Wszystko źle?! Nie, więc przestań narzekać

Zima za zimna, lato za gorące, szef złośliwiec, pracownicy idioci, zarobki za niskie, dzieci/rodzice wkurzają. Na wszystko można ponarzekać, tylko - po co?

Nie lubię narzekających marud, staram się ich unikać a jeżeli się nie da, mając kontakt z takimi osobami, wskazywać pozytywne strony tego, na co narzekają i podkreślać, z czego jednak można się cieszyć. A jeśli nie wychodzi, bo rzeczona osoba jest chroniczną marudą, ograniczam kontakty. Nie mówię o odcinaniu się od prawdziwych problemów i odmawianiu rozmowy z przyjaciółmi o ich życiowych rozterkach, nie. Mówię o unikaniu wdawania się w bezsensowne dyskusje z ludźmi, którzy zawsze znajdą sobie powód, żeby ponarzekać.

Dla nich zima zawsze jest za zimna, lato za gorące, deszcz za mokry, śnieg jakiś za śniegowy, autobus spóźniony, kolejki za długie, a ludzie w nich niemili, szef to idiota i złośliwiec, współpracownicy - banda niekompetentnych baranów, zarobki zbyt niskie, korki nie do wytrzymania, autobusy spóźnione, czasu na rozwijanie pasji za mało, facet nic nie robi tylko rozrzuca skarpetki po domu, dziewczyna już kompletnie o siebie nie dba albo chce nie wiadomo czego, za to dzieci (lub rodzice) wiedzą, czego chcą i tego chcą, czym wkurzają. Poza tym obiad w stołówce niedobry, kawa w kawiarniach taka droga, no i za granicą to jest lepiej, ale niestety - nawet tam bywa źle, bo przecież teraz już wszędzie jest masa Polaków a oni najlepsze wakacje człowiekowi zepsują!

Polacy, jak wiadomo, potrafią zepsuć wszystko... (Rys. Magda Danaj)Polacy, jak wiadomo, potrafią zepsuć wszystko... (Rys. Magda Danaj)

Wiecie już o kim mówię, prawda? I na pewno znacie choć jedną taka osobę.

Ja nie narzekam. A przynajmniej staram się. Nie, żebym nie miała na co, ale wychodzę z założenia, że człowiek powinien - jak w motcie Anonimowych Alkoholików, które jest "Modlitwą o Pogodę Ducha" amerykańskiego teologa protestanckiego, Reinholda Niebuhra - mieć siłę, by godzić się z tym, czego zmienić nie może; odwagę, by zmieniać to, co zmienić może i mądrość, by potrafił odróżnić jedno od drugiego.

W tej złotej myśli zawarty jest głęboki sens i stosowanie jej na co dzień naprawdę pomaga. No bo na przykład: wracamy wieczorem do domu i nigdzie ale to nigdzie ani pół miejsca do zaparkowania. Oczywiście, można jeździć w kółko klnąc na czym świat stoi i nakręcać się z każdą minutą coraz bardziej, ale można też tego nie robić. W obu przypadkach efekt jest taki sam: jakieś miejsce blisko domu w końcu się znajdzie (lub nie) a wkurzanie się na świat i ludzi ani nic nie pomoże, ani spraw nie przyspieszy, za to człowiek albo wróci do domu kompletnie wyprowadzony z równowagi, albo pogodzony z faktem, że jeśli wszyscy (tak jak i on) mają samochody i nimi jeżdżą, to z parkowaniem są kłopoty.

Narzekanie zatruwa narzekającego. To tak, jak z powiedzeniem o kłamstwie, które powtórzone sto razy staje się prawdą - sto razy powtórzone narzekanie nie sprawi, że problem zniknie, za to na pewno spowoduje jego wyolbrzymienie w naszych oczach. I tak, psychologowie są zgodni co do tego, że czasami narzekanie stanowi pewien "wentyl bezpieczeństwa”: pomarudzę, poburczę i mi przejdzie. To jest narzekanie, który przynosi ulgę. Ale przestrzegają przed narzekaniem chorobliwym i chronicznym - bo to tylko wzmaga stres. Ja bym dodała jeszcze jedną tezę, a raczej pytanie: czy narzekanie nie sprawia, że gdy naprawdę trzeba zadziałać i sprzeciwić się aktywnie, to większość ludzi nic nie robi, bo jest przyzwyczajona do bezproduktywnego marudzenia i cała para idzie w gwizdek? Kwestia pod rozwagę.

Wszystko źle! (Rys. Magda Danaj)Wszystko źle! (Rys. Magda Danaj)

Inna kwestia to to, że niektórzy ludzie z narzekania robią sobie doskonałą wymówkę lub zasłonę dymną dla własnych niedociągnięć, czy lenistwa: "no skończyłabym ten projekt na czas, ale wiesz, mój mąż to palcem w domu nie ruszy, a do tego bachory rozdarte takie i ciągle czegoś chcą, a ja sama biedna jedna już ledwo wyrabiam, na rzęsach chodzę, oczy na zapałki, no mówię ci, umrzeć chcę”. Albo: "jestem stworzony do wielkich rzeczy, ale nie zacznę tego, co mówiłem już rok temu, że chciałbym zacząć, bo świat jest zły, ludzie to wilcy, nikt mnie tutaj w moim kąciku co w nim sobie siedzę nie dostrzega i mój wielki talent nieodkryty przepada”.

Wiele osób uważa, że pozytywne myślenie i afirmacja, czyli mówienie do siebie o sobie dobrych rzeczy, to bzdury rodem z amerykańskich filmów. Niekoniecznie. Profesor Bogdan Wojciszke, psycholog, przeprowadził badania z których wynika, że narzekanie prowadzi do natychmiastowego obniżenia nastroju, a afirmacja - wpływa na jego podwyższenie. W skrócie działa to tak, że powiedzenie czegoś na głos sprawia, że bardziej w to wierzymy. Tym samym pan profesor potwierdza to, co mówiła Pollyanna - że warto szukać we wszystkim pozytywów, bo jednak lepiej wierzyć w to, że jesteśmy dobrzy i fajni, i że wszystko jakoś się poukłada, bo przecież jesteśmy zaradni i muszą przytrafiać się nam dobre rzeczy, niż w to, że jesteśmy głupi, nieporadni, cały świat przeciwko nam i na pewno wszystko jest bez sensu, a będzie tylko gorzej?

Ja tam przynajmniej tak wolę i nienarzekanie bardzo polecam. Wiem, wiem, znowu spadł śnieg i zima nie chce się skończyć, ale narzekanie nie sprawi, że cokolwiek w tej kwestii się zmieni.

Więcej o: