Supermenki: Theda Bara, pierwsza kinowa wampirzyca

Seksowna i tajemnicza, grywała egipskie królowe i diablice. W czasach, gdy amerykańskie kino komercyjne pozostawiało kobietom role ofiar, omdlewających cierpiętnic, lub anielic, Theda Bara była prawdziwym fenomenem.

Mówili, że anagram jej imienia to arabska śmierć, co już na początku XX wieku zwiastowało sukces sprzedażowy. Wreszcie ludzie lubili takie atrakcje, fascynowała ich egzotyka i ezoteryka.  Ekscytowanie się okultyzmem i - oczywiście - seksem stanowiło grzeszną przyjemność. Na te zapotrzebowania odpowiadały kabarety i obwoźne cyrki znane w Stanach Zjednoczonych jako Carnivale. Kto miał kiedykolwiek okazję oglądać serial pod tym tytułem, ten momentalnie poczuje, o co chodzi - dziwadła i golizna były w cenie, ale jeszcze nie w kinie masowym.

Pierwszy filmowy symbol seksu

W amerykańskim kinie komercyjnym pierwszych dekad XX wieku główne bohaterki nie były tak wyuzdane jak tancerki kabaretowe i tak demoniczne, jak cyrkowe cyganki. Największą gwiazdą tamtych czasów była Lilian Gish. Wykreowana przez nią postać Lucy, biednej, bitej przez ojca-boksera dziewczyny ze „Złamanej Lilii” (1919) ugruntowała pewien kanon pokazywania kobiet w filmach. Sam reżyser, jeden z najważniejszych twórców amerykańskiego kina niemego, D.W. Griffith, obsadził Lilian Gish w niejednej roli męczennicy, ofiary, kobiety tragicznej, delikatnego kwiatu skrzywdzonego przez los i ludzi.

Słodki kwiat, czyli jedna z największych gwiazd kina niemego, Lilian GishSłodki kwiat, czyli jedna z największych gwiazd kina niemego, Lilian Gish

Tak, tak, czas silnych kobiet w kinie popularnym miał dopiero nadejść, a jednak już w tym samym okresie, kiedy Gish podbijała serca widzów liryzmem, a słodka Mary Pickfort potrafiła zauroczyć dziewczęcą buzią i loczkami, pojawiła się wyzwolona chłopczyca Louise Brooks i wreszcie ona - okrzyknięta pierwszym symbolem seksu w światowym kinie Theda Bara.

Aktorka strasznie uwielbiana

Hipnotyzuje już samym spojrzeniem, jej oczy są tak wyraziste, że nawet na fotografiach sprzed stu lat może człowieka oczarować. Theda Bara ma w sobie coś. Nie będę może już odmieniać przez przypadek słów tajemnica, ale ta niesamowita dziewczyna o polskich korzeniach (jej ojciec, żydowski krawiec, pochodził właśnie z naszego kraju) upodobała sobie role dość niesztampowe, jak na czasy, w których żyła. Zaczynała jako aktorka teatralna, na wielkim ekranie zadebiutowała w dramacie „The Stain” z 1914 roku. O samym filmie wiemy niewiele, gdyż zaginął na lata. Wielu fanów Thedy ekscytuje się faktem, że przypadłość przepadania dotyczyła także innych obrazów z jej udziałem - na przykład drugi jej film, „The Siren of Hell”, zniknął na zawsze, podobnie jak znakomita większość długometrażówek z jej udziałem. A najsłynniejsza „Kleopatra” (1917) dotrwała do dziś jedynie w formie dwudziestosekundowego frgmentu i kilku niesamowitych fotosów - reszta spłonęła.

Theda Bara jako KleopatraTheda Bara jako Kleopatra

Ingerencja sił nieczystych? Nie sądzę - taki los spotykał wiele filmów okresu kina niemego. Błony filmowe były szalenie łatwopalne, a i przywiązanie do przepisów BHP, jak też kult samego materiału nie były tak silne jak dziś. Wracając jednak do Thedy - jej pozycję w świecie filmowym wyznaczyła rola Kobiety Wampira, nazywanej w skrócie Vamp, w filmie „Był sobie głupiec” („A fool there was”). Uwiodła żonatego faceta. Kusiła go swą siłą i seksualnością. Jej rola zaś ustanowiła kanon dla przyszłego wizerunku kobiety-wampa.

Egzotyczna, seksowna i skąpo odziana - Theda BaraEgzotyczna, seksowna i skąpo odziana - Theda Bara

Jeśli spojrzycie na jej zdjęcia z planu filmowego, na to jak była wystylizowana i z jakimi rekwizytami chętnie pozowała (czarne kruki, węże, czaszki, symbole okultystyczne), jeśli zwrócicie uwagę na to, jaką miała budowę ciała, a potem rzucicie okiem, jak we współczesnym amerykańskim kinie masowym wyglądają wampirzyce... cóż - można powiedzieć o różnicy klas.

Theda Bara lubiła zadawać szyku. Kostiumografowie dbali, by grając kobiety silne, z jednej strony ucieleśniające męskie fantazje, z drugiej - budzące lęk (czyż strach też nie jest podniecający?) zawsze miała na sobie stroje podkreślające nie tylko jej krągłości, ale też bladą cerę i orientalną biżuterię, która świetnie korespondowała z jej nietypową urodą. Kariera filmowa Thedy trwała krótko, ledwie pięć lat, czyli tyle, ile obejmował jej kontrakt z wytwórnią Williama Foxa. Aktorka co prawda wróciła po przerwie na duży ekran, ale bez większego sukcesu. W czasach swej szalonej popularności, czyli między rokiem 1914 a 1919 grywała już nie tylko wspomniane diablice i wampirzyce, czy samą Kleopatrę, ale wcielała się w rolę Carmen, szekspirowskiej Julii, mężobójczyni („Destrukcja”), czy wreszcie bezwzględnej rosyjskiej księżniczki pożądającej jedynie kosztowności („The Tiger Woman”).

Theda umiała zadbać o swój image poza studiem filmowym. Gdy mieszkała jeszcze w Nowym Jorku - po mieście jeździła białą limuzyną. Jej agenci uwielbiali zaś bawić się mitami, które narosły wokół dziewczyny. Już nie tylko arabska śmierć, która miała być anagramem jej scenicznego pseudonimu, ale też legenda o tym, że jest Wężem Nilu, córką szejka i europejskiej piękności, urodzoną na Saharze, albo potomkinią włoskiego rzeźbiarza i francuskiej aktorki, która swe dzieciństwo spędziła w cieniu Sfinksa. To, jak świetnie takie historie sprzedawały się w ówczesnej prasie i jak dobrze działały na publiczność sprawiło, że w środowisku filmowym pojawiło się miejsce dla zupełnie nowych pracowników - agentów prasowych. Niektórzy historycy filmu dodają, że tak właśnie narodzili się pierwsi pijarowcy (brzydkie słowo na „P”), ludzie odpowiedzialni za kreowanie publicznego wizerunku popularnej osoby. Na nic zdałby się cały ten sztafaż, gdyby nie to, że Theda świetnie się odnajdywała w takiej roli. Co więcej, urodzona jako Theodosia Burr Goodman, swoją oszałamiającą kariera sprawiła, że i jej najbliższa rodzina chętnie zmieniła nazwisko na „Bara”.

Secesyjna księżniczka mroku, Theda BaraSecesyjna księżniczka mroku, Theda Bara

Dziś specjaliści patrzą na postać Thedy Bary jak na tragiczną figurę dawnych czasów. Uosabiała zafascynowanie ludzi zachodu kulturą wschodu, była chodzącym fetyszem, erotyczną fantazją, tym wszystkim, co purytańska kultura chciała wypchnąć poza swój „czysty” dom. Bara - orientalna, egipska, żydowska, wampiryczna, mordercza, uwodzicielska, zdradliwa, wyzwolona, skąpo odziana - pasowała do kodu, w którym białe, (by nie powiedzieć aryjskie), skromne, biedne, czyste i pruderyjne dziewczęta mogły być wyłącznie wiernymi żonami, albo skrzywdzonymi kwiatami. Jest to jakiś klucz do odczytania całej sytuacji. Nie jedyny.

Theda Bara była wyjątkowa i miała talent, choć mamy na to niewiele dowodów fizycznych (ale ja się będę upierać, choć możecie mi bronić). Dowodem niech będą choćby słowa ówczesnego speca od kina, czyli tego samego W.D. Griffitha, który wyniósł na ołtarze Lilian Gish (wpłynął też znacząco na ówczesny język medium filmowego). Powiedział: „żadna aktorka, nawet Sarah Bernhardt, nie potrafiłaby uratować filmowych wehikułów, które wiodła Theda Bara”. Mnie cieszy nawiązanie do Sary z jeszcze jednego powodu. Otóż Bernhardt była muzą Alfonsa Muchy. Jeden z moich ukochanych malarzy uwieczniał Sarah na afiszach sztuk z jej udziałem, ale też parafrazował jej wygląd, magnetyzm i kobiecość w obrazach, które nie reklamowały bezpośrednio żadnego przedstawienia, czy filmu z jej udziałem.

Sarah Bernhardt jako Dama Kameliowa, Gismonda i Medea w ujęciu Alfonsa MuchySarah Bernhardt jako Dama Kameliowa, Gismonda i Medea w ujęciu Alfonsa Muchy

Theda Bara wygląda tak, jakby urodziła się by pozować Alfonsowi Musze. Jej fotosy z Kleopatry pokazują, że to nie tylko moja fanaberia. Wpisywała się idealnie w kanony secesyjnego piękna. Ale już dość mądrzenia się. Opowiadam wam o Thedzie nie bez powodu, otóż sprowokowała mnie dyskusja, do której zostałam zaproszona przez Błażeja Hrapkowicza. W programie "Kino Mówi" rozmawialiśmy o wizerunku kobiety w filmach. Było to wyzwanie okrutne, sama czułam się jak na egzaminie z filmoznawstwa, ale koniec końców mogę zaryzykować i polecić wam nie tylko zapis naszej rozmowy, ale i cały marcowy cykl „Kino Mówi: SUPERMENKI”, w którym oprócz mnie i redakcyjnych koleżanek - Kasi NowakowskiejNatalii Sosin - oraz samego Błażeja (a także innych zapraszanych przez niego ekspertów) będą wspaniałe filmy o niezwykłych kobietach.

Ale Kino+ SupermenkiAle kino+ Supermenki

Pierwszy seans już dziś o godzinie 20:10 na kanale Ale kino+.

Więcej o: