Ile drzew już posadziłeś?

Piątego kwietnia obchodzimy międzynarodowy dzień drzew. Co prawda niektóre źródła podają, że święto drzew przypada 10 października, ale jak dla mnie, możemy je obchodzić nawet co miesiąc, ponieważ kocham drzewa.

Drzewa - płuca miast

Na tle innych europejskich stolic Warszawa wydaje się wciąż dość zielonym miastem. W jej granicach administracyjnych znajduje się 12 rezerwatów przyrody, 17 lasów o powierzchni około 7 258 ha, 76 parków oraz około 160 skwerów. Całkiem sporo. Niestety w miastach systematycznie trwa wycinka drzew w związku z realizacją nowych inwestycji. Najczęściej pod topór idą szybkorosnące drzewa sadzone tuż po wojnie, klony srebrzyste i nielubiane przez wielu topole, które z uporem maniaka zasypują miasta białym puchem w czerwcu. To fakt, śmiecą i ze swoimi gabarytami są trochę jak niezdarne kolumbryny. Może i rozpychają się korzeniami pod chodnikiem, ale jednocześnie produkują ogromne ilości tlenu. Średnio, typowe drzewo absorbuje odpowiednio jedną tonę dwutlenku węgla na każdy metr sześcienny przyrostu i produkuje przy tym 727 kg życiodajnego tlenu. W ciągu okresu wegetacyjnego z jednego m2 powierzchni liści drzew i krzewów dostaje się do powietrza atmosferycznego od pół do ponad jednego kg czystego tlenu.

Tu można sobie pooddychać. Widok z murów zamku Książ. /fot. Magda AcerTu można sobie pooddychać. Widok z murów zamku Książ. /fot. Magda Acer

Żywe drapacze chmur. /fot. Magda AcerŻywe drapacze chmur. /fot. Magda Acer

Przestrzenią rządzi pieniądz

Niestety podczas, gdy jak grzyby po deszczy wyrastają kolejne osiedla i centra handlowe, to terenów zieleni przybywa jak na lekarstwo. Zgodnie z przepisami ustawy o ochronie przyrody inwestor powinien skompensować straty, które poniosło środowisko w związku z realizowaną inwestycją. Mówiąc krótko, jeśli developer musiał wyciąć drzewa pod budowę apartamentowca, musi nowe drzewa posadzić. W teorii wygląda to całkiem nieźle, niestety praktyka jak zwykle nieco odbiega od założonego ideału. Jak wynika z raportu NIK jakościowa skuteczność kompensacji przyrodniczej jest niska. W związku z tym istnieje ryzyko, że zasoby przyrodnicze miast ulegać będą powolnemu, ale systematycznemu zmniejszaniu. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że inwestorzy kupują sadzonki słabe i niskiej jakości, a w dodatku - już nasadzone - pozostawiają bez odpowiedniej opieki: niezabezpieczone i niepodlewane. Zdaniem NIK, aby proces kompensacji nie był jedynie urzędniczą formalnością, ale aby przynosił spodziewane efekty, szczegółowego uregulowania wymaga kwestia warunków, jakie nowo sadzone drzewa powinny spełniać (m.in. określenia gatunku drzewa, jego wielkości, wieku). Ważne jest również precyzyjne dookreślenie, w jakich miejscach i o jakiej porze roku należy drzewa sadzić, tak by miały szansę się utrzymać.

Zieleń nie generuje zysków w prosty sposób. Jednak należy pamiętać, że zieleń to życie. Według raportu NIK Polska ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Unii Europejskiej. Z powodu szkodliwych substancji zawartych w powietrzu, które wdychamy, co roku w naszym kraju umiera około 45 tysięcy osób. Remedium na zanieczyszczenia jest właśnie zieleń miejska - najdoskonalszy i najpiękniejszy filtr. Drzewa znacznie skuteczniej pochłaniają dwutlenek węgla niż rośliny zielne, ponieważ „wbudowują” go na stałe w drewno, podczas gdy rośliny zielne obumierając wydzielają go z powrotem do atmosfery. Drzewa redukują prędkość wiatru, tłumią hałas i obniżają temperaturę w mieście, dzięki czemu przyczyniają się do zwiększenia cyrkulacji powietrza - czyli po prostu wentylują miejski ekosystem.

Zieloni partyzanci

W związku z tym, że w miastach drzew ubywa, a urzędnicy i inwestorzy nie spieszą się z dosadzaniem nowych roślin ludzie biorą sprawy we własne ręce. Partyzantka ogrodnicza (guerrilla gardening) to inicjatywa znana na całym świecie, polegająca na nielegalnym sadzeniu roślin na cudzym gruncie, najczęściej publicznym. Jest to dość ryzykowne, ponieważ odbywa się bez zgody właściciela terenu. Kolejne zagrożenie wiąże się z tym, że posadzone drzewa mogą kolidować z infrastrukturą terenu. Jednak moim zdaniem warto ryzykować. Dzięki temu w Warszawie, na Kabatach, z inicjatywy mieszkańców powstał Nasz Park. Ogrodniczymi anarchistkami są często starsze panie, które dbają o malutkie skrawki zieleni w bezpośrednim sąsiedztwie bloków. Ktoś się może czepiać, że te mini ogródki nie są profesjonalnie zaprojektowane, ale ja jestem nimi zachwycona. Zawsze, ponieważ stanowią oazy życia w betonowej dżungli przyciągając owady i ptaki.

Mali giganci za 300 lat dogonią rodziców. /fot. Magda AcerMali giganci za 300 lat dogonią rodziców. /fot. Magda Acer

Jeśli chcecie sadzić drzewa w mieście, warto to skonsultować ze spółdzielnią lub wspólnotą mieszkaniową, która administruje terenem, żeby później uniknąć przykrych rozczarowań związanych z usuwaniem roślinności.

Cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa?

Kiedy się urodziłam rodzice posadzili na działce brzozę. Przyznam, że bardzo podoba mi się ten zwyczaj sadzenia drzew z okazji urodzin dziecka. Do tego stopnia, że posadziłam już mnóstwo drzew z moimi dzieciakami. Jesienią i wiosną zbieramy żołędzie i robimy z nich sadzonki, żeby później znaleźć im nowe miejsce do życia. Szczerze każdemu takie sadzenie polecam.

Są drzewa które lubię wyjątkowo. To buki, klony, lipy i brzozy.

Sosny też bardzo lubię. /fot. Magda AcerSosny też bardzo lubię. /fot. Magda Acer

Las bukowy jest magiczny, o każdej porze roku. Klony przebarwiają się najpiękniej z rodzimych gatunków drzew. Lipy pachną tak, że można oszaleć i są jedną wielką darmową jadłodajnią dla tysięcy owadów. Kiedyś wierzono, że lipy to drzewa miłości, dlatego sadzono je w miejscach, gdzie wcześniej stały szubienice, by zmazać złe piętno makabrycznych egzekucji. Brzozy są niezwykłe, ponieważ jako jedyne z polskich drzew mają białą korę i przez to wyglądają bardzo elegancko. Do tego są wyjątkowo wytrzymałe, mogą wyrosnąć na górniczej hałdzie oraz w starej rynnie. Mają też właściwości lecznicze.

I właśnie z tymi drzewami i ich właściwościami wiąże się pewna anegdota. Na mojej uczelni rosły trzy brzozy, do których ludzie podchodzili różni ludzie i przytulali się. Początkowo patrzyliśmy na nich z przymrużeniem oka, ale profesorowie tłumaczyli nam, że coś jednak jest w tych drzewach i faktycznie mają właściwości lecznicze. Jak to studenci, stwierdziliśmy, że musimy to sprawdzić. Gdy kogoś bolała głowa, to zamiast faszerować się lekami przykładał sobie liście brzozy do skroni. Często ból głowy przechodził. Być może to tylko autosugestia, być może jednak coś w tym jest.

Na zakończenie doskonała piosenka o lesie. Wybór jest oczywisty (wcale nie dlatego, że kochałam się kiedyś w wokaliście).

Wasza Korespondentka z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

Więcej o: