5 pikantnych scenariuszy na porno walentynki

Idą Walentynki. Nie ma presji, by był to wyjątkowy wieczór, wszak przecież każdy wieczór z partnerem może być wyjątkowy (ale nie musi, no ale jednak może, prawda?). Może więc coś specjalnego z tej okazji, czy przy okazji?

Pisałam już o zabawnych wydarzeniach z życia seksualnego dzikich, czyli o tym jak można marnie skończyć, próbując robić rzeczy wyjęte z poradników dla super kochanków, gdy się jest kochankiem zupełnie zwyczajnym, okresowo namiętnym bardziej, okresowo bardziej leniwym. Do znudzenia już przewijał się motyw, że to ty masz się dobrze czuć i nie możesz się zmuszać do czegoś, na co nie masz ochoty. Ale wiecie - walentynki są po to, by zaszaleć, prawda? To może kilka scenariuszy - takich, eeee, życiowych, realnych. Jak to może wyglądać (i czemu lepiej nie). Prezentuję kilka wizji oraz "dymki" myśli osób dramatu.

Scenariusz 1
(bardzo soft porn)

Wizja: karmimy się w wersji sexy i hot różnym pokarmem powszechnie uważanym za seksowny. Dla przykładu sushi, które jest o tyle seksowne, że chyba trzy czwarte ankietowanych idzie na sushi na pierwszą randkę.

Ona: Ułożę na sobie (nagiej) sushi i on będzie jadł ze mnie pałeczkami, sos sojowy w pępku, wasabi w zagłębieniu obojczyka, może liznąć co jakiś czas, dla smaku. To się musi udać! Fujka... Lepię się. Niech on już je. Sushi jest dobre na zimno, a czuję, że łonem swojem rozpalonem ogrzewam za bardzo tę surową rybę. Będzie ryba na ciepło, hłe hłe. To nie jest seksowne. Czuje się jak taca.

On: Ha, ha. Dwie rzeczy na świecie pachną surową rybą. Ha, ha. Ładnie wygląda to sushi na tym talerzu z mojej kobiety. Zima była, kobieta blada, jak biały talerz. Ha, ha. Dobra, nie mogę się tak śmiać, bo ona dziwnie patrzy, a się postarała. Tylko dlaczego to takie zabawne. Żebym jej tylko tej pałeczki w oko nie wetknął. Bo tu chyba idzie o perspektywę wtykania innej pałeczki. Ha, ha. Ha...

Scenariusz nr 2
(soft porn)

Wizja: obejrzymy razem dobre porno i zrobimy to lepiej.

Ona: Jezu, to ma być dobre porno? Czemu ta pani wygląda jak osoba cierpiąca? Ja nie oglądam TAKIEGO porno, ja lubię inne. Ale nie chcę wyjść na sztywniarę, więc dam radę jeszcze chwilę na to patrzeć, w końcu sama to wybrałam. Opis był, eee, zachęcający. No i są pozytywy - on sztywny widzę, jak trzeba. Dobrze, że ta laska ma trochę cellulitu, przynajmniej nie przekłamuje obrazu kobiecości. U mnie tak nie widać. Chyba. Jezu, może widać?

On: Skąd jej strzeliło do głowy, żeby coś takiego włączyć? W życiu bym takiego porno nie oglądał. Brzydka jakaś ta laska. Chociaż...? Tyłek ma niezły.

Scenariusz 3
(ulepszona wersja scenariusza 2 - jednak już bardziej hard porn)

Wizja: nagramy razem super porno!

Ona: Czy ja wyglądam dobrze? Czy mój tyłek się dobrze pręży? To bez sensu. Nie powinnam się zastanawiać nad takimi rzeczami podczas seksu. Powinnam się czuć piękna, bo przecież to seks z moim wspaniałym facetem, z którym seks nam zawsze (nooo, prawie, czasem jednak chce się człowiekowi spać, albo jeść...) wychodzi super. Dobra, to się nie zastanawiam. Po prostu się nadstawiam, prężę i jęczę. Tak, jęczenie jest ważne. Bez jęczenia nie ma porno.

On: Jak ja mam trzymać ten telefon, by jednocześnie robić, co do mnie należy, by było dobrze widać co trzeba i by nie zgubić w tym wszystkim po drodze przyjemności z seksu? A, już wiem. Odpowiedź jest prosta: tu nie ma miejsca na przyjemność. W prawdziwym porno też nikt raczej nie przeżywa ekstazy (za to świetnie ją udaje, to możemy zrobić, jesteśmy utalentowani). Czemu ona tak jęczy, czy ja jej wyrwałem włosy niechcący?

Każdemu jego porno(walentynki)Każdemu jego porno(walentynki)

Scenariusz 4
(wersja, jak się okazuje, super hard)

Wizja: zrealizujemy swoją najskrytszą fantazję.

Ona: Czy on by chciał, żebym się przebrała za kogoś? Jezu. Moja koleżanka kiedyś się przebrała za króliczą dominę i do dziś wspomina to z obrzydzeniem. Lateks jest taki niewygodny... A może perukę? Może się zrobię na taką tanią zdzirę? Nie, to żałosne. Jaką ja mam fantazję? W sumie... Seks bez nerwów, że zaraz dziecko wsadzi głowę w drzwi i spyta: mamo, co ci się stało?

On: Nie powiem jej, jak jest moja najskrytsza fantazja, przecież wiedza o tym, że JEŚLI JUŻ to chciałbym zerżnąć (tu należy wstawić kogoś, kto NIE podchodzi pod rubrykę: rozumiem, że mój partner marzy o zerżnięciu TEJ osoby) będzie dla niej nie do przyjęcia. I w sumie ja to rozumiem, bo gdyby ona powiedziała, że chce zerżnąć (tu należy wstawić kogoś, kto NIE podchodzi pod rubrykę: rozumiem, że moja partnerka marzy o zerżnięciu TEJ osoby) to też nie byłbym zachwycony.

Scenariusz 5
(soft, hard, superfajnie, megadobrze. Oby nie sci-fi)

Wizja: zajebisty wspólny wieczór walentynkowy

Ona: Najchętniej zostałabym w domu, w którym chwilowo nie ma dzieci i kolacji, zabawy i kreskówki, zamiast się snuć po mieście i patrzeć na tych wszystkich ludzi z różyczkami, którzy postanowili dziś zaszaleć i iść do knajpy na super drogie żarcie i wykwintne wino, którego nawet nie lubią. Może zamówię coś smacznego, ale lekkiego, żebyśmy się nie objedli, ale tak sobie poskubali. Obejrzymy sobie razem kolejny odcinek serialu, chyba jesteśmy w połowie czwartego, bo ja ostatnio zasnęłam nim się skończył, nie pamiętam... Jestem zmęczona. Oby on nie miał żadnego pomysłu, że mnie gdzieś dziś zawlecze! Mam ochotę na wieczór we dwoje, ale najchętniej w naszym łóżku... Gdyby to było realne, gdyby dzieci po nas nie skakały, a potem nie zasypiały zwinięte w kulkę w naszych nogach, może byśmy... Mmmm.

On: Zrobię jej niespodziankę! Dzieci już zaklepałem u dziadków, odbiorą je o 18 i przenocują, więc będziemy mieć wieczór tylko dla siebie. Nie ma co się snuć po knajpach, które dziś przeżywają oblężenie. Zamówię może sushi, ona lubi, ja dam radę. I wino jej kupię to takie półsłodkie, co mi gębę wykrzywia, ale ona twierdzi, że jest najlepsze. Po dwóch kieliszkach będzie taka rozkosznie seksowna. Wreszcie będziemy mieć czas na porządną grę wstępną...

Udanych Walentynek!

Więcej o: