Długie czy krótkie - jaką fryzurę wybierasz?

Dość gadania o głupotach, pora zabrać głos w jakiejś fundamentalnej dyskusji na tematy zasadnicze. Jaka długość włosów jest tą najbardziej odpowiednią?

Po tekście Miss Olgu sławiącym zalety długich włosów postanowiłam podjąć debatę, zwaną na naszych redakcyjnych kolegiach błyskotliwie: DWUWŁOSEM. Prezentuję bowiem całkowicie odmienne stanowisko i raczej nie dojdziemy z koleżanką Olczakową do porozumienia. Długie włosy to dla mnie zmora i przekleństwo, zaś decyzja, by radykalnie skrócić fryzurę była jedną z najlepszych, jakie podjęłam na przestrzeni ostatniej dekady (na pewno lepsza niż ta o kredycie we frankach, wiem wiem).

Ale zanim przejdę do zasadniczego wywodu popartego dowodami, wzorem matematycznym i starannie dobraną egzemplifikacją, pozwolę sobie podzielić włos na czworo (nie żałujcie starszej kobiecie suchara). Po pierwsze w decyzji: długie, krótkie, półśrednie, łyse, zielone, czapka - zasadniczą rolę odgrywa rodzaj włosów. Cienkie i proste czy kołtuniące się loki? Smętne kosmyki, czy gęste futro? Miękkie czy sztywne? Podatne czy oporne? Jak się zachowują przy strzyżeniu? Jak się układają po myciu? Jakieś wicherki, uparte przedziałki i inne upośledzenia? Dopiero odpowiedziawszy sobie szczerze i wyczerpująco na powyższe pytania (oraz dalsze o kształt czaszki, owal twarzy, nawyki i predyspozycje) można przystąpić do zasadniczej bitwy o najlepszą możliwą fryzurę.

(Fot. Kasia Nowakowska)(Fot. Kasia Nowakowska)

Ja dysponuję włosiem typu psia sierść (tak, czytało się w dzieciństwie po kryjomu Żukrowskiego). Dużo sztywnych, ciężkich włosów. Niby fajnie jak dużo, ale nie do końca, bo gdy osiągną długość tak do połowy szyi mniej więcej to nabierają cech blachy. Wierzchnia warstwa przyklepuje te pod spodem i wisi bez cienia powabu. Nie zdradzając, że pod gładką, matową, litą powierzchnią spoczywa cały las gęstych włosów. Można oczywiście strzyc, cieniować, układać morskie fale. Jeno moje włosy szybko rosną, niwecząc efekty strzyżenia migiem, zaś środki typu pianki, żele lakiery wzbudzają w nich wybuchy szczerej wesołości, bo na pewno nie posłuszeństwo. Lokówki, prostownice i inne utensylia, których używają moje bardziej ogarnięte koleżanki do ujarzmiania swoich fryzur, na moich kłakach przegrzewają się - na pewno nie pomaga tu też moja manualna niezborność. No nie zrobię sobie pięknej koafiury, nie ma szans!

(Fot. Kasia Nowakowska)(Fot. Kasia Nowakowska)

Och, oczywiście, że próbowałam! Dobrych kilka lat chodziłam z fryzem typu wiecheć. Niestety wyglądałam w nim jak czarownica, co dostrzegam dopiero teraz, z odrobiną smutku. Żadne figlarne cieniowania, stopniowanie długości, ukośne, lub proste grzyweczki, nic nie ratowało mnie przed efektem miotły. Oczywiście można włosy sobie upiąć. Zrobić kok, warkocz, koronę, greckie sploty. Aha. Jasne. Marzę o spędzaniu każdego dnia siedmiu godzin w łazience na nieudolnych próbach zmuszenia mich podłych kłaków, by wyglądały jak na zdjęciach w prasie kobiecej.

(Fot. Kasia Nowakowska)(Fot. Kasia Nowakowska)

Zaczęłam włosy stopniowo skracać, przechodząc różne fazy boba z grzywką i bez grzywki, ale tutaj też dała znać o sobie wredna natura moich kudłów - fryzury traciły kształt i formę w jakieś 15 minut po wyjściu od fryzjera. Góra w dwa tygodnie. Nawet moja ukochana Mireille Mathieu, czyli fryzura, którą nosiłam u zarania Focha nie była dobrym wyborem. Wyglądałam w niej jak pyzaty Piast Kołodziej.

(Fot. Kasia Nowakowska)(Fot. Kasia Nowakowska)

Ale krótkich nie chciałam. Bo zawsze mi się wydawało, że są kłopotliwe w utrzymaniu, że moja twarz jest zbyt okrągła a głowa zbyt płaska. Jeny, ale ja byłam głupia! I jak dobrze, że dałam się namówić na radykalne skrócenie włosów! Kocham tę krótką fryzurę. Nie pamiętam kiedy ostatnio się czesałam. Myję, suszę i wychodzę z domu. Jak chcę zaszaleć, to sobie aplikuje piankę, choć włosy tradycyjnie niespecjalnie biorą to sobie do serca. Moja twarz okazała się zaskakująco szczupła i znacznie mniej pyzata niż mi się wydawało. Wizja posiwiałej krótkiej czupryny nie wydaje mi się ani trochę straszna czy odstręczająca. Choć na razie z moją ukochaną panią fryzjerką fantazjujemy o granatowej farbie. Zobaczymy. Mam wrażenie, ze te krótkie włosy pasują do mnie lepie niż jakakolwiek inna fryzura - odzwierciedlają mój temperament, energię i niewielkie zasoby cierpliwości. Czuję się w nich sobą po prostu. I jest mi dobrze.

(Fot. Kasia Nowakowska)(Fot. Kasia Nowakowska)

Uwagi końcowe: ponieważ nie tylko ja mam tendencje do dzielenia włosów na wiele części to dokonam uściśleń.

1. Na zdjęciach widać przegląd mych fryzur z ostatnich siedmiu-ośmiu lat. Głębiej w przeszłość wolałam tym razem nie sięgać, by żadnych demonów nie przywołać.

2. W niektórych okresach jestem grubsza w innych chudsza, to pewnie ma też znaczenie dla ogólnego efektu.

3. Odkąd mam dzieci na zdjęciach występuję głównie w ich towarzystwie. No chyba, że jakieś selfie się trafi, nieprawdaż.

NIECH ŻYJĄ KRÓTKIE WŁOSY! JAK NAJDŁUŻEJ!

(Fot. Kasia Nowakowska)(Fot. Kasia Nowakowska)

Więcej o: