Wiosenne porządki, czyli odgruzowywanie przestrzeni życiowej

Wiosenne porządki - niby fajne, bo dają złudne poczucie zaczynania wszystkiego "od nowa" ale są takie miejsca, których sprzątanie to koszmar. Poznajcie mój porządkowy czworokąt bermudzki.

Jan Brzechwa w swoim wierszu "Wiosenne porządki" napisał, że Wiosna, chociaż zbudziła się zaspana, wzięła się za sprzątanie. Pomagały jej przy tym dzielnie wietrzyk, krasnoludki, chmury, bociany i inne stworzenia. Ja niestety do pomocy nie mam krasnoludków, bocianów czy żurawi, ale panią Wiosną też nie jestem. Skoro nie jestem, to część prac muszę wykonać sama, a niestety - są takie miejsca w domu i zagrodzie, które przynajmniej raz do roku warto odgruzować.

SZAFA

Mam naprawdę dużą szafę, a ciągle brakuje mi w niej miejsca. Wynika to z prostego faktu, że hoduję ubrania. Zamiast regularnie oddawać te, w których już nie chodzę, trzymam je przez rok, albo dłużej, łudząc się, że znowu zacznę je nosić. Po tym czasie zazwyczaj oddaję je dalej, ale mogłabym robić to częściej. Po prostu nie narzekałabym sama przed sobą, że nie mam miejsca w szafie, a w dodatku nie mam się w co ubrać No tak już mam, że jak ubranie mi się opatrzy to jakby nie istniało. Nie działają kombinacje z innymi elementami garderoby, nie działa dawny urok swetra czy spódnicy. Uczucia do ubrania wypaliły się, jak do dawnego chłopaka.

Podczas wiosennego wietrzenia szafy, następuje u mnie również wzmożona aktywność przeglądania stron internetowych z nowymi ubraniami. No bo skoro pozbywam się starych, to powinnam kupić sobie coś nowego, bo w czym ja będę chodzić?! Etap ten zazwyczaj kończy się dość szybko, bo zauważam, że moje wybory ubraniowe są zdecydowanie poza moim zasięgiem cenowym. Tutaj jeszcze jakoś działa mi instynkt samozachowawczy i zapala się czerwona lampka - serio??? Sukienka z dresu za 500 PLN?! No bez jaj!

Co ciekawe, co roku jest dokładnie tak samo. Najpierw przeglądanie starej garderoby, później wirtualne zakupy na niby, a na końcu wizyta w sklepie z używaną odzieżą. Tam właśnie kupuję najczęściej.

PIWNICA

To nie jest dla mnie temat do żartów. Boję się chodzić sama do piwnicy, mam jakąś traumę z dzieciństwa albo naoglądałam się złych filmów, tak czy inaczej, za każdym razem strasznie przeżywam wizytę w tym pomieszczeniu. Umówmy się jednak, że od czasu do czasu tam też trzeba posprzątać. Jakieś stare przetwory, kartony po sprzęcie elektronicznym, zeszyty z liceum, albo bliżej nieokreślone przedmioty z plastiku. W mojej piwnicy urzędują również stare meble, które pokrywają się wspaniałą warstwą kurzu i czekają na lepsze czasy, gdy już staną się antykami. Nie bardzo widzę, żeby miało się to jakoś szybko zmienić, ale może coś mnie natchnie podczas tych porządków i z powrotem wciągnę je do mieszkania. Na pewno muszę się dokopać do opon letnich, bo te niedługo trzeba będzie założyć. Już na samą myśl o wizycie w piwnicy robi mi się słabo, ale cóż, trzeba to będzie odbębnić.

Klucze do piwnicy... gdzieś tu na pewno są (Fot. CC0 pexels.com)Klucze do piwnicy... gdzieś tu na pewno są (Fot. CC0 pexels.com)

DOKUMENTY

Papierologia stosowana to stara nauka, która jest w mojej rodzinie przekazywana z pokolenia na pokolenie. Zbieramy dokumenty, wydruki, potwierdzenia i zapiski. Ma to trochę sensu, ale w moim przypadku zaczyna niebezpiecznie przyjmować formę kompulsywnego zbieractwa. W portfelu znajduję potwierdzenia zakupów spożywczych ze stycznia 2013. Obok tego potwierdzenie zakupu biletów lotniczych z 2014 i zapłaconą fakturę za usługi telekomunikacyjne. W szufladzie "na papiery" panuje chaos, bo wszystko wrzucam z myślą - zaraz to pochowam do odpowiednich miejsc w segregatorze, tylko teraz zrobię COŚ. Kiedy już zbiorę się do segregowania dokumentów, to okazuje się, że więcej niż połowa to śmieci. Muszę to opanować, bo inaczej za 10-20 lat zacznę drążyć w mieszkaniu tunele między papierami.

MYCIE OKIEN

Taaaa. No więc ja sama ich nie myję. Nie ma mowy żebym weszła na parapet, albo na krzesło. Wszelkie próby zapewnienia mnie, że nie wypadnę przez okno nie przyniosą żadnego rezultatu. Mam to szczęście, że moi bliscy przyjmują moją fobię ze spokojem i myją mi okna. Tyle, że to nie jest wcale komfortowa sytuacja, za każdym razem, jak muszę o to poprosić, bardzo się wstydzę. No bo w końcu jestem dorosła i wiem jak się to robi, a jednak potrzebuję w tym wypadku pomocy.

A wy macie jakieś rytuały wiosennych porządków? Czy zawsze na bieżąco wszystko sprzątacie i w ogóle was ten temat nie dotyczy?

Więcej o: