7 powodów, dla których lepiej być młodszym dzieckiem

Od jednego wymagam, drugiemu pobłażam, pierwszego stawiam na piedestale, nad drugim kręcę głową i ręce mi opadają. Jeden mnie denerwuje bardziej, drugi bardziej zachwyca. Niby kocham synów jednakowo, ale...

Każda matka kocha swoje dzieci, a dzieci kochasz tak samo - mówią. Prawda, ale nikt nie dodaje, że uczucia macierzyńskie to cała gama kolorów i że każde dziecko kocha się na inną nutę! Ta różnorodność ciągle mnie zaskakuje, mimo że mam dwóch synów już ponad cztery lata. Niewiele na ten temat w poradnikach, nie rozpisują się o tym czasopisma dla rodziców. Czyżby to tylko mój problem? Zapytałam Google'a. Wskazał kilkanaście linków do forów i dyskusji, a więc nie ja jedna odczuwam różnicę między pierwszym, a drugim razem.

Starsze rodzeństwo nie ma łatwego życia. Rodzice kochają bardzo, ale zupełnie inaczej niż młodsze. Dlaczego? Bo im więcej wiemy, tym mniej oczekujemy, albo tym trudniej nas zaskoczyć. Wiek i ta wiedza, nabyta w okresie zajmowania się pierwszym dzieckiem, powoduje, że stajemy się bardziej cierpliwi i łatwiej nam dostrzec to, czego za pierwszym razem nie udało się zobaczyć.

Młodsze przysłania starsze... taka kolej rzeczy (Fot. Agnieszka Durska)Młodsze przysłania starsze... taka kolej rzeczy (Fot. Agnieszka Durska)

Dlaczego każde dziecko kocha się inaczej?

Pierwsze dziecko z reguły jest zaskoczeniem, nawet gdy planowane. Działasz niby instynktownie, ale poddajesz to nieustannej weryfikacji. Na forach, w książkach, bo teściowa powiedziała, bo inne tak robią. Doradców nie brakuje, a zakręcona własnymi hormonami często nie jesteś wystarczająco asertywna, by iść tylko za własnym głosem, który podpowiada najlepiej. Nie jesteś też gotowa na skalę zmęczenia, a to dodatkowo utrudnia zadanie. Poza tym, często miłość nie rodzi się od razu, bywa że przychodzi z czasem, gdy opadną emocje. Kwestia indywidualna.

Przy drugim i kolejnym dziecku jesteś bardziej świadoma. Idziesz rodzić jak stara wyjadaczka, wiesz, co po kolei, dbasz o swoje i tak dalej. Kursy nie są potrzebne, podręczniki okazują się mało życiowe, bo teorię masz opanowaną. Dlatego uczucia są inne. To, że wiemy, czym się to je, sprawia, że kolejne macierzyństwo jest z reguły spokojniejsze. I jest dokładnie jak w słynnym dowcipie: co zrobić, jak dziecko połknęło monetę? Gdy to drugie dziecko, czekasz, aż moneta pokona drogę przez przewód pokarmowy, względnie odliczasz z kieszonkowego.

Od razu zastrzegam, że nie przedstawiam tu żadnych prawd objawionych. Ot, takie impresje na podstawie własnych doświadczeń i wynikające z wieloletniej już obserwacji uczestniczącej w społeczności matek. Zawsze może być inaczej!

Młodszemu dziecku bardziej się pobłaża (Fot. Agnieszka Durska)Młodszemu dziecku bardziej się pobłaża (Fot. Agnieszka Durska)

7 powodów, dla których bycie starszym rodzeństwem to nie bajka

1. Od pierwszego dziecka z reguły się więcej wymaga. W podręczniku dla rodziców napisali, że gdy młodzian skończy rok, powinien już śmigać na dwóch nogach i wypowiadać ok. 10 słów? Jak jeszcze mu się to nie udało, zaczynasz z nim ćwiczyć, biegasz do specjalistów, poddajesz oględzinom oraz wysłuchujesz mądrych rad, by potomek nie wypadł gorzej w rankingach na placu zabaw i by spełnił pokładane w nim nadzieje. Te zresztą rosną wraz z dzieckiem. „Jak to? Nie dasz rady? Musisz być najlepszy z plastyki!” - powtarzasz, gdy dziecko osiągnie wiek szkolny i ciśniesz pierworodnego, bo to przecież duma i oczko w głowie całej rodziny. Przynajmniej do czasu, gdy nie urodzi się drugie oczko. Ale i wtedy pierwszemu nie odpuszczasz. Wręcz przeciwnie! [patrz niżej]

2. A bycie oczkiem w głowie dla młodych ludzi bywa trudne. Ile to się trzeba napopisywać i wierszyków nauczyć, by zadowolić te tłumy? Presja spojrzeń, ciągłe zachwyty, celebra każdej przewijanej pieluchy. No właśnie, celebra! Nawet najbardziej zaprawiony w bojach o sławę celebryta by tego nie zniósł. A pierworodny musi!

3. Oczywiście wszystko do czasu. Gdy pojawia się wieść o kolejnym, wszyscy jakby tracą zainteresowanie pierwszym. Pierwsze staje się na czas jakiś wzmianką w rozmowach. „A jak ty sobie dasz radę z dwójką? A już mówiłaś pierwszemu, że będzie miał rodzeństwo? O teraz to będziesz miał braciszka lub siostrzyczkę, cieszysz się?” Z czego tu się cieszyć? Do tej pory jedynak zostaje bez powodu zdegradowany do pozycji już-nie-jedyny. I dopiero się zaczyna. „Podziel się z braciszkiem lub siostrzyczką, mamusia teraz nie może, bo karmi maluszka, zobacz, jaki śliczny dzidziuś”. Z tym dzieleniem to już zostaje na zawsze.

4. W związku z tym, pierworodne musi ponownie walczyć o swoją pozycję. Nie ma wyboru. Walki bratersko-siostrzane są wpisane w wielodzietność. Od tego zależy jego pozycja. Albo będzie przewodnikiem, albo go wysiuda ten berbeć w pieluszce. I zapewniam, że negocjacje i koncyliacyjny model utrzymywania stada nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

5. Do tego dochodzą nowe obowiązki. „Zerknij kochanie na maluszka. Pokaż mu coś, pobaw go chwileczkę”. Pewnie, że matki starają się jak mogą, by nie obciążać starszych dzieci obowiązkami przy młodszych. Tylko, że się nie da inaczej. No ni cholery, choćbyś z siebie wyłaziła, jak masz więcej niż jedno, to zdarzy się w końcu taka sytuacja, że trzeba będzie starsze zająć młodszym lub młodsze starszym. Wszystko jedno.

6. Pojawiają się nowe obciążenia dla psychiki starszego. Świeżo zdegradowany celebryta jedynej rodzicielskiej miłości, staje się wzorem do naśladowania. A od wzoru to się dopiero wymaga [patrz punkt pierwszy]! I już nie ma, że mamusia pomoże, sam musisz sznurować buciki, bo mamusia zajęta tym drugim! I jeszcze do tego: „popatrz maleństwo, jak braciszek/ siostrzyczka świetnie sobie radzą”. Pierworodny żyje więc pod stałą presją - we wszystkim się go naśladuje i podgląda.

7. A jak przykład jest zły, bo przecież czasem trzeba nabroić, to cała wina też starszego. Przecież powinien/ powinna już wiedzieć [znowu patrz punkt pierwszy]! I gdzie tu sprawiedliwość? Sprawę pogarsza fakt, że pierworodne będzie przecierało szlaki dorosłego życia jako pierwsze, więc jak pierwszy raz wróci za późno, to na niego się bardziej zdenerwujesz - bo pierwszy raz. Jak kolejne dziecko w ten sam sposób zdystansuje się do stawianych przez ciebie reguł, łatwiej przełkniesz, bo przecież w tym wieku to normalne. Wiesz, bo starsze tak robiło

Świadome macierzyństwo to popełnianie świadomie błędów?

To nic złego, że kocham synów inaczej. Choć jeszcze niedawno miałam wyrzuty sumienia z tego powodu. Ba, rodzina zarzucała mi, że faworyzuję młodsze. Pewnie, że faworyzowałam! I co z tego? Młodsze spało z nami, a starsze zwyczajnie się już nie mieściło, ale małe bardziej potrzebowało bliskości, a konkretnie - mleka. I tak, wymagam od starszego więcej, stawiam go za wzór i nierzadko proszę o pomoc w różnych drobiazgach. Dlaczego? Bo wiem, że już spokojnie sobie z tym poradzi. Poza tym, pomagając uczy się empatii i wyrozumiałości. Dla równowagi przymykam oczy, jak wali młodszego na odlew, by pokazać mu miejsce w szeregu. Kolejny przykład: młodszemu pozwalam wchodzić sobie na głowę, ulegam częściej jego kaprysom, starszemu nie, bo z nim da się już normalnie porozmawiać. Cóż, jako matka, popełniam błędy - czasem wręcz świadomie, dla tak zwanego świętego spokoju. Przy dwójce święty spokój okazał się towarem tak deficytowym, że pokusa bywa zbyt duża i idę na skróty. Wiem już jednak, że nie zawsze muszę być stanowcza, że czasem mogę odpuścić, gdy to da chwilę ciszy. Ot, takie kolorowe to wielokrotne macierzyństwo.

foch

Więcej o: