Pies jest lekiem na całe zło?

Kiedyś ludzie częściej się dotykali, żyli bliżej siebie, dziś wielu rzeczy nie wypada. Jednak brak dotyku utrudnia zachowanie równowagi emocjonalnej. Jak temu zaradzić? Przygarnąć psa - mówi prof. Jolanta Antas, badaczka komunikacji międzygatunkowej i autorka książki "Jak rozmawiać z psem".

Pies pomaga leczyć depresję

Jakiś czas temu rozmawiałyśmy w redakcji Focha o tym, że pies pomaga w stanach załamania i depresji. Część dziewczyn zgodziła się z tym i podała własne przykłady, jak to czworonóg pomógł im uporządkować życie. Ja mam od niedawna Lulkę i przyznaję, chaosu jest mniej, a świat nabrał jaśniejszych barw. Chce mi się więcej, stałam się optymistką, choć nie brakuje mi poważnych życiowych kłopotów. Nie wszystkie dziewczyny podzielały jednak moja opinię. Część ostro zaoponowała, by nie traktować psa jako remedium na nasze problemy. I słusznie, bo przecież pies ich nie rozwiąże! W czym w takim razie może pomóc?

- "Pozwoli się dotykać, a to nas ukoi. Oczywiście, że nie rozwiąże problemów, ale w jakimś sensie sprowadzi na ziemię, każe być tu i teraz, czyli wyrwie ze stanu przygnębienia. Dowiedziono już w badaniach, że psy mają na nas zbawienny wpływ i potrafią pomóc osobom w depresji. Są zresztą do wielu terapii wykorzystywane" - odpowiada Jolanta Antas.  Tłumaczy, dlaczego tak jest:

- "Za mało się dzisiaj dotykamy. Bardzo brakuje w codziennym życiu wzajemnej czułości. Dotyk to bezpieczeństwo. Gdy go nie ma, tracimy poczucie pewności. A dziś wielu z nas się z niego wycofuje, bo taka jest współczesna kultura - nie wypada. Skrajne przykłady to choroba sieroca u dzieci, których nie tulą rodzice. Czy więźniowie, którzy się biją, by zaspokoić potrzebę dotyku. Potrzebujemy go stale, nie trzeba tak drastycznych przywołań. Tymczasem zadowalamy się namiastką czułości. Zastępujemy dotyk słowami, prawimy sobie komplementy".

Dr Łata - terapeutka z wieloletnim doświadczeniem (Fot. Miss Olgu)Dr Łata - terapeutka z wieloletnim doświadczeniem (Fot. Miss Olgu)

Dotykanie psa

Czujemy wieczny niedosyt czułości - podkreśla pani profesor. Zwłaszcza, gdy dzieje się coś złego w naszym życiu, warto się tulić. Idealnie jest, gdy mamy partnera, rodzinę, której możemy zaufać, przyjaciół, którzy trzymają za rękę. Ale i tak zbawiennego dotyku mamy za mało, bo przecież każdy, zajęty swoimi sprawami, nie może wiecznie być blisko. Kto może? Pies. I sprawdza się doskonale.

"Pobudzone dzieci w kontakcie z psem zaczynają równomiernie oddychać. My również. Pies jest cieplejszy niż my, to dodatkowa przyjemność z głaskania. Sprawia, że nasze emocje wracają do równowagi. Do psa trzeba spokojnie, łagodnie mówić, to też nas uspokaja" - tłumaczy Jolanta Antas.

Ale czy pies lubi, gdy go dotykamy? Pani profesor nie ma wątpliwości, że tak. Pod warunkiem oczywiście, że nie tłamsimy zwierzaka, nie jesteśmy zaborczy i szanujemy, gdy chce być sam. O tym pies daje nam wyraźne sygnały. Gdy odwraca głowę lub idzie na swoje legowisko, dajmy mu spokój.

"Pies odbiera nasze emocje. Gdy my jesteśmy niespokojni, on też staje się nerwowy. Musimy więc sami się opanować, by z nim być, a nasz międzygatunkowy związek obu stronom sprawiał przyjemność. Psy mają na to swoje sposoby" - uśmiecha się pani profesor.

No i jak tu się przy takim stworzeniu nie uśmiechać (Fot. Agnieszka Durska)No i jak tu się przy takim stworzeniu nie uśmiechać (Fot. Agnieszka Durska)

Pies wyprowadza nas z własnego kokonu

Osoba załamana, w depresji, ma bałagan w emocjach. W jaki sposób będzie w stanie zapanować nad sobą i zająć się psem, gdy często nie chce jej się wstać z łóżka - zastanawiam się. Pani profesor jednak tłumaczy:

"Pies uczy nas rozumienia swoich emocji. To świetnie ilustruje przykład amerykańskiego „zaklinacza psów” Cesara Millana, który nie tyle pracował ze zwierzętami, co z ludźmi! Najpierw uczył Amerykanów, jak rozumieć swoje emocje, dopiero potem uczył ich współdziałania ze zwierzakiem. Amerykanie mają problemy z rozpoznawaniem własnych emocji. To pod tym względem wyjątkowy naród. Moi znajomi, młode małżeństwo, kiedyś opowiadali mi, że przy swoim psie nie bardzo mogą się kłócić. Póki psa nie było, krzyczeli na siebie. Gdy pojawił się czworonóg, wymusił na nich inny sposób rozwiązywania konfliktów, bo zwyczajnie źle znosił hałasy w domu. Zwrócił ich uwagę na to, co sobie robią nawzajem i przepracowali to. Tak właśnie działa pies. Zwierzę sprowadza nas na ziemię. Zmusza byśmy o niego zadbali, wymusza odpowiedzialność. Sami możemy z łóżka nie wstawać tygodniami, ale pies musi wyjść. Wcześniej czy później zmusi nas do reakcji, niezależnie od zapasów papierowych ręczników w domu i środków dezynfekujących. A to już ważny krok, by wyjść ze stanu przygnębienia, albo po prostu - przestać zajmować się wyłącznie sobą".

Masz psa? Jesteś na urlopie cały rok

- "Cały rok gdzieś pędzimy, czekamy na urlop, snujemy plany, a tymczasem umyka nam to, co najważniejsze. Pies daje zakotwiczenie w rzeczywistości i uczy zupełnie innego patrzenia na świat. Choćby na spacerze. Wejdzie taki pod krzak, a my patrzymy, jakie na nim ładne liście. Nie trzeba nigdzie daleko wyjeżdżać, by dostrzegać takie drobiazgi. A one cieszą, niezależnie od urlopu" - mówi profesor.

- "To jedyne zwierzę, które kocha nas całkowicie bezinteresownie. Każde inne, gdy jest źle traktowane, odchodzi. Pies zostaje. Oczekuje w zamian tego samego, odwzajemnienia uczuć, miski z jedzeniem i spacerów. Daje nam całego siebie. To bardzo dużo. Często polecam osobom starszym lub samotnym, by przygarnęły psa. Naprawdę wtedy odżywają! Nie mówię już o tym, że to dobre dla zdrowia! Pies to lekarstwo" - śmieje się Jolanta Antas.

Dr Tadeusz - terapeuta red. Sosin w swoim gabinecie (Fot. Natalia Sosin)Dr Tadeusz - terapeuta red. Sosin w swoim gabinecie (Fot. Natalia Sosin)

Pies nie jest dla każdego

Czy są tacy ludzie, którzy jednak nie powinni mieć psa? - zastanawiam się.

- "Niestety są!" - odpowiada pani profesor. - "Odradzam posiadanie zwierzaka ludziom, którzy chcą mieć maszynkę do pilnowania lub wykonywania poleceń, jak to określam. Chcą psa uczyć wyłącznie zero-jedynkowo, bo nie widzą innej możliwości współistnienia z nim, jak tylko warunkowanie go. Łamią charakter zwierzakowi, bo ślepo wierzą w behawioryzm albo w ten sposób uzewnętrzniają potrzebę dominacji".

- "Pozwólmy psu się cieszyć, okazywać przywiązanie. Nauczmy go najważniejszych rzeczy tak, by był bezpieczny. Wprowadźmy jednak tylko takie zasady, które sprawiają, że harmonijnie nam się z psem żyje. Koniecznie np. nauczmy go chodzenia przy nodze, komendy „stój”, by spacery były bez smyczy. Pies musi być wolny, wtedy czerpiemy radość z wychodzenia. Nie stawiajmy mu jednak absurdalnych zakazów, by np. nie wchodził do dużego pokoju, bo tam stoi skórzana sofa. Pies jest członkiem naszego stada, zajmuje w nim wyznaczone miejsce, zgadza się. Jednak to nie jest obiekt, wobec którego możemy bezkarnie realizować potrzebę sprawowania władzy. A jeśli boimy się o sofę, nauczmy psa na nią nie wchodzić. Można to osiągnąć wspólną pracą!".

Prof. dr hab. Jolanta Antas - językoznawca, członkini m.in. Komisji Kultury Żywego Słowa Rady Języka Polskiego. Interesuje się teorią języka, semantyką i komunikacją niewerbalną. Publikuje również książki dotyczące komunikacji ze zwierzętami: „Rozmowy z psem, czyli komunikacja międzygatunkowa” Iskry, 2014.

Więcej o: