Męski foch kulinarny

O pieczeniu pisać będę: dosadnie, szczegółowo, paranaukowo. Po męsku! - zapowiada autor. Czy jesteście gotowi na tak graniczne doświadczenie?

W mojej kilkuletniej karierze bywalca kulinarnych forów, a także domowego kucharza zauważyłem niepokojące, choć w sumie zabawne uzależnianie się gotujących od przepisu. Nieopodal znajdujące się Forum Kuchnia swego czasu aż kipiało od wątków z prośbami o wypróbowany przepis na A, pomoc przy przepisie na B, skargę na przepis na C, według którego się zrobiło i nie wyszło, czy wartą polecenia książkę z przepisami kuchni D... Z samcom właściwym samczym skrzywieniem dopuszczę się stwierdzenia, że w 95% przypadków osoba kłopocząca się z przepisem to kobieta. Nie dziwota, oczywiście! - zakrzykniecie zaraz - skoro 95% użytkowników forów kulinarnych to kobiety. Zdecydowana większość mężczyzn prawdopodobnie nie gotuje wcale, lub sporadycznie, polegając przy tym na wypróbowanych i niezłożonych daniach; natomiast męska mniejszość gotująca wręcz przeciwnie - zna się na tym absolutnie i radzić się po forach nie musi.

Tak czy owak, bez względu na jego gender, problem recepturalnej dependencji istnieje i nabrzmiewa coraz bardziej wraz z zachodzącymi w pierwszym oraz aspirującym do pierwszego światach przemianami cywilizacyjnymi, zniechęcającymi ludzkość od przygotowywania żywności w warunkach domowych. Zakrawa na paradoks fakt, że w dobie medialnego przesytu kulinarnymi programami telewizyjnymi, czasopismami, publikacjami, blogami, z całą ich otoczką gwiazdorstwa, ambicji, przepychu i niejednokrotnie wymuszanej „autentyczności” czy „egzotyki”, przy jednocześnie niewyczerpanej ofercie dostępnych na rynku produktów spożywczych, kuchennych gadżetów, kafejek i restauracji coraz mniej osób potrafi i chce być głównym żywicielem w swoim domostwie. Pisząc o głównym żywicielu mam na myśli nie tyle (anglojęzyczny termin, sorry) breadwinnera, co bread makera (i nie o maszynę do bezstresowego wypieku chleba chodzi).

Briocha i chleb / fot. Dominik BazylukBriocha i chleb / fot. Dominik Bazyluk

Paradoks? A może żelazna logika? Dla kogo byłyby te wszystkie pozycje w księgarniach, paradokumentalne teledramaty o garnkotłukach bijących się o staż u samego Maurycego Bikonta-Makłowicza, hipsterskie kanapkownie czy uznane przez producenta opon pracownie smaku, gdyby przeciętny zjadacz chleba umiał go upiec sobie sam? Może tego w Polsce jeszcze nie widać, ale kierunek został nadany... Kontemplacja krajobrazu domostw Zjednoczonego Królestwa ułatwi zrozumienie fenomenu Jamiego, Gordona i Nigelli.

Repertuar kuchennych praktyk systematycznie ubożeje, sprowadzając się w zasadzie do:

1. Szykowania śniadań - przepysznych oczywiście, jeśli jest się blogową działaczką, która odkryła właśnie alternatywne źródła skrobi + jakiś egzotyczny owoc + magiczny syrop, który choć słodszy od cukru smażonego w miodzie, to jest od niego o wiele zdrowszy i wyszczupla też;

Jaja ze szparagiem / fot. Dominik BazylukJaja ze szparagiem / fot. Dominik Bazyluk

2. Pichcenia niedzielnych obiadów - jest przecież mąż, teściowie i goście, których od czasu do czasu z przyzwoitości nakarmić trzeba, najlepiej w pół godziny, bo życia szkoda na spędzanie go w kuchni, lepiej zasiąść przed telewizorem i obejrzeć dwa odcinki „Jamie's 15-minute meals”;

Lamb shank in black glaze / fot. Dominik BazylukLamb shank in black glaze / fot. Dominik Bazyluk

3. Sporządzania zubożałych kalorycznie sałatek - wiadomo po co, choć nie wiadomo dlaczego, przecież wcale tak dużo nie jecie;

Kantalupa w maderze / fot. Dominik BazylukKantalupa w maderze / fot. Dominik Bazyluk

4. Zadośćczynień wymogom diet z tego czy innego względu wykluczających skądinąd standardowe i powszechnie stosowane składniki takie, jak mięso, jaja, mleko, masło, ser, cukier, pszenną mąkę, marchew, cebula, czosnek, rambutan, woda, sól, pieprz...

Sardynka w szermuli / fot. Dominik BazylukSardynka w szermuli / fot. Dominik Bazyluk

5. Okazjonalnych wypraw w dalekie kraje bez wychodzenia z domu, czyli gotowania dań możliwie jak najodleglejszych od szarej, lokalnej codzienności kaszy ze skwarkami, nie wybiegając przy tym za daleko poza bezpieczną strefę porydża, w porywach gulaszu - ot, wystarczy kaszę polać mlekiem kokosowym, a tak w ogóle to zastąpić kuskusem i nie z pszenicy, a z abisyńskiej miłki i żarełko tajsko-marokańsko-etiopskie gotowe! Apogeum tej mody na egzotykę zdaje się mamy już za sobą, zauważyć można nawet odwrócenie trendu, czyli silenie się na lokalność, którą międzynarodowy przemysł spożywczy oraz tanie linie lotnicze już dawno pogrzebały.

Fideua / fot. Dominik BazylukFideua / fot. Dominik Bazyluk

6. No i w końcu pieczenia ciast, ciastek oraz ciasteczek - specjalność mam poważnie, traktujących imperatyw miłowania swoich pociech, od pierwszego tortu urodzinowego począwszy, poprzez drugi, trzeci, czwarty, siódmy, komunijny, kolonijny, na weselnym skończywszy, po drodze drobiąc okruchy muffinków, babeczek, pierniczków i rogalików.

fot. Dominik Bazylukfot. Dominik Bazyluk

Pomysłów na powyższe dostarczają odpowiednio sprofilowane zestawy przepisów, spięte już to w książkę o kuchni meksykańskiej, już to w blog o czyichś wypiekach, albo w telewizyjny program o domowych boginiach. Tak, pomysłów, bo w kuchniach obecnie najbardziej doskwiera brak naturalnego natchnienia. Charakterystyczne przy tym jest przypisywanie przepisom (piekarsko-ciastkarskim w szczególności) nadprzyrodzonej nieomal mocy, tym potężniejszej im mocniejsze jest nazwisko ich autora. Okiełznanie tej mocy wymaga zdolności czarnoksięsko-kuglarskich takich, jakby na skali trudności dowolny wypiek plasował się gdzieś między ustawieniem programatora nagrywania w magnetowidzie a jazdą monocyklem po skrzydle dwupłatowca przelatującego nad kanałem Żerańskim. Bez 300-stronicowej instrukcji z kolorowymi obrazkami, specjalistycznego przeszkolenia wojskowego, trzech misek ryżu i dwustu pompek nie podoła się nawet sznece z glancą...

Margerita / fot. Dominik BazylukMargarita / fot. Dominik Bazyluk

Nieprawda! Wypieki są proste - wszelakie - pod warunkiem, że dysponuje się odpowiednimi składnikami, warsztatem, wiedzą i umiejętnościami. Pierwszy z tych warunków spełnić można najłatwiej, bo jaki dziś problem zdobyć mąkę, jaja, cukier, tłuszcz, środki spulchniające, owoce, orzechy i pozostałe bakalie? Druga to również rzecz nabyta i od stopnia piekarniczego opętania zależeć będzie czy sprawny piekarnik, micha, mieszadło, kawałek blatu, jedna tortownica i blaszka wystarczą w zupełności, czy też może dopiero zestaw koszyków rozrostowych, 365 foremek i wycinaków, rękaw cukierniczy, fartuszek w kwiatki i różowy barwnik spożywczy załatają dziurę w miejscu, w którym kiedyś biło serce.

Co do wiedzy i umiejętności natomiast, to zbyt często tej pierwszej w przepisach szukają ci, którzy nie posiadają odpowiedniego zasobu tych drugich. Tak właśnie: przepis w istocie to tylko stenogram sposobu wykonania żarcia, niejasny w odczycie dla kogoś, kto żarcia dostatecznie dużo nie wykonywał. Wiele osób zanęconych kolorowymi fotosami smakowitości wdzięczących się ze stronic książek z przepisami nie podejmuje się próby ich własnoręcznego wykonania, speszone własnym skromnym doświadczeniem, uświadomionym boleśnie przez popisy autorów przepisów. Czy wiecie, że jednym z komentarzy najczęściej obdarzającym prezentacje najwyższych lotów kulinarnych blogerek jest „Jejku, jakie to musi być pyszne! Gdybym ja tak umiała...”? Oczywiście odpowiedź na taki komplement bywa równie kontrproduktywna.

A gdyby tak do zagadnienia podejść w nieco inny sposób? Nie tyle rewolucyjny, co staroszkolny: od zarysowania ogólnych zasad wypieku, wprowadzenia teoretycznego porządku, rozbijając całość procesu na łatwiejsze do ogarnięcia etapy, następnie stawiając wpierw małe kroki a potem większe, by we własnym tempie budować jadalne dzieła sztuki przestrzennej? Tak, sztuki. Jeśli architektura jest matką sztuk wszelakich, to ciastkarstwo jest matką wszelakich architektur. Czyli babką sztuk, a jeśli domalować wąsy...

Zainteresowane, czy może wystarczy paczka ciastek do lektury A Modern Way to Eat: 200+ Satisfying Vegetarian Recipes (That Will Make You Feel Amazing)?

Autor i sprawca wypieków / fot. Dominik BazylukAutor i sprawca wypieków / fot. Dominik Bazyluk

*Dominik Bazyluk - Były student, nieznany poeta, generał, szalony kucharz, wirtualny cross-dresser i bywalec forów dyskusyjnych Gazety.pl. Zmywak, nocny portier, śmieciarz, tłumacz, współpracownik policji i wujek. Pragnie wyleczyć się z uzależnienia od internetu i słabości do kobiet. Już tu nie mieszka.

Więcej o: