Testujemy kosmetyki: co warto kupić od Golden Rose?

Firma Golden Rose słynie z lakierów do paznokci. Od pewnego czasu internety wychwalają również pomadki Velvet Matte oraz Ultra Rich'color. Oferta kosmetyków kolorowych Golden Rose jest jednak znacznie bogatsza. Czy jest w śród nich coś jeszcze, co warto kupić?

Eksplorację oferty Golden Rose planowałam od bardzo dawna. Wydawało się, że sprzyjającą okolicznością powinno być pojawienie się stoiska firmy w pobliskiej galerii handlowej. Tymczasem stoisko Golden Rose, które wyrosło "pod moją ręką" wcale mi nie pomogło. Po raz pierwszy bowiem stanęłam oko w oko z CAŁĄ, OGROMNĄ ofertą produktów i nie wiedziałam od czego zacząć, co wypróbować, co kupić. Więc na wszelki wypadek zabrałam się i uciekłam. Na szczęście, firma Golden Rose dostarczyła wybrane (wspólnymi siłami) produkty wprost pod moje drzwi i dzięki temu mogę wam napisać, co, poza lakierami i pomadkami, warto od Golden Rose nabyć.

Słynne na całe internety pomadki Velvet Matte Golden Rose (Fot. Marta Lewin)Słynne na całe internety pomadki Velvet Matte Golden Rose (Fot. Marta Lewin)

Pomadki Golden Rose ma wspaniałe. A piszę to, jako klient bardzo wybredny. Z pomadkami jest taki problem, że bardzo często produkty, które mają nawilżać wcale nie nawilżają, tylko dają efekt wręcz odwrotny, po drugie - są nietrwałe. Tymczasem pomadka Velvet Matte przeszła na moich ustach chrzest bojowy bez tego numeru z chusteczką i puderkiem, bez uklepywania pędzelkiem i bez strefy buforowej narysowanej konturówką - i test zdała celująco. Podobnie celująco zdała test z nawilżania. I to w trudnych warunkach środowiska. Polecam. Super jakość za bardziej niż przystępną cenę. I w doskonalej gamie kolorystycznej, bo od bardzo intensywnych kolorów, po świetne odcienie nude.

Gdybyście przypadkiem jednak nie szukały matów na usta, a wręcz przeciwnie czegoś z mocnym połyskiem, gorąco polecam serię Luxury Rich Color Lipgloss. Nie do końca jestem przekonana, czy to są już pomadki w płynie, czy jeszcze błyszczyki. Wykończenie mają mocno połyskujące - jak błyszczyki. Nasycenie kolorem i krycie oraz trwałość - jak pomadki. Efekt, jak to powiedział pewien mężczyzna - mocno kuszący. Niektóre użytkowniczki skarżą się, że pomadki "uciekają" z ust. To prawda, nie trzymają się konturu warg. Wędrują sobie cieniutkimi smużkami w załamaniach skóry, co widać, jeśli się bardzo uważnie przyjrzeć. Ale od utrzymywania pomadek w ryzach są konturówki, których, nota bene Golden Rose ma ogromny wybór. Myślę, że dorzucenie do pomadki (za około 20 zł) konturówki (za około 10 zł) nie zrujnuje portfela, a rezultat będzie cieszył.

Pozostając w tematyce ust - mam sporo błyszczyków kupionych za około 10 złotych, o których mogę powiedzieć, że są nie najgorsze. O błyszczykach Golden Rose Color Sensation mogę powiedzieć, że są najlepsze! Z powodzeniem zastępują produkty pielęgnacyjne do ust (bo dobrze nawilżają), są trwałe (dopóki nie spotkają na swojej drodze kubków, szklanek, kieliszków lub osób do całowania), a równocześnie nie lepią się nadmiernie. No i mają piękny połysk. Dostępne są w bardzo ciekawych kolorach. Osobiście jestem wielką fanką koloru różowego nr 109. Jestem uzależniona, nie rozstaję się z nimi, chcę więcej. Kocham. Polecam.

Lakiery lakierami, ale błyszczyki Golden Rose - to jest coś! (Fot. Marta Lewin)Lakiery lakierami, ale błyszczyki Golden Rose - to jest coś! (Fot. Marta Lewin)

Pudry, czy jak kto woli - cienie do brwi ma już w tej chwili w ofercie większość firm kosmetycznych. Problem w tym, że występują one w bardzo ograniczonej liczbie odcieni i że dość szybko opadają z brwi. Oczywiście, ich trwałość można, a nawet powinno się przedłużyć stosując żele lub woski. Niektórzy producenci sprzedają wosk do brwi w zestawie z cieniem. A Golden Rose nie. Bo jak się okazało, nie musi. Bo pudry do brwi Golden Rose Eyebrow Powder (9,90 zł) trzymają się bez wosku czy żelu spokojnie do pięciu, a nawet sześciu godzin. No, powiem szczerze, że wypróbowałam sporo produktów do malowania brwi i na tej półce cenowej, a nawet na tej trochę wyższej, to są to rekordziści. Do pudru do brwi dołączony jest aplikator - z jednej strony ma pacynkę, z drugiej pędzelek. Aplikatory tego typu zasilają zazwyczaj szufladę z artystycznymi przyborami mojej córki. Lub od razu śmietnik. Ale nie ten aplikator. Ten aplikator otrzymał honorowe miejsce w mojej kosmetyczce. Bo jest świetny. Pędzelek ma dokładnie taką grubość i sztywność, jak potrzeba. Dobrze wyczesuje włoski i bardzo dobrze aplikuje się nim produkt. A chociaż bardzo nie lubię "pacynek" to tej gąbeczce muszę oddać honor - jest doskonała. Szkoda, że na aplikator nie ma miejsca wewnątrz kasetki z pudrem. Jeden już mi się zgubił, drugiego będę strzec jak oka w głowie. Ale ponieważ jest niewielki, istnieje spora szansa, że mimo wszystko go stracę...

Przyznam się, że do kolejnego produktu Golden Rose podeszłam kompletnie bez przekonania, za to z szerokim uśmiechem na twarzy. No bo co można zrobić, jeśli się widzi TAKI kształt z silikonowej różowej gąbki?! Nie było jednak wyjścia, testowanie to testowanie. PRZETESTOWAŁAM Gąbkę do Nakładania Makijażu Beauty Blender. Nakładałam nią korektory i podkłady, chociaż dotąd byłam przekonana, że najlepsze do nakładania takich produktów są palce. BYŁAM przekonana. Ale już nie jestem. Beauty Blender współpracuje doskonale z korektorami. Aplikuje je tym wąskim, szpiczastym końcem, lub większą płaską powierzchnią, jeśli chcę pokryć zacienienia wokół oczu. I efekt jest rewelacyjny. Jeśli chodzi o aplikowanie podkładu, to Beauty Blender polecam wszystkim, którzy maja skłonność do nakładania zbyt grubej warstwy podkładu (przy pomocy tej gąbki po prostu nie da się nałożyć grubej warstwy), mają tendencje do niedokładnego rozcierania i pozostawiania smug, robią sobie makijaż w biegu i denerwują się, że roztarcie podkładu zajmuje im za dużo czasu, używają podkładów o gęstej konsystencji, podkładów w sztyfcie i kamuflaży - i muszą się mocno napracować, żeby dobrze rozetrzeć te produkty na skórze. Beauty Blender jest w tych wypadkach bardzo pomocny. Osobiście uważam, że Golden Rose powinna sprzedawać Beauty Blender w pakiecie z podkładem Mineral Makeup Liquid Powder Mineral Foudation, bo gąbka jest stworzona do jego rozprowadzania.

Jak wam się podoba różowe gąbkowe jajo (z kolcem?) (Fot. Marta Lewin)Jak wam się podoba różowe gąbkowe jajo (z kolcem?) (Fot. Marta Lewin)

No właśnie, podkłady. Miałam szansę wypróbować dwa rodzaje podkładów (Golden Rose ma ich w swojej ofercie znacznie więcej): Mineral Makeup Liquid Powder Mineral Foudation z witaminami A i E i Perfect Finish Liquid Foundation Silky Soft z witaminą E. Nie jestem koneserem podkładów mineralnych w płynie. Do tej pory miałam bliższy kontakt z dwoma i uznałam, że nie nadajemy się do stworzenia ze sobą bliższego związku, ponieważ oba tworzyły na mojej twarzy koszmarną maskę. O Liquid Powder Mineral Foudation od Golden Rose myślę natomiast poważnie. Ma wiele zalet. Na mojej skórze jest trwały - nie wędruje, nie podkreśla zmarszczek i suchych skórek, po ośmiu godzinach nadal jest tam, gdzie go nałożyłam. Bardzo ładnie wyrównuje kolor cery. Dostępny jest w 10 odcieniach, jak na podkład mineralny w płynie, to całkiem nieźle. Jeśli postanowicie znaleźć odcień dla siebie, to nie dajcie się zwieść - kolor podkładu po wyciśnięciu z opakowania jest dość intensywny, po dokładnym roztarciu na skórze jest jaśniejszy o 2 tony. Trzeba więc koniecznie dobierać kolor po uprzednim DOKŁADNYM roztarciu produktu na linii żuchwy (nie na nadgarstku). Roztarcie, w przypadku tego podkładu, jest określeniem bardziej stosownym, niż rozprowadzenie. Produkt bowiem nie należy do tych łatwo nakładających się na skórę. Nie bez powodu pisałam, że powinno się go sprzedawać w zestawie z silikonowym gąbczastym jajem Beauty Blender, które z gęstym podkładem doskonale sobie radzi. Na pewno lepiej niż pędzel. I, będę szczera, palcem sobie tego podkładu w skórę nie wklepiecie.

Perfect Finish Liquid Foundation Silky Soft rozprowadza się dużo łatwiej. Jest trwały, nie sprawia kłopotów, nie wędruje po twarzy i nie włazi tam, gdzie go nie proszono. Przyznaję, że proporcja jakości do ceny (19,90 zł) jest więcej niż zadowalająca. Jest bardzo dobra. Do tego do wyboru jest aż 15 odcieni - naprawdę niesamowita rozpiętość, szczególnie biorąc pod uwagę półkę cenową.

To, co najbardziej przeszkadza mi w obu podkładach to... ich opakowania z pompkami. Efekt pakowania podkładu w dozowniki z pompkami jest taki, że nigdy nie udaje się go wycisnąć tyle, ile potrzeba. Zazwyczaj jest go za dużo. A to "za dużo" spisane jest na straty. Foch!

Paletki Wet&Dry mają świetne zestawy kolorów - tu paletka numer 4 (Fot. Marta Lewin)Paletki Wet&Dry mają świetne zestawy kolorów - tu paletka numer 4 (Fot. Marta Lewin)

Ostatni produkt z testowanych przeze mnie, który zasługuje na pochwalę, to paletka cieni Wet&Dry Eyeshadow. Przyznam, że trochę zadziwiła mnie cena paletek (34 zł), szczególnie na tle cen innych produktów Golden Rose. Tym bardziej, że podobny produkt w znacznie niższej cenie mają w swoich ofertach Sensique oraz Wibo. Miałam jednak okazję porównać jakość produktów tych trzech firm i paletka Golden Rose wypadła najlepiej. Cienie są mocno napigmentowane, dobrze się rozcierają i nie osypują przy nakładaniu, a później dobrze trzymają się na powiece. Dodatkowo, jestem zachwycona zestawieniami kolorów w paletkach Wet&Dry Eyeshadow. Uważam, że każdy z tych zestawów to majstersztyk jeżeli chodzi o dopasowanie odcieni. Nie wiem, czy to dla was zaleta, czy wada produktu, ale cienie posiadają delikatne drobinki. Mnie one akurat do szczęścia niepotrzebne, ale skoro tam są, to lojalnie o nich informuję.

A wy, co lubicie kupować od Golden Rose?

Więcej o: