Rozstanie z przyjaciółką gorsze niż zerwanie z facetem?

Do znudzenia powtarzamy, że mężczyźni odchodzą, a prawdziwe przyjaciółki pozostają. A co jeśli dziewczęca przyjaźń nie przetrwa próby czasu i skończy się nie hukiem lecz skomleniem?

Nigdy nie zapomnę najbrutalniejszej kłótni z moją najlepszą przyjaciółką. Berlin, Erasmus, późna, smutna jesień. Wiało. Wracałyśmy do akademika piechotą. Głodne, wściekłe, zmęczone. „Może zjemy frytki z Maca?”. To niewinne pytanie, zadane przeze mnie w rozpaczy, zainicjowało spór o uniwersalia. O to, że by żyć zdrowo, trzeba jeść zdrowo. O to, że McDonald's to krwiożercza korporacja, którą wspierają tylko bezmyślni Amerykanie. O to, że jestem ciągle w biegu, a powinnam być w harmonii ze sobą. Krzyczałyśmy, milczałyśmy, płakałyśmy na zmianę. Od tego czasu zmieniło się i wszystko i nic. Dalej uważam ją za moją siostrę, ale tę kłótnię wspominamy jako punkt zwrotny naszej przyjaźni. Moment, w którym obie zrozumiałyśmy, że nie jesteśmy już w liceum i że każda będzie szła swoją drogą, czasem zupełnie w inną stronę niż druga. To mogło skończyć się ostatecznym rozstaniem. A bolało nawet bardziej.

Z inną (też trochę siostrą, bo podobno jesteśmy podobne) przyjaźń zawisła na włosku, gdy miała powiedzieć „tak”, a ja uważałam, że lepiej wiem, co ją uszczęśliwi niż ona sama. Ciche tygodnie skończyły się wieczorem pełnym wyrzutów. Potem przyszło katharsis. I nowy etap. Znów cudem uniknęłam ostatecznego bana.

Z trzecią boli do dzisiaj, choć właściwie nic się nie stało. Po prostu nie widujemy się tak często. Po prostu już nie jesteśmy takie szczere. Po prostu podejrzewamy się nawzajem o nie zawsze czyste intencje. Toksycznie? Bardzo. Twórczo? Też. Bo w dziewczęcej przyjaźni element masochizmu jest niezbędny. I przeciąganie liny. Gdy ona się boczy, ja przychylam nieba. Gdy ona jest bliżej, mi się nagle nudzi. Cóż, może w przyjaźni jestem facetem, który chce tylko tego, czego nie może mieć.

Różne moje przyjaźnie kończyły się różnie. Co do części wciąż nie wiem, czy się skończyły, bo w przeciwieństwie do rozstań z kochankami, czasami nie ma jednoznacznego „the end” ani nawet „no to pa”. Czasami to powolna agonia podtrzymywana nostalgią, sentymentem, wspólnymi znajomymi. Bywało tak, że to one przestawały pisać, do części ja przestałam dzwonić. Część bardzo dużo pracuje, część się wyprowadziła, część ma dzieci.

Dzieci wszystko zmieniają... (Rys. Magda Danaj)Dzieci wszystko zmieniają... (Rys. Magda Danaj)

I teraz już wiem, że przyjaciółki poznaje się w szczęściu, a nie w biedzie. W biedzie każda chętnie pocieszy. Czuje się potrzebna, na miejscu, ważna. W szczęściu myślą, że nie ma dla nich miejsca albo nie ma dla ciebie miejsca, albo to tobie się wydaje, że sobie bez nich poradzisz. Bo przecież masz męża, mieszkanie, a nawet kota. Po ślubie przyjaźnie się weryfikują. W okrutny sposób widzisz, kogo naprawdę potrzebujesz, a kto tylko zapełniał pustkę w oczekiwaniu na...

Ja mówię, że cezurą jest ślub. Dziewczyny z Focha, że wszystko się zmienia, gdy rodzą się dzieci. Może taka przyjacielska selekcja naturalna robi dobrze. Może liczy się jakość a nie ilość. Może naturalną konsekwencją rozwoju jest to, że nie masz nic wspólnego z ludźmi, którzy kiedyś byli dla ciebie najważniejsi. Może kurczowe trzymanie się nadwyrężonych więzi to egoizm, niedojrzałość i wygodnictwo? A może nie powinno się mieć przyjaciółek tylko dlatego, że nam czegoś brakuje. Czyste cięcie, które nieźle działa z facetami, powinno być częściej stosowane w przyjaźniach. Niech boli. Ale rana zagoi się szybciej niż wtedy, gdy wydaje się, że wszystko jest w porządku, a sączy się jad. Tylko dlaczego nie mamy odwagi rozmawiać i powiedzieć, że niewiele nas już łączy?

Gdy rozstajemy się z facetami łatwo ulegamy pokusie usprawiedliwiania się. Bo on był dupkiem. Bo jemu nie chciało się pracować. Bo on nie chciał mieć dzieci. Nawet jeśli w chwili, gdy on ostatni raz rzuca słuchawką, czujemy, że to koniec świata, bo on zabrał ze sobą wszystko (i inne tego typu banalne teksty z polskich piosenek z lat 90.), potem się odbudowujemy, regenerujemy, zakochujemy. Po przyjaciółce zawsze zostaje pusta przestrzeń. I po tej, która wyjechała za granicę, a my wciąż chcemy napisać, a jakoś tego nie robimy. I po tej, która mieszka dwa domy obok, ale odkąd urodziła dziecko jakoś nam nie po drodze. I po tej, która pracuje do 22, bo kręci ją kariera. I wtedy wahamy się między myślą „jak ona mogła mnie zostawić”, a paskudnymi wyrzutami sumieniami, że na tego ostatniego smsa dwa lata temu to my nie zdążyłyśmy odpisać. Dlatego zawsze obiecuję sobie, że w te wolne dziesięć minut w pracy zamiast bezmyślnie skrolować, co na Facebooku zamieszczają „Stare zdjęcia polskich celebrytów”, napiszę, że pamiętam. Ale znowu, może ona wcale nie chce pamiętać. Może potrzeba dopieszczania przyjaciół, którzy dawno przestali być przyjaciółmi, to zwykły narcyzm.

OD REDAKCJI:

Chcemy zachęcić Was, żebyście przysyłali nam swoje historie o przyjaźni. Czekamy na Wasze opowieści o tym, jak bardzo wyjątkowa (i dlaczego) jest przyjaźń, która Was połączyła.

Najciekawsze opowieści przez całe wakacje będziemy publikować na Fochu. A wywiad z jedną, wybraną parą przyjaciół trafi do książki o przyjaźni, nad którą pracuje Hanna Rydlewska, redaktor naczelna Weekend.gazeta.pl

Piszcie na adres: foch@agora.pl

Na Wasze zgłoszenia czekamy do końca lipca. Autorom nadesłanych do redakcji i opublikowanych przez nas listów zrewanżujemy się książkowym upominkiem.

Więcej o: