Czytajcie Hena dziewczyny, czytajcie do jasnej cholery!

Zapomnieliśmy zupełnie o ?zwykłych pisarzach?. Dlatego warto przypomnieć o jednym z cichych wirtuozów opisu codzienności - Józefie Henie, który nie wpada do żadnej popularnej dziś szufladki,

Czytelników dziś mamy różnych. Jedni są pasjonatami literatury o akademickim wychowaniu, wysokiej wiedzy teoretycznej i krytycznym guście. Takich, wydawałoby się, literatura chciałaby mieć najbardziej. Nie dość bowiem, że sporo czytają, to jeszcze dużo piszą (bo blogów literackich w internecie mnóstwo), a także sporo kupują. Wymieniają opinie, w internecie prezentują kolekcje książek, czynią życie literackie płynnym (powiedzmy).

Inni są pasjonatami literatury gatunkowej. Szukają mocnych wrażeń. Wielbiciele fantastyki, horroru, romansów. Wciąż uważani za mniej wartościowych, lecz jednak to oni utrzymują wydawnictwa przy życiu, więc nie podnosi się na nich ręki, a nawet coraz bardziej hołubi.

Jeszcze inni, zazwyczaj najstarsi, poszukują na papierowych stronicach dawnych przyjaciół, świata sprzed lat, zaginionych w dobie postępu obyczajów. To grupa najbardziej newralgiczna i najbardziej wyciszona. Polska bowiem, jak większość krajów Europy, nie chce już być krajem dla starych ludzi.

Dlatego z XX wieku zapamiętaliśmy wielkiego młodzieniaszka - Gombrowicza, aktywnego podróżnika i komentatora - Miłosza czy idącego z duchem techniki Lema. W czasach, gdy chcemy jak najbardziej ustawić się po stronie nowoczesności, szukamy w literaturze wzorców ludzi nowoczesnych. Dynamicznych, innowacyjnych, światowych, by tak rzec. Albo też po prostu doznań, takich, jakich codzienność nie jest w stanie zapewnić. Sensacja, tajemnica, seks - tego potrzeba znudzonym ludziom pracy. Literatura to wprawdzie nie skok na bandżi, ani nawet serial czy gra komputerowa, lecz zawsze coś („gdy dobrze wciąga”).

Zapomnieliśmy zupełnie o „zwykłych pisarzach”, bo, jak widać, nie jesteśmy już „zwykłymi czytelnikami”, którzy nie koncentrują się na szufladkowaniu, reklamowaniu swojego gustu, a jedynie biorą książkę, czytają w spokojne popołudnie, ewentualnie później, gdzieś tam przy kawie, wspominają o niej w kilku zdaniach, rozpoczynając tym samym opowiadanie kilku po sobie następujących anegdot. Dlatego, kto pamięta np. o "Księciu nocy" Marka Nowakowskiego, w którym to obserwujemy brudne życie rodzącej się do współczesności Warszawy? Kto jeszcze zna Konwickiego spoza "Małej apokalipsy", autora "Wielkiej dziury w niebie" czy "Sennika współczesnego"? A szkoda, bo wspaniale uczą one dystansu, wyrabiają spokój, opanowanie, skromność - tak rzadko afirmowane dziś cechy. Dlatego też warto przypomnieć o jednym z cichych wirtuozów opisu codzienności - Józefie Henie.

Hen obecny był w literaturze przez cały XX wiek. Oglądał wszystkie przełomy, bardziej lub mniej w nich uczestnicząc. Debiutował już w 1932 r. w "Małym Przeglądzie" Janusza Korczaka i być może nie wiedział nawet, jak długie życie literackie rozpoczyna. Czekała go oczywiście niebawem wojenna tułaczka, potem pobyt w wojsku i następujące po nim zmaganie się z trudną rzeczywistością odbudowującej się z gruzów Polski. Jak każdy pisarz, musiał zdecydować, czy przyłącza się do programowej wówczas kultury socjalistycznej. Tę postawę jednak odrzucił, choć wczesna powieść "W dziwnym mieście" nosiła wyraźne znamiona realizmu socjalistycznego. Autor po latach nazwał ją „wydaniem bitwy na polu przeciwnika”.

Jego twórczość nie była ogólnie przykładem rycerstwa opozycji. Od polityki bardziej ciekawili go ludzie, ludzie uwikłani w zwyczajne życie. Przykładem jest tu jeden z jego nowszych, a jednak najbardziej udanych utworów - "Milczące między nami" (2004). Dawniej o prozaikach mówiło się zresztą, że, w przeciwieństwie do poetów, z wiekiem nabierają na wartości. Hen właściwie chyba do tej anachronicznej grupy należy. Opisał barwny koniec lat 60. od strony życia, nie polityki. Miłość do kobiety, głód i prawdziwa specyfika tamtego trudnego czasu. Pisana językiem gawędziarskim, pogodnym, choć raczej nie o pogodnych chwilach. Książka, którą bez wątpienia można nazwać „uroczą”, ale czy ktoś takich jeszcze potrzebuje? Nie wstrząsa, nie zaskakuje. Pozwala się wyciszyć, zastanowić, czasem delikatnie uśmiechnąć.

Józef Hen napisał tego sporo. Wspomnieć choćby "Przed wielką pauzą" czy "Bitwę o Kozi Dwór", gdzie poznać można zbójeckie myślenie chłopca wychowywanego w przedwojennej Polsce. Najpiękniejsze lata, gdzie pisał o czasach wojny. Beletryzowane biografie ("Ja, Michał z Montaigne"; "Błazen - wielki mąż"; "Mój przyjaciel król"), czy powieści historyczne ("Przypadki starościca Wolskiego"; "Crimen - opowieść jarmarczna"), a również i odważny romans "Odejście Afrodyty" - to wszystko pokazuje jak szerokie były zainteresowania pisarskie Hena. Dlatego być może nie jest osobistością wzbudzającą wielkie zainteresowanie - zbyt mało w nim jednolitości, za dużo po prostu „bycia pisarzem”. Pisarzem, który pisze - dla czytelników w różnym wieku, z różnych środowisk. Jego dzieła przecież posłużyły do wielu popularnych scenariuszy filmowych, których on sam także był autorem.

Pakiet Miłosny, czyli Pakiet Miłosny, czyli "ten z Henem", teraz na BookRage

Wydany kilka lat temu "Dziennik na nowy wiek" przypomniał, w dobie literatury faktu, o istnieniu kogoś takiego jak Józef Hen, bo dzienniki to jednak dziś się sprzedają. 90 lat życia pisarza żydowskiego pochodzenia prawdopodobnie bardziej przyciąga odbiorców niż jego twórczość. Coraz więcej chcemy historii, bo coraz bardziej nie wiemy, co z nią zrobić. Chcemy dokumentu. Faktów. Potwierdzeń. A Hen był z tych, którzy chcieli ją opowiadać wnukom. Z odrobiną bajki, ale i na poważnie, by ukazać jak najwięcej życia, najwięcej życiowej prawdy. To już jednak nie są czasy dla tych poczciwych dziadków, kto by ich słuchał. Dzieci mają za dużo zabawek.

Konrad Janczura

Od redakcji: dwie powieści Hena ("Milczące między nami" i "Odejście Afrodyty" można kupić w aktualnym pakiecie e-booków na BookRage. Polecamy!

*Konrad Janczura - studiował krytykę literacką na UJ. Współpracuje z portalem Popmoderna i wydawnictwem Korporacja Ha!art.

Więcej o: