Czuję się gruba, stara i brzydka (niepotrzebne skreślić)

Według Facebooka, który uległ pod wpływem petycji grupy "Endangered Bodies? ("Zagrożone Ciała") czuć się tak nie mogę. Bo "gruby? to nie jest uczucie, a takie określenia mogą wpłynąć źle na mnie i osoby w moim otoczeniu.

Każdy tak czasem miewa i nie należy się tym przejmować - ot, hormony, niewyspanie, zły biomet, poziom wód w morzach i oceanach, faza księżyca, czy cokolwiek innego. Ale wychodzi na to, że "czuć się" tak nie można. Pomijając kwestię tego, jak bardzo lubię, gdy ktoś mi mówi, co mogę, a czego nie mogę, zastanowiło mnie, czy faktycznie takie określanie słów odpowiednich i nieodpowiednich, bezpiecznych i niebezpiecznych, jest celowe?

Organizacja, która wystąpiła do Facebooka z petycją usunięcia określenia z listy "uczuć” czy też "nastrojów”, zajmuje się promowaniem pozytywnego podejścia do własnego ciała z akceptacją wszelkich jego aspektów. Na swojej stronie internetowej deklarują:

"Kwestionujemy obecną toksyczną kulturę promującą negatywny obraz ciała. Naszym celem jest ratowanie przyszłych pokoleń przed nieszczęściem, jakim jest obracanie się przeciwko własnemu ciału”.

Działacze organizacji zobowiązują się także do podważania wszelkich "narzędzi szerzenia nienawiści do ciała" - jak diety, fitness, moda, farmaceutyki na odchudzanie, czy reklamy promujące wyidealizowane wizerunki ludzkiego ciała, oraz do zachęcania do pokazywania różnorodności i szanowania wyjątkowości każdego człowieka, bez zwracania uwagi na jego tuszę, wiek, rasę, płeć, orientację seksualną, pochodzenie, itd.

Nie można się nie zgodzić co do pewnej sensowności takich postulatów i tego, że warto popierać każdą grupę, która promuje szanowanie ludzi i krytykuje nachalne wciskanie młodym jedynego słusznego obrazu rzeczywistości. To powiedziawszy, warto się jednak zastanowić - czy status "czuję się gruby/gruba” i pucułowata buźka w opcjach Facebooka to naprawdę taki problem?

Fałdy - te rzeczywiste i te wyimaginowane (Rys. Magda Danaj) Fałdy - te rzeczywiste i te wyimaginowane (Rys. Magda Danaj)

Oczywiście, to, co jest a co nie jest problemem, jest kwestią bardzo indywidualną. To trochę jak z komplementami - co dla jednego będzie miłe, dla innego może być przekroczeniem granicy prywatności, lub niestosownym komentarzem. Zastanawiam się jedynie nad tym, czy warto energię tak zacnej grupy kierować na usuwanie pucułowatej emotikonki z fejsa? Endangered Bodies krytykowało Facebooka za to, że "czuje się gruby/a” znajdowało się na liście obok takich określeń jak czuję się - fantastycznie, optymistycznie, smutna, zdołowana itd. A przecież grubość to nie jest uczucie! W dodatku, zdaniem działaczy, określenie "czuję się gruby/gruba” może źle wpływać na osoby borykające się z zaburzeniami odżywiania. Czy tak jest? Nie wiem, nie czuję się kompetentna, by to oceniać. Moim zdaniem, jest to "problem pierwszego świata", z tego samego zbioru, co problematyczne, zdaniem wielu, żeńskie końcówki w nazwach zawodów - jak ministerka czy premierka. Idea równouprawnienia szczytna i ze wszech miar warta popierania ale para skierowana w gwizdek. Ale może o to chodzi - by każdy ten gwizdek usłyszał i zastanowił się, o co cały ten hałas?

Kontrowersyjny status i autorka petycji, Catherine Weingarten (Fot. Twitter Endangered Bodies)Kontrowersyjny status i autorka petycji, Catherine Weingarten (Fot. Twitter Endangered Bodies)

Autorka petycji, Catherine Weingarten, napisała w niej między innymi: "jak każdy, kto walczył i poradził sobie z zaburzeniami odżywiania, wiem jak to jest "czuć się” grubą. Zmarnowałam lata życia pochłonięta negatywnymi myślami na temat mojego ciała i zbyt wiele dni - głodząc się i starając stracić na wadze. Gorszy od głodu, godzin spędzonych przed lustrem i obsesyjnego myślenia o tym, jak wyglądam, był strach przed tym, co inni ludzi myślą o mnie i moim ciele”.

Catherine dalej argumentuje, że ktoś, kto ustawia sobie na Facebooku status "czuję sie gruby” w rzeczywistości naśmiewa się z osób, które są naprawdę otyłe i trywializuje problem. Czy tak jest? Nie mnie oceniać. Nie mam zaburzeń odżywiania, bywa że "czuję się" gruba, ale prędzej stwierdziłabym, że to pozytywne stawianie spraw - skoro "czuję się" to zjawisko chwilowe. Ale może źle podchodzę do sprawy? No i przede wszystkim, raczej nie korzystam z Facebookowych emotikonek przy statusach i nie zastanawiałam się, jakie głębsze treści, niż wklejenie smutnej lub wesołej buzi, mogą one za sobą nieść.

Od dłuższego czasu odnoszę wrażenie, że w mediach - i tych tradycyjnych i społecznościowych - panuje ogromny chaos sprzecznych komunikatów związany z wyglądem, ciałem, wiekiem, kanonem urody. Anja Rubik jest najpiękniejsza na świecie, ale jednak za chuda i promująca anoreksję, bo przecież "prawdziwe kobiety mają krągłości" (a te niekrągłe są nieprawdziwe, ich rzekome istnienie to zbiorowa halucynacja, ludzie!). Należy akceptować siebie, co niektórzy przyjmują jako pochwalanie postawy "jakim mnie, Boże, stworzyłeś, takim mnie masz”, ale też odchudzać się i starać jak najdłużej zachować młody wygląd. No oszaleć można!

Z kolejnej strony, otyłość jest poważnym problemem w wielu krajach rozwiniętych. Ale czy w związku z tym należy dać się odurzyć oparom absurdu i obwiniać o promowanie otyłości media, w tym nawet Homera Simpsona?! Otóż według prezentera programu telewizyjnego o otyłych rodzinach - tak! Steve Miller, prezenter show Fat Families i ekspert od odchudzania napisał nawet list do twórcy Simpsonów w którym apeluje o zmianę w emitowanym od ponad 30 lat serialu - Homer, który według niego "daje widzom zły przykład, bo jest gruby i szczęśliwy”, powinien zostać wysłany na dietę, przez co dałby widzom dobry przykład, że najważniejsze i najfajniejsze jest zdrowie, a nie - żarcie pączków i popijanie ich piwkiem..

Homer Simpson i Peter Griffin - materiały prasowe. Homer Simpson i Peter Griffin - czy ktoś zmusi ich do odchudzania? (Fot. mat. prasowe)

Jeżeli w tym momencie mruknęliście pod nosem "litości!”, to możemy sobie przybić mentalną piątkę. Homer Simpson bez pączka i piwa nie będzie Homerem, a poza tym - kto czerpie wzorce z kreskówek i podejmuje jakiekolwiek decyzje o zmianach stylu życia inspirując się rysunkową postacią? Pan Miller chyba ma lekką obsesję - apelował również o to, by sklepy nie prezentowały ubrań na manekinach w brytyjskim rozmiarze 16 (czyli 44), bo to prowadzi do "normalizacji otyłości". Na moje oko facet lekko odpływa... Może to od niejedzenia?!

Ale, wracając do "grubego" statusu: Facebook uległ - petycję o usunięcie "grubego” podpisało prawie 17 tysięcy osób - i zmienił "gruby/a” na "napchany/a” czy też "pełny/a" lub "najedzony/a” ("stuffed"). I to w sumie jest ok, wszak pokazali w ten sposób, że nie zależy im na niewiele znaczącej pewnie dla nich opcji, która komuś może sprawiać przykrość lub powodować, że poczuje się źle sam ze sobą.

I może to po prostu ja się na niczym nie znam, bo to nie mój problem, tylko młodych, którzy w ten sposób reagują i w taki - zupełnie inny niż ja - sposób z mediów korzystają? Super! To teraz czuję się nie tylko gruba, ale też stara! (Haha).

Więcej o: