Mali Giganci - wielki niesmak. Rodzicu, dziecko nie jest na wystawę!

Z pewnym zażenowaniem obejrzałam trzy odcinki programu Mali Giganci. I szczerze zastanawiam się jakaż to siła pcha rodziców do zgłaszania własnych dzieci do udziału w telewizyjnych programach typu talent show. Chora ambicja, próżność, parcie na szkło?

Matematyczny mózg kontra fałszująca małolata

Czteroletni Dorian przysiadł na mrugającej światełkami podłodze i mnoży w pamięci 94 razy 98. Po chwili namysłu podaje prawidłowy wynik. Mimo to, prowadzący program Mali Giganci - Filip Chajzer podpuszcza, chłopca, że się troszkę pomylił. Dziecko jest jednak pewne swojej odpowiedzi. Aplauz na widowni i za chwilę chłopczyk dostaje kolejne zadanie. Jurorzy wymyślają coś trudniejszego, potęgowanie. Tym razem Dorian błyskawicznie oblicza, że 15 podniesione do potęgi drugiej daje 225. Pierwszy juror Rzeczpospolitej rzuca zabawny komentarz, publiczność szaleje.

Teraz nastąpi moment dramatycznego wyboru dziecka, które dołączy do grupy prowadzonej przez opiekuna. Opiekunem jest osoba znana niektórym ludziom oraz w świecie show biznesu. Jurorzy muszą zdecydować czy w programie nadal będzie występować Dorian - czterolatek o wybitnych talentach matematycznych, czy sześcioletnia dziewczynka, która wystąpiła wcześniej fałszując przebój Maryli Rodowicz. Dziewczynka popisuje się na scenie, dyskutuje z jurorami, którzy śmieją się i klaszczą.

W tym czasie Dorian biega po scenie zafascynowany zmieniającym się układem świateł na podłodze. Prowadzący, Filip Chajzer kilkukrotnie próbuje przywołać malca, który najwyraźniej ma totalnie wywalone na kwestię dalszego udziału w programie. W końcu chłopiec zatrzymuje się na chwilę, by otrzymać nagrodę pocieszenia - wiaderko ze słodyczami. Jurorzy wybierają wygadaną, lecz fałszującą dziewczynkę w brokatowych dzwonach. Oklaski.

Terror podobania się

Jak w przypadku każdej szanującej się produkcji TVN, bohaterowie Małych Gigantów pojawiają się również w telewizji śniadaniowej. Tam, co drugie słowo słyszę, że to taki wspaniały program, w którym dzieci doskonale się bawią, że ten program jest jedną wielka zabawą, że nie ma tam rywalizacji, jest przyjaźń i nowe doświadczenia. Normalnie wielka szczęśliwa rodzina, tęcza i jednorożce. A słowa "świetna zabawa" padają tak często, że robi mi się niedobrze jak po zjedzeniu pięciu eklerów.

Mali GiganciI pokażemy was jeszcze w cyrku /fot. screen z fanpage Mali Giganci

Może jestem nienormalna i nie byłam w wojsku, ale proszę mi tu nie wciskać kitów o świetnej zabawie. Dzieci dobrze się bawią na dworze, na placu zabaw, na łące, z kolegami oraz z rodzicami, ale nie w telewizji. Widać, że wiele z dzieci zaciągniętych do programu przez niespełnionych życiowo rodziców zachowuje się przed kamerami po prostu sztucznie. Te sprytniejsze szybko zorientowały się, że bezczelność i pyskowanie jest w cenie, że do kolejnego etapu przechodzi ten, kto przegada jurorów. Ten, kto zachowa się trochę jak przemądrzały bachor. W tym wszystkim miota się jedno dziecko we mgle - sympatyczny skądinąd Filip Chajzer, który nie do końca radzi sobie z maluchami, ignorujacymi jego polecenia, prośby i komunikaty.

Do pełnego obrazu typowego telewizyjnego talent show brakuje mi jeszcze rzewnych historii bohaterów podlanych podprogowo sosem żalu. Takich z chorą matką w tle, domkiem na kurzej łapce bez wygód, w którym mieszka siedmioosobowa rodzina, w tym mały gigant. Brakuje mi kadrów z bohaterem idącym po zarośniętych torach kolejowych w świetle zachodzącego słońca, z obowiązkowym muzycznym podkładem, najlepiej z filmu „Amelia”. Bo przy akordeonie łatwiej się wzruszyć, a nieużywane tory są metaforą skomplikowanego dzieciństwa.

Jesteś zajebista, mała

Po występie jednej z dziewczynek Kuba Wojewódzki, rzuca jej komplement marzeń „Jesteś zajebista, mała”. Mam świadomość, że telewizja TVN nie wyznacza standardów w kulturze, nie spodziewam się, że nagle Kuba Wojewódzki stanie się dżentelmenem z zasadami, a Kamil Durczok dostanie etat eksperta w zakresie etyki (co najwyżej może dostać Paszport Polsatu), ale mówienie do obcego dziecka na wizji „Jesteś zajebista” jest po prostu chore. Podobnie, jak za chore uznaję ciąganie dzieci do tego typu programów i narażanie ich na stresy, zaległości w szkole oraz chamskie zachowania dorosłych biorących udział w tej szopce. Dziecko samo się do takiego programu nie pcha. MUSZĄ je tam zaprowadzić rodzice. Tylko po co?

Twoje dziecko - genetyczny cud świata

Wielu rodziców uważa, że ich dzieci są najwspanialsze, najmądrzejsze i najpiękniejsze. Po prostu ósme cudy świata. To w sumie nic nadzwyczajnego. To czysta biologia i instynkt rodzica. Też jestem zachwycona swoimi dziećmi, do pewnego stopnia. Ale moja matczyna miłość nie pcha tych genetycznych cudów w pazury show blichtru. Nie traktuję dzieci jak produktów, którymi się trzeba koniecznie pochwalić. Chcę, żeby miały NORMALNE dzieciństwo i zdrowe podejście do życia. Żeby wiedziały, że w życiu liczą się inne wartości niż punkty przyznane przez jakiegoś jurora i fakt zaistnienia na ekranie. Nie chcę, żeby uległy terrorowi podobania się za wszelką cenę.

Nie zamierzam piętnować wszystkich konkursów dla dzieci. W dodatku wykazałabym się niezłą hipokryzją, ponieważ mój syn jeździ na zawody piłkarskie i bierze udział w konkursach matematycznych. Istnieje mnóstwo zawodów sportowych, olimpiad typu Kangur matematyczny, podczas których dzieci mogą się sprawdzić, nauczyć uczciwej rywalizacji i współpracy. Sęk w tym, że te konkursy odbywają się bez udziału kamer, bez całej tej szopki i pozerstwa.

Liczyć każdy może Liczyć każdy może /fot. Magda Acer

Na zakończenie fragment rozmowy jednej z małych uczestniczek programu z opiekunem. Ostatnie zdanie, które wypowiada Małgosia, jest kwintesencją tego, do czego prowadzą tego typu produkcje.

- Małgosiu, ty mówisz wiersze i chyba lubisz mówić wiersze?

- Powiem prawdę, nie lubię, ale mogę powiedzieć.

- Możesz powiedzieć?

- Nie lubię, ale dla telewizji zrobię wszystko.

Kurtyna. Dziękuję za uwagę.

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: