Czego zazdroszczę innym kobietom?

To nie są wyznania frustratki, tylko słodko-gorzkie obserwacje. Siebie i świata. I bardziej chyba chodzi o cichy podziw, niż chorą zawiść i zazdrość, która niszczy i zżera od środka. Kocham kobiety, podziwiam, z radością obserwuję. I czasem czegoś im zazdroszczę. Czego?

1. Na początek niech będzie banał - długich nóg, wzrostu około 170 cm, tak, żeby spodnie z Mango można było nosić bez obcinania 50 centymetrów. Żeby proporcje były znakomite, człowiek miał zgrabne kolanka i pęcinki (takie "rozciągnięte”, wiecie o co mi chodzi?) i nawet jak przybędzie mu czasem kilka kilogramów, to i tak nikt nie zauważy, bo przy takim wzroście zupełnie inaczej się to wszystko rozkłada. Żeby nie być całe życie "mocno zbudowanym krasnalem”, na którego każdy patrzy z góry i potem musi człowiek nadrabiać zbyt głośnym stylem bycia / życia. Tak, te 10 (przynajmniej) dodatkowych centymetrów to byłoby coś. Ale z tym brakiem, niestety, nie da się nic zrobić.

2. Sympatii do kremów, balsamów, olejków, maści. Cierpliwości do niekończącego smarowania się, wklepywania, rolowania, ugniatania. Cierpliwości do tracenia długich minut na wszelkie zabiegi upiększające. Mi się nie chce, nie mam czasu, nie lubię. A piękna, gładka skóra sama się nie nie zrobi. Nie w tym wieku.

3. Braku apetytu. Prawdziwego czy też wypracowanego, nie ma znaczenia. Żeby jedzenie przestało wreszcie być tak strasznie ważną czynnością życiową, żeby przestało zatruwać mi głowę. Lubię jeść, kocham jeść, o jedzeniu mogę myśleć (i myślę) nieustannie. Kiedy nie jem, jestem nie tylko nieszczęśliwa, jestem również niemiłosiernie wkurzona na wszystko. Dlatego nigdy nie byłam na żadnej diecie. Dlatego nie jestem w stanie niczego sobie odmówić. Dlatego również ćwiczę - bo jak bym przestała, to bardzo szybko zaczęłabym się toczyć. Tylko chciałabym być żylasta i umięśniona, a jestem, cóż, "mocnej budowy”. Ale weź tu nie jedz.

4. Tego, że niektóre panie nie mają ambicji ani potrzeby bycia niezależnymi, posiadania własnych pieniędzy, własnych spraw, własnych marzeń. Przez zupełny przypadek zakochują się w milionerach, a nie biednych studentach socjologii, a potem całe życie zajmują się głównie tym, żeby utrzymać to status quo, czyli zajmują się swoim mężczyzną, wijąc się wokół niego jak bluszcz. Zajmują się również sobą, aż do znudzenia zapewne. Myślę, że jeśli kobieta nie ma świadomości i wielkich pragnień niezależności, może być w takim układzie szczęśliwa (o ile nie trafi na bogatego psychopatę) i to może być całkiem przyjemne szczęście. Narty w Aspen, lato w Miami czy innej Nowej Zelandii, liczne zabiegi w SPA, prywatny trener, masowanie, w domu gospodyni i kucharka, nianie na każde zawołanie, prywatna służba zdrowia... Długo można wymieniać (westchnęła).

5. Że niektóre tak ładnie potrafią nosić szpilki i siebie na tych szpilkach, że na co dzień wyglądają jak wycięte z żurnala. Ołówkowa spódnica, jedwabna bluzka, elegancka apaszka, włos spod szczotki, nienaganny makijaż, koronkowa bielizna. Albo dopasowane w talii sukienki, albo żakiety, albo chociaż idealnie dopasowane marynarki, spodnie cygaretki, zawsze czyste buty. Że wszystko mają nowe, niezniszczone, dobrej jakości, świetnie dobrane, doskonale leżące. Że lubią kupować, umieją dobierać, mają wzorowe garderoby i szafy, gdzie wszystko do siebie pasuje i wszystko ze wszystkim doskonale się komponuje. Ja jestem dresiarą. Kocham dresy i adidasy. Dżinsy i bawełnę. Nie mam ani jednej pary szpilek. Koronki mnie zawsze drapią. Stringi włażą w dupsko. Nie znoszę zakupów. Uwielbiam kolory, najbardziej te neonowe i fluo. Biżuteria mi przeszkadza tak bardzo, że nie jestem w stanie nosić nawet obrączki. Ech.

fot.Blindblogerfot.Instagram/Blindbloger

6. Tego, że godzinami mogą mówić. Opowiadać. Z każdym potrafią "zagadać”. Że jest to dla nich proste, bezwysiłkowe, naturalne - jak oddychanie. Że zawsze mają coś (ciekawego) do powiedzenia. Że mają tyle przeżyć, tyle uczuć, że całą rzeczywistość potrafią zanalizować, rozłożyć na najdrobniejsze cząsteczki. Mnie to zaraz nudzi. Zaraz nie interesuje. Moje życie wewnętrzne jest takie ubogie. Gadanie mnie męczy. A z nowymi ludźmi to już w ogóle. Nie mam im nic do powiedzenia. Na żaden temat. Chyba że "acha”, czy coś w tym stylu.

7. Bezdzietnym zazdroszczę, że nie mają dzieci, a dzietnym, że mają na przykład pięcioro. Bezdzietnym - bo mogą się zajmować sobą i tylko sobą, a nie ma przecież nic przyjemniejszego na świecie niż zajmowanie się najwspanialszym człowiekiem na świecie, dogadzaniem mu, zabawianiem go, dbaniem o niego na wszystkie możliwe sposoby. Dzietnym zazdroszczę, bo uważam, że dzieci są super, najwspanialsze na świecie i chciałabym mieć ich więcej, gdyby tylko ciąża nie była taka wkurzająca, gdybym miała więcej hajsu i więcej metrów kwadratowych. A nawet przeżyłabym tę ciążę, ale hajs i chata przy pięciorgu dzieciach musi być. Niestety. Takie mam wymagania, bo hasło "biedni ale szczęśliwi" nie do końca mnie przekonuje.

8. Odwagi, wiary w siebie, przekonania o własnej wielkości, wartości i nieomylności. Tego, że niektóre są twarde jak kamień, wiedzą czego chcą i do tego dążą nie oglądając się za siebie i na innych. Że umieją nie okazywać emocji i uczuć, są chłodne, wyniosłe i potrafią kalkulować. Tego, że niektóre nie pokażą ci, że mają PMS, nie opowiedzą o kłopotach w domu, ani o tym, jakie miały relacje z matką i z kochankiem. Że są tajemnicą i robią wielkie kariery.

rys. Magda DanajKażdemu to, na czym najmniej mu zależy... Rys. Magda Danaj

Dziwne, ale nigdy nie zazdrościłam dziewczynom dużych cycków, które tak uwielbiam u innych (bo przeszkadzają w sporcie, a na staniki trzeba wydać krocie), od dawna żadnej nie zazdrościłam narzeczonego czy chłopaka (obcy mężczyźni strasznie podupadli, nie ma na kim oka zawiesić, a jak się odezwą, to najczęściej jest już bardzo źle).

Za to szefowej Focha zazdroszczę długich i wspaniałych nóg, Dominice - kreatywności i pracowitości, Ani Oce - niezwykłych umiejętności w kreowaniu świata swoich dzieci, Natalii - figury i spokoju mistrza zen, Monice - wspaniałych kręconych włosów, Zielińskiej - frazy nie do podrobienia, Agacie - podróży, Miss Olgu - umiejętności wypoczywania, Danajowej - talentu.

Reszty za dobrze nie znam, ale jestem pewna, że każda ma coś, co mogłabym podziwiać, czego mogłabym zazdrościć i co nie spędza mi snu z powiek. Całuski!

Więcej o: