wypowiada się Kaja Klimek, współprowadząca z Tomaszem Raczkiem "Weekendowy magazyn filmowy": "Nigdy nie mam nic przeciwko remake'om, bo nawet jeśli są słabsze niż oryginał, jest szansa, że odeślą widza do pierwowzoru i pozwolą mu skonfrontować się z dwoma wizjami zamiast jednej - obejrzeć coś nowego i mieć dzięki temu więcej przyjemności. Remake'i nie zmazują przecież tamtego filmu tylko dodają nowy. Wszyscy wygrywamy. Jeśli zaś chodzi o to, że bohaterkami będą kobiety - też popieram. Nie możemy narzekać na nadmiar ciekawych, zabawnych bohaterek w mainstreamie. Widząc te komentarze myślę sobie - z całą miłością dla Guardians of the Galaxy - że świat jest bardziej gotowy na superbohaterskiego szopa pracza niż na kobietę - superbohaterkę, która ma swoją tożsamość, a nie jest tylko odhaczeniem parytetu, postacią z przegródki motywatorka - trofeum, czy fajtłapowatym balastem w ekipie".

Skoro już o nierównościach genderowych mowa, to warto nadmienić, że w prawdziwym świecie prawdziwych badaczy zjawisk paranormalnych "pogromczyń" duchów jest więcej niż "pogromców". I to znacznie więcej - jak stwierdza jedna z najbardziej znanych amerykańskich badaczek zjawisk paranormalnych Amy Bruni w wywiadzie dla Huffington Post, relacja procentowa to 75 do 25 na korzyść kobiet. Wygląda więc na to, że całkowicie żeńska obsada to lepsze odwzorowanie realiów niż całkowicie męska obsada.

Co do aktorek - ja myślę, że dźwigną temat, w końcu pokazały, że nie są słabe, a występy w "Saturday Night live" to też jakiś "znak jakości". W dodatku reżyserować je będzie Paul Feig, a producentami zostali Dan Aykroyd, który zagrał w dwóch oryginalnych filmach i obsadę żeńską nazwał "wspaniałą" oraz Ivan Reitman, który oba oryginalne filmy wyreżyserował.

Dywagacje na temat żeńskich kopii, czy "Murraya w spódnicy" doskonale podsumowuje Bartek Przybyszewski, administrator strony "Bardzo złe filmy": "O sukcesie oryginalnych "Pogromców duchów" świadczyło nie to, że główne role odgrywali mężczyźni, ale to, że to był po prostu dobry film. Bardzo ciężko będzie przebić tę chemię pomiędzy Murrayem, Aykroydem, Ramisem i Hudsonem". No właśnie - po prostu tylko Bill Murray jest Billem Murrayem, nic i nikt tego nie zmieni. Ale spokojnie, nikt w tym przypadku nawet nie próbuje, a jeżeli boicie się "zniszczenia dzieciństwa" to zawsze można nowej wersji nie oglądać.

Więcej o: